| Tylko najświeższe zapiski |
|---|
| Offensiv orientering | 2009-12-05 |
|---|---|
Dziś miałem bardzo pracowity dzień. Wyjazd z Karlskrony już o 7.45, tylko po to by wyruszyć do lasu koło 9 w okolicach miasteczka Torsås. Czemu tak wcześnie? Niestety dość szybko się ściemnia, a w planie mieliśmy dwa treningi. Pierwszy z nich, 7.5km w terenie gdzie już raz biegałem - w maju tego roku. Czy są jakieś nieciekawe tereny w Szwecji? Pewnie gdzieś są, ale ten z pewnością do nich nie należy. Kamienie, górki, bagna, czyli to co masochiści w sobotni grudniowy ranek lubią najbardziej. A że w bagienkach było całkiem sporo wody, co szczególnie dało się we znaki na przebiegu między 14 a 15PK, to sobie czasem też głośno poprzeklinałem. Technicznie jak na grudzień poszło świetnie. Na 8kę trochę obiegiem, ale to przez parę zwalonych drzew. No i na 20 PK, gdzie straciłem minutę. Przy takim terenie ciężko utrzymać koncentrację przez całe 56min (tyle biegałem). Trzeba jednak się starać. mapa z pierwszego treningu z przebiegamiPo krótkiej kąpieli w basenie, spaghetti i zebraniu dotyczącym przyszłego sezonu (skubańce praktycznie mają już zaplanowany każdy dzień od teraz do października 2010) przyszedł czas na kolejny trening. Tym razem w dość łatwym jak na Szwecję terenie. Pozwoliło to trochę się rozpędzić i pomimo dłuższej, bo 8.2km trasy, siedzieć w lesie trochę krócej (mi zajęło 51min). Biegaliśmy na mapie 10letniej, oczywiście nie będę porównywać jej nawet do 2letnich map w Polsce, bo po co :) Jedyny problem jaki miałem pojawił się przed 6PK gdzie chyba były jeszcze jakieś dodatkowe ścieżki (trasa motocykli crossowych). Dupnie, że nie utrzymałem kierunku - 50sek w plecy. mapa z drugiego treningu z przebiegamiWyjazd konkretny, mimo tego że przesiąkłem do suchej nitki i to dwa razy. Na szczęście nie jest tak zimno. A ekipa w Orionie jest świetna! Szwedzi, a czasem nawet jakimś żartem rzucą. No i znowu łosia widziałem. W poniedziałek nocny sprint, a w czwartek pierwszy nocny. Dwoma słowami offensiv orientering. | |
| Ah te wywiady i reklamy | 2009-11-25 |
|---|---|
| Jako ze jestem kolejną gwiazdą w orionowskim gwiazdozbiorze miałem wczoraj miły wywiad do gazety. Do tego furę zdjęć. Miło jest poczuć się opisywanym w mediach jak niejeden polski piłkarz z okręgówki... Teraz nadszedł czas na spełnienie oczekiwań klubu i wygranie jakiś ważnych sztafet! Razem ze mną do klubu przechodzi Erik Folkesson-Blom i Ola Nyberg, super to wzmocnienia nie są, ale z Nybro i Kalmarem będziemy wygrywać:) W zakładkach po lewej stronie pojawił się link do nowego sklepu ze sprzętem do orientacji. Ta zakładka popsuła mi trochę koncepcję wyglądu strony, no ale w końcu chłopakom trzeba jakoś pomóc w rozwoju. Zapraszam więc do zajrzenia na O-Stuff.pl, szczególnie że ceny wydają się tam całkiem przyzwoite. | |
| Studia w Szwecji? Czemu nie! | 2009-11-20 |
|---|---|
| Na stronie PZOSu umieściłem artykuł o możliwości studiowania w Szwecji. Można go sobie przeczytać tutaj. Teraz pytanie czy ktoś w ogóle się zainteresuje i podejmie wyzwanie. Ja, jak to napisałem zresztą na końcu, na miejscu obecnych 18latków już bym się pakował. Trochę czasu mi zajęło kompletowanie danych, tak żeby na te najważniejsze kwestie znać już odpowiedź. Ale dzięki temu mamy jakiś obraz jak to wygląda i od czego zaczynać. A zaczynać należy zdecydowanie od angielskiego. Bez tego chyba ani rusz, zresztą nie tylko jeśli chodzi o studia w Szwecji, ale ogólny rozwój w BnO (publikacje po angielsku, szukanie klubu zagranicznego itp.) Także zapraszam! No chyba, że ktoś myśli, że tylko dzięki treningom na polskiej ziemi jest w stanie zdobyć mistrzostwo świata. Powodzenia:) | |
| Kryta bieżnia | 2009-11-20 |
|---|---|
| |
| W krzywym zwierciadle | 2009-11-15 |
|---|---|
Wczoraj miałem dość ciężki dzień - planowanie, bieganie, świecenie oczami, picie pseudopiwa. Wszystko zaczęło się dość rano, bo start do pierwszego treningu odbył się o 9.00. Masówka, trasa 8km z paroma bardzo niedalekimi rozbiciami. 2 razy dałem się nabrać i wciąż trochę zaspany podbiegałem nie do swoich punktów. No i w ogóle starałem się lecieć jak najwolniej tylko się dało, w końcu mamy okres roztrenowania. Więc po paru punktach biegłem sobie już sam. Mapa i teren oczywiście super. mapa z treningu z przebiegamiPo treningu spotkanie elity i rozważanie jak wyszedł mijający sezon oraz co należy zrobić w przyszłym by wyniki były lepsze. Czyli ogólna szwedzka chęć grupowego planowania, dyskutowania i rozwiązywania problemów. Jest od kogo się uczyć:) No i tak minęło parę godzin i nadszedł czas na kolejne bieganie. -Bieganie?! Pomyślałem sobie. W końcu już dzisiaj już biegałem! I to dość długo! Gdy okazało się że chodzi o krótkie 3 traski z piciem piwa pomiędzy dałem się namówić. Start...patrzę na mapę i od razu coś nie grało. Nie tylko to, że nic nie widziałem, co mnie zbytnio nie zaskoczyło, bo biegaliśmy bez lamp. To, że mapa jest odbiciem lustrzanym dowiedziałem się po ładnych paru minutach. Zresztą wszyscy zbytnio nie wiedzieli co się dzieje (wczesniejsze bieganie, sauna, piwo). No ale patrząc pod światło z drugiej strony mapy wszystko okazało się prostrze:) Budowniczy trasy zafundował też wycinki paru ważnych elementów jak budynków, lasów,dróg oraz stawianie paru punktów z dala od miejskich lamp. Fajnie czyta się mapę przy światełku z zegarka. Klasa! No i udało mi się wygrać całe zawody! piwne bieganieA wieczorem oficjalna część zakończenia. Byłem w szoku, bo przyszło chyba z 150 osób! No i było piwo, wino itd. W Szwecji?! W Nybro zakonczenia były o suchym pysku. A do tego paru osobom chciało się przygotować 2godzinne przedstawianie. Co prawda nie jestem jeszcze rozwznany w orionowskich klimatach, ale i tak było zabawnie. | |
| Kolejna fajna mapa w okolicy | 2009-11-12 |
|---|---|
| No i znowu siedzę sobie na północy. Zapasy mięcha w lodówce niwelują trochę niepokój ciągłego braku zatrudnienia. Ale w telewizji powiedzieli, że sytuacja na rynku pracy się poprawa, więc nie pozostaje nic innego jak pozostawać optymistą. W końcu coś tam jednak umiem. W sumie to ciągle mam jakieś zajęcie, a w sumie to czasem nie wiem w co ręce włożyć. Np. czy oglądać takiego Dextera, czy może zdecydować się na Housa? Żarcik taki. Dziś oprócz paru bardziej pożytecznych rzeczy wybrałem się (a w zasadzie zabrano mnie) na trening. Już wiem, że parę kilometrów za Rödeby (czyli parę rzutów Majewskiego lub Małachowskiego kamieniami) jest kolejna fajna mapa. Co prawda w listopadzie nie powinienem praktycznie nic biegać, a szczególnie szybko, ale dziś nie było wyjścia. Biegaliśmy w 4 osoby, najpierw razem później w starcie pościgowym. Szybko od start do 7PK, 9ki do 13, 14ki do 18ki i na koniec od skrzyżowania pod liniami do końca. Poważnie zawiesiłem się (na jakieś 30sek) na 16tym punkcie, reszta przyzwoicie ale wolno. A tętno kosmos, ale zawsze tak mam jak nie biegam 2 tygodnie. A od teraz już będę się ruszał, bo mam gdzie:) mapa z treningu z przebiegami | |
| No i powrót na północ. | 2009-11-10 |
|---|---|
| No i po dłuższym pobycie w ukochanym kraju przyszedł czas na wypłynięcie do Karlskrony. Teraz trochę biegania, w końcu rower i zwiedzanie okolic (czyli wysepki, przesmyki itp.) i basen (äntligen!) No i czeka mnie poważniejsze szukanie pracy. Oj, nie chce mi się iść do jakiejś uczciwej roboty, jak ja znajdę wtedy czas na te wszystkie inne rzeczy, które teraz robię... Bardzo mi się podoba to, że protokół z zebrania Zarządu PZOSu z 5go września na stronie pojawił się dzisiaj, czyli 10. listopada. No ale i tak dobrze, że się pojawił. Ale to tak na marginesie. Może zamiast iść do roboty powinienem stworzyć stronę internetową www.konieckaczynskiego.pl z opisem dokonań rezydenta Juraty? Domena wciąż wolna i może jakieś dofinansowanie z Unii bym na to dostał? Jakieś komentarze? | |
| No i sezon 2009 za nami. | 2009-11-03 |
|---|---|
| Jak cholera ocenić ten sezon 2009? Biorąc pod uwagę brak nawet powołania na MŚ w Miszkolcu, które miały być najważniejszymi startami w bieżącym roku, to fatalnie. Z drugiej strony nie ma co narzekać, bo źle się mi biegało raptem podczas paru weekendów. No a pech chciał, że jeden z nich padł akurat na MP w Olsztynku, gdzie były główne eliminacje na Węgry. Świetnie przepracowane 3 obozy kondycyjne i żadnych długotrwałych kontuzji (zbić, siniaków, wykręceń nie biorę pod uwagę) - to też daję trochę optymizmu na przyszłość. No i niezła postawa w Szwecji, w końcu Orion ze mnie nie zrezygnował, a to już coś. Szkoda tylko tragicznych startów na wrześniowych Mistrzostwach Szwecji. Ale muszę się w końcu nauczyć, że z anginami, grypami, skręconymi kostkami się nie biega. Czasem ciężko jest odpuścić. Dobre starty na Tiomili, Jukoli, dwóch DM, przyzwoite na Węgrzech w maju. Do tego wystarczający bieg na Flotę w Sztafetowych MP, i jeszcze parę podium w indywidualnych lokalnych ściganiach i niezłych miejsc w tych większych zawodach. No szkoda tego czerwca i lipca... A teraz do początku grudnia odpoczywanie. W sumie chciałem sporo pojeździć na rowerze i popływać, ale przez to że siedzę jeszcze parę dni w Polsce nie mogę. Rower w Karlskronie, a basen na Flocie zamknięty, bo się sypie, nie tylko od góry ale i też od spodu. Zresztą basen chyba jak cały klub:) Przykro mi z tego powodu, ale jak się nie można dogadać miedzy sobą albo dupy nie chce nikomu ruszyć to później tak jest. A od grudnia liga nocna i sprinterska w Karlskronie. Będzie się działo. Sprawa studiowania w Szwecji w Karlskronie wciąż aktualna, wciąż zbieram informację jak to wygląda. | |
| Karlskrona zaprasza studentów! | 2009-10-22 |
|---|---|
Zacznę od tego, że wczoraj biegałem trening nocny w Karlshamn. Raptem niby 6.3km, a teren i las dał w kość, mimo ładniej pogody. Parę błędów, ale tragedii nie było. Niestety na załączonej niżej mapie nie ma przebiegów. Nie wiem czemu, ale Garmin się tym razem nie popisał i niczego nie zapisał:) mapa z treningu nocnegoJednak głównie chciałem napisać o czymś bardziej ciekawym, mianowicie o niesamowitych możliwościach jakie daje BTH (wyższa uczelnia techniczna w Karlskronie) wszystkim studentom-orientalistom. Studiowanie w Szwecji jest darmowe (w przyszłym roku wprowadzą opłaty dla studentów spoza UE, ale nas to nie dotyczy), mało tego na tutejszej uczelni większość kierunków jest w 100% po angielsku. Do tego dochodzi dodatkowy profil dla biegaczy na orientację z licznymi treningami, wszystkim opłaconym - nawet wypadami do rodzinnego domu raz na jakiś czas. I co najważniejsze, że wcale nie trzeba być wybitnym orientalistą z medalami w CV, trzeba tylko trochę lubić biegać po krzakach:) Tak więc jeśli: - nie boisz się swojego angielskiego jak nasz (w sumie to nie mój) prezydent, - chcesz się rozwijać w BnO, - interesują Cię studia techniczne (wybór jest niezły i z tego co wiem są też kierunki mniej techniczne jak ochrona środowiska czy ekonomia), - masz niezłe świadectwo ukończenia szkoły średniej, to zacznij już teraz myśleć o połączeniu przyjemnego z nieuniknionym w Szwecji. Jeśli chodzi o koszty życia, to nie jest tak najgorzej, najlepiej oczywiście gdyby znalazła się osoba towarzysząca, z którą można by wynajmować razem mieszkanie. No i zawsze to raźniej. Jak tylko się dowiem czegoś więcej o możliwościach uzyskania stypendiów, to napiszę. Ale podejrzewa, że możliwości są ogromne. Zresztą planuję bardziej obszerny artykuł na łamach ORIENTpressa w tym temacie jak tylko będę miał bardziej obszerne informacje. Na razie najważniejsze jest to, że nas polskich mądrych orientalistów bardzo tu chcą! Strona BTH P.S. Wcale nie jest tu tak zimno. | |
| Dziś trochę o budowaniu tras | 2009-10-20 |
|---|---|
| Wrzuciłem w końcu mapę z tegorocznych Mistrzostw Polski w sprincie. Co prawda bieg odbył się już ponad 4 miesiące temu, ale problem wciąż jest aktualny. I akurat nie chodzi mi o moją żenującą formę z czerwca. Kwestia dotyczy bowiem budowania tras na najważniejszych imprezach w roku, czyli KMP i MP. Już któryś bieg jestem trochę zniesmaczony trudnością przebiegów i liczbą wariantów podczas zawodów w Polsce, a ścigam się w końcu niby w tej najtrudniejszej kategorii. Na wspomnianych już wcześniej MP w sprincie na całej trasie były może 2 warianty (bardzo naciągany na 11PK i na 13tkę), reszta to bieg przełajowy. Mimo tego wykonanie mapy było dość dobre, a samo miejsce skansenu - ciekawe (mimo dość małego obszaru). mapa ze sprinterskich MP z przebiegamiZ pewnością nie mam zastrzeżeń do tegorocznych MP w biegu klasycznym, tam było nad czym pomyśleć. A sztafetowe MP, choć dość proste, to spełniały założenie, by bieg nie rozstrzygnął się zbyt szybko. Żeby nie być gołosłowny przedstawiam jeszcze parę przykładów tras: mapa z nocnych MP z przebiegami W. KowalskiegoCo do nocnych to zawsze można można powiedzieć, że teren prosty, że w końcu to nocne i musi być prosto, no ale w paru miejscach była przesada. trasa M21 z tegorocznych KMP w ZawierciuTrasa z wiosennych klubowych jest wręcz genialna:) Do tego dochodzą niedawne Długodystansowe MP, które często przypominały długodystansowe przełaje. Jeśli ktoś z organizatorów mówi, że teren nie pozwalał na zbudowanie czegoś lepszego, to po cholerę wybierał ten teren. Przypominam, że na MP biegają osoby z licencją, które w lesie nie są po raz pierwszy. W zawodach rangi mistrzowskiej nie chodzi przecież o promocję wśród osób spoza doświadczonego grona orientalistów, tak żeby się nie ubrudziły i nie zabłądziły. Na poważnych imprezach za granicą (nie dotyczy sztafet) przebieg drogą jest rzadkością a nie połową trasy. W Szwecji pisze się liczne poradniki jak budować trasy, jakie i dlaczego powinny być różnice np. między K12 a M14. Do tego organizuje się mistrzostwa w budowaniu tras! A przecież wiadomo, że można. Przykładem tego są chociażby bardzo dobrze (przynajmniej takie słuchy mnie dochodziły od wielu ekip) zbudowane trasy na JWOC 2004, o ile dobrze pamiętam, przez pana Pawła Morawskiego. Innych przykładów jest oczywiście wiele, ważne jest by ciekawe i wymagające trasy były normą. | |
| Z zielnika drugi, w piłę drugi, w bno drugi, w przełajach drugi... | 2009-10-18 |
|---|---|
| Przedostatni indywidualny start w tym sezonie przypadł na skrócony klasyk na lokalnych zawodach w Jämshög niedaleko Olofström. Niby lokalne, ale w H21 ścigało się 43 kolesi, a wyniki w necie pojawiły się znacznie szybciej niż te z MP w longu organizowanych gdzieś pod Warszawą (na których, tak na marginesie, w M21 biegało 11 kolesi). No ale już tak nie jedźmy po zawodach w Polsce, tylko przejdźmy do tego co ważne. Zawody ukończyłem na drugim miejscu, 23 sekundy za Oleksandrem Kratovem. Zabrakło niewiele, szczególnie, że zrobiłem błędów na jakieś 3 minuty. Mój przyszły kolega z klubu po biegu powiedział, że wtopił tak na 1:30, ale że czuje się dość zmęczony. Rzeczywiście, patrząc na wczorajsze przełaje, gdzie przybiegł 25 sekund za mną, musi być naprawdę podjechany. Ja też po wczorajszym biegu nie czułem się zbyt świeżo, co ciekawe na trasie do tętna maksymalnego nawet się nie zbliżyłem (dziś tylko 186). Cieszyć się czy się martwić? Trasa miała 8.1 km co zajęło mi 53:25. mapa z przebiegami cz.1 mapa z przebiegami cz.2Ogólnie rywalizacja z chłopakami z Orionu już teraz bardzo mnie interesuję w kontekście startów w przyszłym roku. Tam w końcu będzie walka o pierwszą sztafetę i fajnie wiedzieć, że będzie można kogoś wygryźć ze składu (dziś skończyłem parę sekund przed Rikardem i Håkanem). Przede mną jeszcze tylko 2 starty. W piątek Nocne Mistrzostwa Szwecji, a w sobotę pierwsza zmiana (interwałowy start nocny) na Smalandskavlen. Nybro wystawia w 100% polską sztafetę:), w drugiej biegają sami Szwedzi, będzie więc ostra rywalizacja. | |
| Drugi, tym razem przed Kratovem. | 2009-10-17 |
|---|---|
| A dziś wziąłem sobie udział w przełajach w Karlskronie. Trasa ciekawa - według organizatorów 4 680m, trochę w parku, dużo w starym tunelu kolejowym, 2 niemałe podbiegi. Przed startem na rozgrzewce zaczęła mnie coś pachwina szarpać i nawet chciałem odpuścić sobie to bieganie, ale Martin (trener Orionu z tabaką na zębach) powiedział żebym spróbował i najwyżej zszedł z trasy. No więc spróbowałem i po równym biegu ukończyłem na drugim miejscu z czasem 14:33. Czas rewelacyjny jak na warunki (były też ostre zakręty i trochę błota) i dystans podany przez organizatorów. Co do dystansu jednak nie jestem do końca przekonany . GPS pokazał 4,52 km, ale z kolei mogły być przekłamania na ostrych zakrętach i przez bieganie w tunelu. Uśrednijmy i powiedzmy, że było 4.6 km. To i tak nieźle, bo oznacza, że 5km na bieżni śmignąłbym poniżej 15:30. Do tego doszedł problem z pachwiną, przez który nie zdecydowałem się przeginać i walczyć na końcówce z Erikiem z OK Älme (14:30). W przyszłym roku piątkę muszę latać poniżej 15, a dychę sporo poniżej 32 minut, żeby coś znaczyć na sprintach i middlach. | |
| Dlaczego w Szwecji biega sie dobrze, a w Polsce trochę gorzej, cz. 2. | 2009-10-16 |
|---|---|
| Zakupiłem sobie skaner, w zasadzie drukarkę ze skanerem, bo samych skanerów nie było. A te na necie niewiele się różnią cenowo od drukarek ze skanerami. Wybór więc był prosty. A tak na marginesie, to niedługo będą sprzedawać tylko drukarki z aparatami fotograficznymi, mp4 i maszyną do pieczenia chleba w jednym. Teraz będę więc wszystko skanował, a mam parę map do analizy. Zacznę może od małego porównania zeszłotygodniowych zmagań pod Sztokholmem na 25mannie ze sztafetami na MP. Specjalnie zaczynam od sztafet MP, a nie od middla na MP, bo jeszcze ktoś powie, że się czepiam, że mi nie poszło i że szukam dziury w całym . Otóż na sztafetach prawie 2 tygodnie temu poszło mi. Przypomnę tylko, że zdobyliśmy złoty medal, wygrywając przede wszystkim z Flotą. Do tego jeszcze dochodzi fakt, że mapa w Zamościu była naprawdę dobra jak na polskie warunki. A jednak... mapa z przebiegami ze sztafetowych MPPowiedziałem sobie, że już nie będę więcej naginać i dopasowywać przebiegów z GPSu w programie QuickRoute. No więc nie naginam i według GPSa do 7tki,11tki, 15tki i 16tki w ogóle nie dobiegam (na marginesie - z tego co słyszałem, to Roman P. chętnie dobiega do 13tek). A że sztafeta nie została zdyskwalifikowana (przypominam fakt, że zdobyliśmy złoto, wygrywając przede wszystkim z Flotą) znaczy to, że jednak na punktach byłem. Może więc GPS źle działa, jest niedokładny (według jakiejś mądrej kartograficznej głowy ma przecież do 150m błędu). No więc poniżej mapa z niedzielnego middla po 25mannie. Na zawodach tych świetnie mi się biegło od 3go punktu. Gdyby nie spora wajcha właśnie na trójkę (1:30 w plecy), byłbym naprawdę wysoko w H21E. Trochę zdezorientowały mnie nowe ścieżki w lesie, wyrobione dzień wcześniej na sztafetach. mapa z przebiegami z 25mannakorten Tak więc jak? Albo GPS działa inaczej na terenie Polski, albo Panowie Kartografowie najwyższy czas na odświeżenie technologii robienia map do orientacji. Za jakiś czas wrzucę i opiszę MP w Olsztynku. | |
| Poznawanie Karlskrony | 2009-10-14 |
|---|---|
Korzystając z tego, że ciągle nie mam stałego zajęcia przed południem i z tego, że pogoda jest wciąż ładna a jesień bardzo malownicza, wybrałem się na krótką przejażdżkę po okolicy. Karlskrona jest niesamowita. Niby to raptem 31 000 mieszkańców (teraz już 31 001), czyli tyle co jakaś zapadła dziura w Polsce, a w zasadzie jest tu wszystko. I nie chodzi tylko o Lidla i stację kolejową. Spora część miasta ulokowana jest na bardzo malowniczych wysepkach, wszędzie stoją łódki i jachty, no i wszędzie można dojechać rowerem. No dziś akurat było tak, że tym rowerem to się dobrze jechało tylko w jedną stronę, w drugą było trochę gorzej. Ale w Polsce podobno wiatr wyrywa drzewa z korzeniami i pada śnieg, więc nie jest tak źle. ![]() A wieczorem wybrałem się na trening z Orionem (w zasadzie nie Orionem, tylko z Martinem i jego studentami-zawodnikami z uczelni BTH). Trochę biegania w szybszym tempie, później trochę skipów i siłowni, na której poznałem 3 czy 4 bardzo fajne ćwiczenia. Ogólnie coraz bardziej jestem przekonany, że to był idealny wybór z tym przeniesieniem do Karlskrony. Myślę tak wciąż będąc bezrobotnym, więc chyba jest tu nieźle. | |
| Karlskrona moje miasto. | 2009-10-08 |
|---|---|
| No i dzisiaj wprowadziłem się do mojego nowego mieszkania w Szwecji. Mam nadzieję, że ten etap życia szybko się nie skończy z powodu braku oszczędności na koncie. Pakowanie i rozpakowywanie wszystkiego było dość męczące. Samochód miałem wypełniony po brzegi tak, że ciężko było mi 5ty bieg wrzucić. A i tak w domku klubowym został rower, opony zimowe i parę innych rzeczy. Jak ja planowałem zabrać się z tym wszystkim na raz? Pomimo zrobionej siły nosząc kartony i torby, wyskoczyłem na krótki trening. Do stadionu blisko, a jak znajdę dziurę w płocie to jeszcze bliżej. A za stadionem eleganckie ścieżki do biegania. Niby nie za dużo, ale na krótkie treningi do jakiś 60min starczy. Do tego można nawet jakąś krótką pętlę krosową sobie wyznaczyć. W każdym razie jest tu mniej płasko niż w Nybro. No i jedna ze ścieżek jest oświetlona. Wszystko plus treningi wyjazdowe powinno dać niezły efekt. | |
| Przeprowadzka do Karlskrony | 2009-10-06 |
|---|---|
| Całą operację zaplanowałem na dzisiaj, ale z uwagi na pozawodowego i popodróżowego lenia i brak wiedzy czy już mi w nowym mieszkaniu internet podłączyli, to poczekam do jutra i zrobię wszystko na spokojnie. A mam co robić, bo do swojego autka muszę zapakować biurko, krzesła, łóżko, rower, ciuchy i kilkadziesiąt kilo innych gratów. Jak to zrobię? Nie wiem... Najwyżej będę jechac z lampką nocna na kolanach:) | |
| Zaklinanie flociarzy na nic się nie zdało - złoto na Sztafetowych Mistrzostwach Polski. | 2009-10-05 |
|---|---|
| Każdy zrobił to co miał zrobić i inaczej być nie mogło. Z Wojtasem na pierwszej zmianie, ze mną na drugiej i Kowalkiem na ostatniej sięgnęliśmy po ZŁOTO, wyprzedzając Flotę (Morek, Rychu i Mały) i Grunwald (Konar, Taras i Banan). Fajnie, bo to mój pierwszy medal na MP od 2005 (chociaż medale z longu nie powinny się liczyć:) i z tego co słyszałem dopiero drugi złoty medal seniorów w historii Śląska. Super było być tego częścią, choćby nawet tą najsłabszą. Nocne i 6.miejsce, czyli dostałem mój pierwszy DYPOLOM z MP. W sumie zadowolony, przy idealnym biegu (jakieś 5min szybciej) mogło być czwarte, na pudło więc tego dnia nie było szans. Lampa Lupina spisała się świetnie, ale przy takim prostym terenie, nie miało to większego znaczenia. Łazi mi po głowie jak mogłem wpaść na jeden tak głupi wariant biegowy, który kosztował mnie 2minuty! Życie, po prostu za prosto, musiałem sobie życie skomplikować. Tak się zastanawiam jaki jest sens rozgrywania MP na mapie, na której rozegrano Mistrzostwa wojskowe w zeszłym roku. Już nawet nie chodzi o jakieś zasady fair play (przez rok las raczej niewiele się zmienił, a większość seniorów już tam biegało), ale o rozwój naszego sportu. Lasów w Polsce naprawdę nam nie brakuje (30% powierzchni kraju), więc jaki jest sens kolejny raz odświeżanie tego samego starego kotleta? Nie można stworzyć jakiejś nowej mapy, na nowym terenie? Tak żeby w przyszłości więcej terenów i map mogło służyć rozwojowi młodzieży. W regulaminach dotyczących organizacji MP koniecznie musi być zapis o przymusie organizacji imprez mistrzowskich albo na zupełnie dziewiczych kartograficznie terenach albo na takich gdzie mapa ma więcej niż 10 lat. Wszystko linią najmniejszego oporu! Jak najszybciej i jak najłatwiej! A przecież wiadomo, że w Polsce brakuje dobrych map. Mistrzostwa Polski powinny być perełką organizacyjną, latarnią wyznaczającą standardy rozgrywania zawodów, inaczej jesteśmy w dupie. | |
| Drugi za Kratovem | 2009-09-26 |
|---|---|
| Dziś pobiegałem w dość lokalnych zawodach klubu Värend GN. Trasa niby nie długa, bo tylko 8,6km, ale za to wymagają, szczególnie jeśli chodzi o podłoże. Czytanie mapy też czasem sprawiało problemy, a to dla tego, że mapa czasem odbiegała od ogólnie przyjętych standardów w Szwecji. Tak, tak, w Szwecji też to się zdarza. Wszyscy wiedzą, że Björn Palm jest słabym kartografem, ale że bierze niższe stawki, to czasem się go zatrudnia. Skąd my to znamy? Przez mapę raczej nie zrobiłem błędów (w sumie na jakieś 2-3minuty), ale parę razy wpakowałem się w słabo przebieżny "czysty" las, przez co wariant był trochę gorszy. W sumie biegałem 59:43, 2:39 za Oleksadrem Kratovem. Pytanie tylko jak on potraktował ten bieg, bo technicznie poszło mu nieźle - zrobił raptem minutę błędu. Ja się w każdym razie spociłem... Szkoda, że nie mogę wrzucić mapy, bo mi skaner z domku zabrali :( i nie mogę też znaleźć kabelka od aparatu. Tak na marginesie. Już drugi raz w przeciągu paru dni w takim tutejszym programie jak polski "1 z 10" jest pytanie z biegów na orientację... | |
| Trening nocny | 2009-09-25 |
|---|---|
Wczoraj postanowiłem wybrać się na bieganie nocne. Pogoda i temperatura, nawet w nocy, całkiem znośna, więc trening był całkiem przyjemny. Trasę ustawiłem pod stałe punkty kontrolne z odblaskami, które jeszcze parę lat temu były. Niestety parę lat to całkiem sporo i z 12 punktów zostały tylko 3. W sumie to dobrze, że mi nic nie świeciło z daleka, bo to większa frajda. A że byłem na miejscach widać na mapie z przebiegami załączonej poniżej. W paru miejscach specjalnie biegłem przez las, a nie po drodze. Tak dla zabawy. Prawie 8km trasy w 60minut w spokojnym drugim zakresie (w szwedzkim lesie chyba nie da się spokojniej biegać) - nie jest źle. Jeszcze jeden trening nocny przed Mistrzostwami w Zamościu, Lupin na głowę i mogę się ścigać (jeśli warunki mapowe na to pozwolą oczywiście). Mapa z przebiegamiI jeszcze odnośnie tzw. afery z 25letnim mięsem ze Szwecji. W tutejszych wiadomościach nikt nawet o tym nie wspomniał. W końcu trudno przewidzieć co Polacy zrobią z puchami przeznaczonymi ewentualnie dla zwierząt. Tak swoją drogą zastanawiam się co mi dawali jak byłem w przedszkolu... | |
| Bezrobotny, a ciągle zajęty | 2009-09-25 |
|---|---|
| Tak się zastanawiam co będzie jak znajdę (albo znajdą mi) w końcu pracę. Bo choć nie jestem nigdzie zatrudniony (co niestety wiąże się z brakiem wpływów na konto) to cały czas coś robię - strony internetowe, obróbki, czy relacje (co niestety też wiąże się z brakiem wpływów na konto). A do Mistrzostw i późniejszej przeprowadzki do Karlskrony muszę dokończyć jeszcze mapę w Nybro. Niby kosmetyka, ale parę godzin zajmie. I jak tu pracować! Nawet na te 60% etatu? A gdzie trening? Nie to żebym narzekał, bo nagle okazuję się, że znalazło się całkiem sporo osób chętnych do współpracy w pchaniu BnO do przodu. Z relacji wynika też, że jakość zawodów w Polsce się trochę poprawiła. Widocznie jak wiadomo, że kilkaset osób przeczyta artykuł z jakiegoś wydarzenia (obecnie strona www.orienteering.org.pl ma jakieś 800-1100 odwiedzin dziennie), to organizatorzy dają z siebie więcej. No i jak coś zostało już napisane, to nie zapomni się po 2 tygodniach o jakiś sromotnych wpadkach. O innych sukcesach powstałej raptem parę miesięcy temu Komisji Strategii Rozwoju i Promocji napisze w jakimś oddzielnym zapisku. Do tego zrobiłem ostatnio stronę sekcyjną WKS Śląska - www.bno.pl. Całkiem szybko mi to poszło, chociaż wciąż zajęło dobre kilkadziesiąt godzin ślęczenia przed kompem (no ale w końcu jestem bezrobotny). Parę rzeczy zostało jeszcze tam do zrobienia, ale najważniejsze już za mną. | |
| Nowa strona na nowe wyzwania! | 2009-09-23 |
|---|---|
| Już od jakiegoś czasu planowałem zmienić tę stronę, no i dziś ją wgrałem, co zresztą widać. A tak poza tym, to wczoraj byłem obejrzeć mieszkanie w Karlskronie. Niestety nic co zwaliłoby mnie z nóg, miejsce w Nybro było przytulniejsze w każdym razie. No ale co zrobić, trzeba będzie się wprowadzić i ewentualnie czegoś lepszego na miejscu szukać. Mieszkanie jest dość blisko BTH (Blekinge Tekniska Högskola, czyli taka Polibuda), więc mieszka tam wielu studentów. Co ciekawe głównie z Indii, a w samej szkole trudno szukać studentów o nordyckich rysach twarzy. Tak więc będę poznawał Hindusów... Po oglądaniu mieszkania wybrałem się na trening Orionu. Tak, mam już za sobą pierwszy orionowy trening! I muszę przyznać że to jest to czego potrzebuję. Robiliśmy interwały na krótkich 2-3mn30sek traskach. W sumie bawiło sie aż 14 osób, podzielone na 3 zmieniające się grupy. Kolejność na mecie każdej traski ustalała skład grup na następną. I tak najsłabsza grupa startowała pierwsza, później 15 sekund za nią średnia, i kolejne 15 sekund najsilniejsza. Tak więc czasem było ciężko przybiec tym najsilniejszym w czubie (30 sek to jednak sporo), by na następną trasę znów wychodzić jako najsilniejsi. Wszystko na około 2-3minutowych przerwach, 8 tras po 2 punkty i meta (miało być 10, ale się zaczęło ściemniać). Mapa z przebiegamiOgólnie klasa, ja na ogół biegałem na przemian w silnej i średniej grupie:) Najlepsze jest to, że nie ma szans żeby się opieprzać, wszystko robi się na maksa. | |
| Dlaczego w Szwecji biega sie dobrze, a w Polsce trochę gorzej | 2009-09-07 |
|---|---|
| Nie zagłębiając się w szczegóły czemu ostatni wpis ukazał się w maju przejdę od razu do Mistrzostw Dystryktu Smalands z ubiegłej niedzieli. Do opisu wakacji przejdę może w następnych wpisach. Otóż po sobotniej podróży promem do Karlskrony przyszło mi wystartować w Mistrzostwach Dystryktu Smalands (czyli DM) w biegu klasycznym. Prawie 13km, ale w Szwecji trochę inaczej się to liczy, bo większość trasy polega na skakaniu przez gałęzie, zapadaniu się w bagienka i przewracaniu, czasem dość niebezpiecznie. Ogólnie wszystko to, czego brakowało mi odkąd w maju (z krótka przerwą na Tjoget) opuściłem ten piękny kraj. Zawody rozegrane zostały 25km od Växjö, a o organizacji nie będę mówił, bo większość edycji Mistrzostw Polski mogłoby się powstydzić. O zawodach z poprzedniego weekendu na łamach orienteering.org.pl wypowiedziałem się pochlebnie, o mapach też wspomniałem, że były dobre. Teraz doprecyzuję - owszem dobre, nawet bardzo, ale tylko jak na standardy polskiej kartografii. A z tymi chyba nie jest najlepiej. Już pewnie niedługo zamieszczę mapy z GPPomorza z przebiegami, ale tym razem bez specjalnego naciągania:) Te z Mistrzostw Polski z Olsztynka pewnie też. Nie mówię, że wszystkie mapy w Polsce są be, ale tych naprawdę precyzyjnie zrobionych jest garstka... A na zawodach udało mi się wywalczyć brąz, czyli całkiem nieźle jak na nasz dystrykt. Trochę miałem szczęście, bo na 3min przy 15tym punkcie doszedł mnie zwycięzca Erik Holmberg i trochę podciągnął na końcówce, a z 4tym wygrałem raptem 18 sekund. A oto przebiegi z Mistrzostw Dystryktu.
| |
| Zadanie z matematyki | 2009-05-20 |
|---|---|
| Dziś moja uczennica z biegu na orientacji spytała mnie czy nie mogę jej pomóc trochę z matematyki. Myslałem, że zapyta o parę standardowych zadań, coś tam wytłumaczę itp. Ale przede wszystkim chodziło jej o zadanie, które tłumaczę poniżej
Bertil jest właścicielem hotelu i musi zatrudnić nowego szefa kuchni.
Daje robotę Sarze, która ma dość dobre CV i do tego lubi łamigłówki.
Gdy Sara pyta o wiek gości którzy mieszkają w hotelu (by przygotować odpowiednie menu)
Bertil odpowiada
"W hotelu mieszka 3 gości. Jeśli pomnożysz ich wiek otrzymasz 2450.
Suma ich wieku równa jest twojemu wiekowi razy dwa."
Z początku myslałem że może czegoś nie rozumiem. Ale nie, zadanie jednak ma rozwiązanie... i mi się udało :)
| |
| Kupa roboty z taką stroną... | 2009-05-06 |
|---|---|
| To, że na tym blogu nie pojawiają się nowe wpisy, nie znaczy, że gdzieś wyjechałem lub że nie mam dostepu do komputera. Przed kompem siedzę prawie cały czas od paru dni. Aż mnie lewa noga zaczęła boleć od krzywego siedzenia, no i mam problemy jak biegam (tzn. jak wyjdę na te krótkie chwile z mojej nory). Nie wspominając o oczach... Od 1 Maja (jak na Dzień Pracy przystało) implementuję nową internetową stronę PZOS.
Wgranie poszło łatwo i szybko, ale teraz zajmuje się szeregiem poprawek i niedoróbek (które zawsze są i będą, nie ważne ile nad czymś się wcześniej siedzi i sprawdza). Do tego kombinuję też jak zwiekszyć oglądalność strony, czyli jej atrakcyjność, aktualność, dostepność. Niestety, aktualność nie zależy tylko ode mnie. W każdym razie przy nowej stronie, czas na rozpoczęcie wspołpracy z różnymi innymi portalami internetowymi, tak by nasz kochany sport 'wyszedł z lasu' i dotarł do szerszego grona. Nie tylko dla naszych korzyści, lecz przede wszystkim dla korzyści wszystkich tych, co chcą aktywnie spędzać czas, a nie wiedzą o naszym istnieniu, no i nie wiedzą ile tracą. W każdym razie, z nową stroną, bez wstydu można pukać do drzwi innych i pokazywać się światu. Przynajmniej ja tak myślę, a te pare procent co twierdzi, że nowa strona jest tragiczna, a nawet gorsza od starej (nie wiem jak to możliwe!) to albo im się coś źle w sondzie przycisnęło, albo coś źle im się wyświetla. No właśnie z tym wyświetlaniem - parę rzeczy nie działało pod starym Internet Explorerem. Większość z problemów udało mi się naprawić, ale paru nie, głównie z powodu braku możliwości wgrania starej wersji IE (Windows na to nie pozwala, taki już jest) i sprawdzania ewentualnych poprawek. Także wszystkim tym, którym coś źle się wyświetla, proponuję nie bać się i kliknąć parę przycisków, gdy IE będzie chciał się aktualizować do wersji 7. Dla zainteresowanych - w wyszukiwarkach takich jak Mozilla, Opera, Safari, Netscape, które bardziej niż stare IE trzymają się standardów, wszystko gra. Pod IE 7, też jest już wszystko na miejscu. Wszytkich, którzy chcą się przyczynić do lepszego wynajdowania informacji o naszej dyscyplinie w przeglądarkach, proszę o umieszczaniu na swoim blogu lub stronie linku do strony związkowej z opisem 'Orienteering in Poland' albo 'Polish Orienteering' albo 'Orientacja Sportowa w Polsce' albo po prostu 'Polski Związek Orientacji Sportowej'. Najbardziej interesują mnie te pierwsze dwa, bo chodzi o to żeby wyszukiwarki kojarzyły słowo 'orienteering' właśnie z nami. Do tego można zagłosować na stronie: www.worldofo.com na 'Request to add Polish Orienteering Federation', czyli publikowanie newsów z naszej strony na łamach tego dość popularnego i międzynarodowego portalu. | |
| Bardzo zawodowy kwiecień | 2009-04-27 |
|---|---|
| Oj wiele się działo przez ostatnie 3 tygodnie. Starty, podróże, starty, podróże. Dobrze, że wszystko w jednym kraju, ale południową Szwecję znowu zjechałem wzdłuż i wszerz. Zacznijmy od 7manny z 9-10.04. Przydzielono mi 3cią zmianę, czyli 10km w nocy. Niestety z planowanego intensywnego biegu, wyszedł średni trening w II zakresie. Wszystko przez DSQ Małego na 1. zmianie, który zgubił chipa gdzieś w jakimś bagnie. Od tego czasu wszyscy w klubie biegają ze sznureczkiem na chipie. No a ja? Sami wiecie jak biega się wiedząc, że to o pietruszkę, na początku nie moglem nawet sie zbytnio skupić. A mogło być tak pięknie...Ah ten Henskaw.
W sobotę klasyk 12.5km. Miało być spokojnie, bo następnego dnia czekało mni poważniejsze ściganie o finał ElitSerien w middlu. No i wydawało mi się, że było spokojnie. Niestety chyba poszedłem trochę za mocno (śr. tętno 176), skończyłem na 3. miejscu 2'02 za Janem Sedivym i 50" za Kowalem. Niedziela, czyli kwalifikacje do ElitSerien. I co? I dupa. Zacząłem dobrze, ale po 11' miał mnie już na 1' Jonas Pilblad (który zresztą wygrał eliminacje). Doczepiłem się do niego, ale poprzedni dzień dał się we znaki i wytrzymałem tylko 3 punkty. W sumie gdybym do końca ,biegu nie zrobił błedów, to bym wszedł. Niestety, pomimo dość prostego jak dla mnie terenu, tak się nie stało. Szkoda. Na pocieszenie został ElitSerien2. A w poniedziałek biegalo mi się już trochę lepiej, chociaż znowu walnąłem się na jakieś 2'. Kiedy znowy zacznę biegać bezbłędów?
Po dość krótkim 3dniowym odpoczynku nadszedł czas na Tiomile! W piątek odbył się sprint ElitSerien. Niestety po średnich biegach w middlu i z powodu dość niskiej pozycji w rankingu światowym nie dane mi było ścigać się z najlepszymi:( Wrzucono mnie jak resztę biegaczy 2giej i 3ciej ligi do ElitSerien2. Fajnie, że trasy praktycznie się nie różniły i można było się porównać. No i Tiomila. Piękna pogoda w dzień nie zapowiadała nocnej masakry. Według niektórych danych temperatura spadła do -5 stopni i nawet mój dość ciepły (i wcześniej niezawodny na 10mili) śpiwór, na niewiele się zdał. Tę Tiomilę zapamiętam glównie z powodu drżenia prze parę godzin przed startem. Mam nadzieję, że szefostwo klubu zrozumie, że żeby mieć wynik, trzeba mieszkać w jakimś domku, a nie pod namiotem (i to do tego dużym, gdzie wiatr hulał i podwiewał mnie nimiłosiernie). Pomimo ogromnych strat energetycznych i braku snu w nocy, bieg wyszedł mi całkiem przyzwoicie. Podobnie jak rok wcześniej przesunąłem się o kilka pozycji, koncząć na 65. miejscu. Wydaję mi się, że przy lepszych warunkach mieszkaniowych mogło być o parę miejsc lepiej. Ehhhh. W poprzednią sobotę przyszedł czas na klasyk na ElitSerien. Dopiero po jego przebiegnięciu domyśliłem się czemu paru zawodników ze ścisłej czołówki się na niego nie stawiło. Powód prosty - by coś na nim zdziałać trzeba było coś wypocząć po 10mili (najlepiej 3 tygodnie, albo nawet 3 miesiące). Ja w każdym razie chyba nie wystartowałem świeży i baterie skończyły się po jakiś 50min. Brak energii to mroczki przed oczami, a mroczki (nie chodzi o bliźniaków) to zlewająca się mapa w jedną brązowoniebieskoczarną plamę. No i błędy, jak ładnie już w komentarzu Kowal zaznaczył, pod koniec trasy moje przebiegi były mało proste. Także 116' w lesie, głównie w skipie, mało dróg i całkiem sporo przewyższenia (warstwice co 5m), 20min za zwycięzcą oznacza tragedie. Ahh, trzeba odespać. | |
| Nocne na Andekulli i testowanie nowych lamp | 2009-04-06 |
|---|---|
| Mówi się, że sprzęt nie biega... Cóż, kto przesiadł się z lamp Silvy na lampę firmy Lupine, powie co innego. Testowaliśmy dziś w lesie nowe nabytki klubowe - Lupine Wilma X Pro.
Strona firmowa poniżej:
http://www.lupine.de/web/en/products/lightsets/wilma/xpro
Jeszcze parę lat temu, ten kto miał czołówkę Silvy stawał na starcie do nocnych dumny jak paw, teraz, z tym żołtym światełkiem, to może sobie ewentualnie poświecić w namiocie po starcie. Rożnica jest kolosalna, nie tylko w jakości światła, lecz rownież w wadze akumulatora. Wadą jest oczywiście cena takiego cacka, bo wynosi około 2500 zł! Również zastanawiajace jest to, że w zestawie nie ma nosidełka na akumulator. Może producent zakładał że trzymać się będzie go w kieszonce spodni? Trening bardzo spokojny, w delikatnym BC1. Dużo po drogach (sam takiej prostej trasy bym sobie nie wykreslił, ale chciałem oszczędzić trochę Lupka, Włodara i Małego). Długość trasy 7.8km, a w lesie 9.1km. Czas dość przyzwoity 58' | |
| Kolejne ciekawe treningi | 2009-04-05 |
|---|---|
| Dziś biegaliśmy trening typu scorelauf - 20 punktów, w sumie wartość poszczególnych punktów nie miała dla mnie znaczenia, bo starałem sie zaliczyć wszystkie (8,1km zrobionych w lesie). W czasie treningu robiłem 3minutowe przyspieszenia (maks, ale żeby nie skończyć z gałęzią w oku), wszytsko na 5minutowych przerwach w BC1/2. Całość wyszła w 40min co daje bardzo przyzwoitą średnią jak na bieganie w szwedzkim lesie (4'57/km). Szkoda, że walnąłem 2 małe babole, ale tak to jest ze Scorelaufem i jednoczesnym treningiem o zmiennym tempie, Oprócz patrzenia na mape przy wejściu na punkt, patrzy się też na zegarek, kombinuje dalszą kolejność i do tego liczy punkty, czy któregoś się nie zostawiło.
We wtorek 31.03 rozpoczeliśmy cotygodniowe ścigania po około 30min. Las już zbiegany trochę przeze mnie, ale czasem jest to niebezpieczne, bo mniej na mapę się spogląda i może się to źle skończyć. W każdym razie trase 4.6km zrobiłem w 26'52, a wszystko na BC2. Przyzwoicie. Ostatnie treningi pokazały, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Mam nadzieję że Spring Cup był głupim podknięciem i ostrzeżeniem, że trzeba więcej odpoczywać między treningami. | |
| Znowu się długo nie odzywało... | 2009-04-04 |
|---|---|
| Wypadałoby w końcu coś napisać. Powiem tak, zajęty jestem niemiłosiernie, bo staram się ukończyć nową wersję strony PZOS, więc jak już siedzę przed komputerem to na ogół zajmuję się właśnie tym. Do tego jeszcze dorobiłem się zaległości ze szwedzkiego. Oczywiście czas na treningi mam, dzisiejszy przedstawiam poniżej. Pierwsze 4 punkty rozstawiałem, więc poważny trening zacząłem dopiero od 4ki. Młodzi wojacy (Mały, Wlodek i Lupek) i wojaczka (Daria) też rozstawiali punktu, przyczyniając się do podnoszenia umiejętności technicznych i możliwości treningowych Nybro OK. Pogoda piękna, więc bieg był czystą przyjemnością, choć niestety musiałem końcówkę skrócić, bo w planie miałem biegać 80min BC2, a treningów mam nie wydłużać (i tak wyszło prawie 90). Mam nadzieję, że jak zegar pozwoli, to wrzucę niedługo mapy z poprzednich startów i przeanalizuję porażkę na Spring Cupie.
| |
| No i po obozie | 2009-02-24 |
|---|---|
| Miły pobyt w Jagniątkowie niestety kiedyś musiał się skończyć i teraz trzeba wracać na północ. A na połnocy cieplej i znacznie mniej śniegu. Podróż, głównie ze wzgledów finansowych podzieliłem na 2 części i noc spędzam w hostelu (tak, tak, bardziej opłaca się zapłacić za nockę niż ładować się w jakiś bardzo drogi pociąg). Zresztę bardzo dobrze zrobiłem, bo samolot się spoźnił ponad 90min i pewnie teraz lepiłbym jakieś igloo gdybym nie zdążył na pociąg. W ogóle kocham ten kraj i tutejsze zaufanie do ludzi (Polske tez kocham, ale z innych względów). Zarowno teraz jaki i poprzednim razem jak tu byłem nie widziałem się z nikim z obsługi hostelu. Wszystko działa na zasadzie podania na meila 2 kodów dostępu, jeden do drzwi głównych, drugi do skrzynki z kluczami do pokoju. Pieniądze, jeśli nie spotka się właścicieli, zostawia się w skrzynce. Równie dobrze mogłbym podać się w mailu za np. Jarka Kaczyńskiego wpaść tu na noc i już się nigdy nie pojawić, albo pojawić się jako Lechu.
A obóz niczego sobie. Jeśli chodzi o kilometry to za dużo nie zrobiłem, ale przy takim śniegu to nie ma co się dziwić. I co najważniejsze - nic mnie nie boli. Kolejny etap przygotowań na piątkę. | |
| Kowalczyk na ARD, Ziarno zamiast Sikory. | 2009-02-21 |
|---|---|
| W Szwecji dostęp do telewizji z polski mam tylko poprzez Fakty na TVN na internecie. I choć
czasem mają tam problem z czystością stołu, to ogólnie Fakty zrobione są w miarę
profesjonalnie (czasem dobór tematów kuleje). Na tym obozie
mam częsty dostęp do pełnego misji TVP. Nie wiem jednak co to za misja... Program Bronka Wildsteina jest pełen profesjonalizmu i obiektywizmu godnego najlepszych dziennikarzy, w Wiadomościach wystepują sami doswiadczeni i obeznani z tematem reporterzy, a Hit na Sobotę powinien być nawet MegaSuperHitem. Tak więc dzisiejszy sukces Justyny Kowalczyk ogladałem na niemieckiej stacji ARD, w sumie nawet dobrze, bo nie musiałem próbować zrozumieć naszych wspaniałych obeznanych komentatorów (a znają się na wszystkim - włącznie z tańcem z gwiazdkami na lodzie i modą 5latków). Aha, oczywiście TVP robiła relację z biegów narciarskich na TVP Sport, który ma parę osób w Warszawie. Relacja ze skoków oczywiście była w paśmie ogólno dostępnym, włacznie z rozgrzewką, treningiem, kwalifikacjami, śniadaniem, lepieniem bałwana i rozgrzewką do machania flagą. Jednak najbardziej rozwaliła mnie relacja z MŚ w biatlonie na 15 km ze startu wspólnego, na którym Tomasz sikora miał w końcu spore szanse. Ku mojemu zdziwieniu TVP rozpoczęła relację od 3go strzelania, 15 min przed końcem zawodów. Wczęsniej leciało Ziarno! Nie żebym mial jakieś problemy z programem katolickim dla dzieci (chociaż w sumie mam, bo nie jesteśmy krajem wyznaniowym), ale czy do k...y n...y nie można przesunąć trochę programu, albo nie puścić powtórki z powtórki Koła Fortuny, M jak Miłości albo Klanu. Nie wiem kto tam siedzi i o tym wszystkim decyduję, ale powinien zostać wywalony na zbity pysk z zakazem wykonywania bardziej odpowiedzialnych zajęć do końca życia. Z całym szacunkiem dla wielkiego Sportowca Roberta Korzeniowskiego, 'TVP Robert' musi być tam strasznym pionkiem i chłopcem do szturchania. Dobra, teraz coś bardziej pozytywnego, czyli o obozie. Śniegu jest sporo i często dosypuje nowego. Więc robiłem już podbiegi 3minutowe gdzie wychodziło około 250m, czy cross w śniegu po jajca po 6min/km. Ogólnie jest ciężko, ale jest zima więc powinno byc zimno i powinien być śnieg. Droga pod reglami jednak ładnie odśniezona, co pozwoliło mi pobiegać dzisiaj zakres poniżej 4min/km. Jutro czeka mnie wycieczka na nartach biegowych, Kowalczykową jednak raczej nie będę. Pomiędzy bieganiem, spaniem, jedzeniem i szukaniem czegoś ciekawego na TVP (haha) przygotowuje nową odsłonę strony związkowej. Znaczy to tyle, że poprawiam to, czego za bardzo nie umiałem przy pierwszej odsłonie lub to co nie zadziałało tak jak myślałem. Dzień mija strasznie szybko... | |
| Na poludniu wcale nie cieplej | 2009-02-16 |
|---|---|
| Wiekszość czołówki orientalistów w tym zimowym okresie wybiera się na trening na południe, tak też i ja zrobiłem i od niedzieli siedzę na obozie (obóz, to za duzo powiedziane, bo jestem tu tylko ja z Jańcią) w Jagniatkowie. Niby jestem 700 km na południe od Nybro, a tu w sumie zimniej i więcej śniegu. Portugalia czy Hiszpania to z pewnością nie jest, ale co zrobić. Plan obozu choć na pierwszy rzut oka wydaję się dość lekki, to w tych warunkach pogodowych może okazać się fizycznie dość ciężki. Dobrze, że droga pod reglami nie jest oblodzona jak podobno kilka dni temu. Leży za to śnieg, ale jakiś taki bardzo śliski, niby duzo go nie ma, ale nawet noga z SpeedCrossami ucieka na boki i do tyłu (żeby chociaż do przodu coś jechało i pomagało, a tu nic!). Jeść duzo dają, więc chyba przeżyję. | |
| Dziś tylko 3 kolory | 2009-02-08 |
|---|---|
| Kolejna zabawa z mapą, OCADem i GPSem. Długość trasy do ostatniego puntu wyniosła 11.2 km w lesie zrobiłem 12.5km w czasie 80min i 30 sekund. Niby bez rewelacji, ale biorąc pod uwagę, że tetno wyszło luźnego pierwszego zakresu i że czasem na dość długo musiałem zatrzymać się, żeby upewnić się co do swojej pozycji, to nie tak źle. Niestety bieganie bez rozstawionych punktów na warstwicówce w Szwecji ma tę wadę, że czasem nie do końca ufasz gdzie powinien stać punkt. Stąd trochę wiecj czerwonego koloru przy punktach. Do tego w niektórych miejsach wyglądało tak, jakby ktoś specjalnie poukładał ścięte gałęzie by było trudniej.
| |
| Trening nocny w Kalmarze | 2009-02-04 |
|---|---|
| Wczoraj wziąłem udział w treningu nocnym w Kalmarze. Cóż, ja jeszcze słabiutki na mapie, a sama mapa jeszcze słabsza ode mnie. Przydałaby się teraz jakaś analiza. Na poprzedniej mapie z Nybro, wszystko ładnie sie pokryło, tutaj niestety nie było już tak fajnie. Już na pierwszy punkt widać, że albo odblask wisiał przy złym kamieniu, albo coś innego było nie tak. Następnie na 2ke chciałem trochę wcześniej zejść z drogi, niestety odbiłem się od mało przyjemnych kolczastych roślin. Zresztą prawie cały teren pokryty był jakimiś chaszczami, a po biegu nogi miałem w czerwono-krwiste kropki. Na 3ke w zasadzie jedynym możliwym sposobem było jak najszybsze dobiegnięcie do morza, bo elementów żadnych. Płasko, a jeśli chodzi o zielone, to tylko wprowadzało w błąd. Mianowicie często tam gdzie miało być, biegło się bardzo przyzwoicie, natomiast las który powinien być przebieżny, okazywał się mało szybkościowo atrakcyjny. Tak było na 7 PK, gdzie jedynymi punktami odniesienia powinna byc właśnie albo gęstwinka albo bagienko, którego jednak też nie było. Na 8 PK klasyczny bład 180 stopni... trudno mi się wytłumaczyć. Według GPSu 2min w plecy. 9ka to problemy z utrzymaniem kierunku i bieganie na czuja, co skończyło się błędem 1 10. A 12 PK to kolejny klasyk tego wieczora. Jak to czasem bywa na pętlach - człowiek nie spojrzy na cyferki przy kółeczkach i zapragnie pobiec trasę od tyłu. Kolejne 1 50 w plecy. Reszta już w miarę ok. Skończyło się na tym że trasę która miała 6.7 km pobiegałem w 46 10 robiąc w sumie 9.13 km (co daje po 5 03km, w sumie nie tak źle, bo w spokojnym BC2 przy sporych chaszczach). Wnioski z treningu są proste: 1. Więcej treningów w nocy 2. Dużo więcej pracy z kompasem.
| |
| GPS+QuickRoute, czyli fajna rzecz | 2009-02-01 |
|---|---|
| Hmmm, ciekawie to wygląda. Dzieki programowi opracowanemu przez Matsa Troenga and Jörgena Ohlina można iść troche dalej z analizą swojego treningu w lesie. Przepraszam, za dość duzy plik, ale chciałem by było wszystko ładnie widać. Program nie jest zbyt skomplikowany w obsłudze. Najfajniejszą rzeczą jest to, że nie trzeba poświęcić zbyt dużo czasu by dopasować przebiegów z GPS do mapy. U mnie wystarczyło przeciągnięcie raptem 4 punktów (tam gdzie byłem pewien swojej pozycji). Świetnie widać zwolnienia na trasie (kolor czerwony), czyli tam gdzie były podbiegi lub tam gdzie musiałem zwolnić lub zatrzymać się w celu doczytania mapy. Jeszcze raz - świetne narzędzie do analizy tego co robiło się w lesie. Polecam, aż zastanawiam się czy nie wpłacić paru złotych... Tu można przeczytać o programie QuickRoute, ściągnąć go i dokonać dobrowolnej wpłaty na dalszy rozwój. Dziękuję Matsie, zaczynasz być moim idolem. Bym zapomniał. Widziałem dziś łosia, to dopiero 3ci raz w okolicach Nybro i to bardzo blisko punktu 26go. Zacząłem go gonić, ale jakoś nie chciał się zaprzyjaźnić | |
| GPS, czyli trening bez ściemy | 2009-01-31 |
|---|---|
| Kolejny piękny miesiąc za mną. Czemu taki piękny? Czyżby chodziło o miłe 20 stopni ciepła i słonecznę pogodę? Prawie... Co prawda na pogodę nie ma co narzekać, w lesie miękki zielony mech, czasem pada ale bez przesady. Chodzi mianowicie o ponad 60h treningu jaki udało mi sie wykonać w styczniu.
A tu mój cały dzienniczek treningowy Nie ukrywam, że na planach trenera Kaja biega mi się wyśmienicie, a lekki nie jest. Choćby taki dzisiejszy trening BC2 50' (wyszło po skromne 3'44/km) był jednym z lżejszych w tym kończącym się tygodniu. Chyba refluks daje za wygraną, w kazdym razie podpisał zawieszenie broni. Oczywiście nadal będę go karcił Omeoprazolem, żeby znowu nie poczuł się za silny. Swoją drogą, wszystkim którzy mają problemy ze zgagą, wzdęciami itp. na treningach polecam ten środek. Z pewnością umili trening.
Porównując styczeń 2009 z tym z 2008 roku wyszło ponad 8h więcej treningu, z pewnością wpływ miał na to początek roku (3 dni) który cały czas spędzałem na obozie w Przesiece. Martwi trochę to że znacznie mniej biagałem z mapą (3h20' do 15h w 2008!), ale na to przyjdzie jeszcze czas. Nie oznacza to oczywiście, że zacząłem biegać po asfalcie. Od czwartku jestem w posiadaniu gadżetu Garmin Forerunner 405. Fajny zegarek z GPSem i oczywiście z pomiarem tętna. Na razie dość dobrze się sprawdza, ma oczywiście swoje wady, ale nie dorównują one jednej z ważniejszych zalet- nie muszę już zgadywać ile przebiegłem na treningu, z jaką prędkością itp. A sprzęt jeśli chodzi o pomiar odległości jest dokładny. Na wczorajszym crossie, przy dużym zachmurzeniu i bieganiu w lesie, długości poszczególnych pętli praktycznie się nie różniły (a jesli nawet to o 10m). Mankamentem był pomiar wysokości przy szybkich zbiegach i podbiegach, takich jakie sie robi na crossie. Ciekawe czy przy lepszej pogodzie i wolniejszym biegu, pomiar będzie odpowiadał temu co na mapie. Zobaczymy. A co do ceny... powiem tyle, że będę musiał chyba nerkę sprzedać:) Z jedną chyba też da się biegać? W każdym razie nie ma już teraz ściem z predkościami rozwijanymi na treningu. | |
| Blogować każdy może... | 2009-01-18 |
|---|---|
| Coraz więcej osób zabrało się z zapisywanie swoich przeżyć i przemyśleń. Czy to dobrze... taki ekshibicjinizm? Oczywiście, że dobrze, przecież sam bym tego nie robił, gdyby nie było to coś pozytywnego. Dla osób trenujących, takich jak ja, jest to świetna analiza treningu. Bo samo odpękanie treningu, bez dalszych przemyśleń, z pewnością nie daje 100% efektu. A tak można trochę się zastanowić, spojrzeć w przeszłość, jak się np. czułem lub co i jak biegałem rok temu w tym samym okresie treningowym. Prowadzenie takiego dziennika może pomóc w uniknięciu błędów w przyszłości, a przecież chyba każdy z nas złapał już kiedyś jakąś kontuzję, albo się przetrenował. I nie chodzi tu a jakieś łechtanie swojego ego, jaki to ja jestem świetny i mam swojego bloga. W końcu kiedyś swoje strony z zapiskami prowadzili tylko ci najwięksi z Thierry'm na czele. A ci malutcy, kto ich by czytał... A teraz zawsze można podzielić się swoimi spostrzeżeniami, wrzucić jakąś ciekawą mapę, dać komuś jakiś pomysł na trening. Po prostu same plusy. No i do tego dochodzą ćwiczenia z języka ojczystego lub w przypadku paru innych osób z angielskiego. Swoją drogą zastanawiam się ile błędów robię w swoich wypocinach, bo nie zawsze sprawdzam tekst.
Nie tylko blogi sportowe są ciekawe. Muszę przyznać, że ostatnio zaczytałem się w blogu skandalisty Palikota. Zacząłem się nawet zastanawiać ile czasu poświęca na pisaniu go, bo większość tekstów jest super dopracowanych- cytaty, komentarze, anegdoty. No i wszystko, niektórzy pewnie pewnie sądzą inaczej, z humorem, ironią, sarkazmem. Pewnie ktoś trochę panu P. pomaga, jakiś zdolny asystent, nie uwłączając oczywiście inteligancji głównej postaci.
Oprócz tych które już mam w zakładce 'linki' należałoby podać parę innych ciekawych linków: A jeśli chodzi o moje osiągnięcia w ostatnim czasie, to zapisałem się na kolejny kurs szwedzkiego (svenska C). Teraz to niby poziom przygotowujący na studia wyższe. Czeka mnie więc pewnie sporo czytania w tym semestrze. W sumie to dobrze, bo skoro mam mniej zajęć w szkole (na szczęście płacą tyle samo co w poprzednim semestrze, mało, ale tyle samo), to mam więcej czasu. A z osiągnięc mniej intelektualnych to tydzień treningowy bardzo dobry, bo ponad 14h aktywności. Coprawda zmagałem się po wtorkowych podbiegach z dość nieprzyjemnym bólem w lewej nodze (w zasadzie całej nodze, ale przede wszystkim ścięgna przy kolanie i dwugłowym), ale jakoś się naprawiłem. Dziś spędziłem 2h na rowerze starając się utrzymać I zakres. I wyszło na tyle dobrze, że po 1h i 40' miałem już problemy z naciskaniem na pedały, kryzys jakiego nawet na niedawnym obozie nie miałem. Wchłonąłem obiad, czekolade i jeszcze parę innych rzeczy i było już ok. | |
| No to może coś teraz o roku 2009 | 2009-01-13 |
|---|---|
| Jedna z większych zmian, która mnie czeka i to mam nadzieję dość szybko w tym roku, to zmiana barw klubowych. Karencja skończyła się wczoraj, a że nikt mi jej nie przedłużał (z tego co wiem, bo w koncu na jakiej zasadzie miałby przedłużać), wiec w zasadzie jestem wolny:).
W sumie to już od poczaku grudnia biegam na planach treningowych trenera Kaja. Na razie jest znacznie lepiej niż się spodziewałem. Strasznie obawiałem się początków troche mocniejszego trenowania. Bo choć w listopadzie przez miesiąc roztrenowania czułem się dobrze (a pływałem i jeździełem na rowerze sporo), to przy bardziej intensywnym treningu znowu mogło być kiepsko. A tu przyszedł czas na obóz w Przesiece, który okazał się jednym z lepszych jeśli chodzi o zrobione w tym okresie treningowym kilometry i przy równoczesnym świetnym samopoczuciu. No żeby na żadnym treningu nie było jakiegoś kryzysu?! Krztuszenia się, charkania, dyszenia... No fakt, że na 2 czy 3 treningi popołudniowe musiałem się zmusić żeby wyjść i potuptać coś, no ale chyba nie ma się czemu dziwić, skoro rano były ponad 3godzinne biegowe wycieczki:). Do tego bieganie II zakresów trochę poniżej 4 min/km na reglach przy niemałych przewyższeniach... Chyba w sezonie będzie dobrze. A jeśli chodzi o cele na sezon 2009, to tak jak w poprzednim roku najważniejsze będą MŚ, tym razem na Węgrzech w Miszkolcu. Oczywiście interesuje mnie przede wszystkim pierwsza 20tka w sprincie i middlu oraz złoty medal w sztafecie:) No co pomarzyć nie można (odnośnie sztafet oczywiście, bo reszta jest według mnie realna)? Do tego wypadałoby prace zmienić, bo nowe Volvo pojawiło się na rynku i z mizernej pensji nauczyciela sobie na nie nie zarobię No i w końcu zająłem się pracą z OCADem. Więc mam nadzieję, że już niedługo pojawi sie jakaś mapa z moim podpisem. I może w końcu poznam wszystkie symbole na sprint. No i żeby do czerwca mnie z pracy w szkole nie wyrzucili. W końcu to też jakiś cel. | |
| Nowy rok a ja wciąż o starym | 2009-01-10 |
|---|---|
| No dobra, wypadałoby coś napisać.
Troche czasu minęło od moich ostatnich wypocin i zdążyło się dość sporo. Zacznę może od podsumowania poprzedniego roku. Cel sportowy był dość jasny – Mistrzostwa Świata w Czechach. Na Mistrzostwa pojechałem, ale wypadłem chyba gorzej niż statysta. W końcu nie chodziło o to żeby pobiegać ponad 77 minut (czyli o kilkanaście za długo), wkurzyć się i rzucić parę przekleństw. Czemu bieg, który powinien być najlepszy okazał się chyba najgorszym w sezonie? Na usprawiedliwienie mam jedynie problemy zdrowotne, ale nie oznacza to, że nie popełniłem szeregu innych błedów. Czy mogłem ich uniknąć? Po tych kilku miesiącach, wiem że problemy ze zdrowiem wpłynęły na moją wydolność, a to z koleji przełożyło się na przetrenowanie. Bo zamiast odpuścić i odpocząć już w połowie maja, chciałem coraz więcej, szybciej i lepiej. Już kompletną głupotą z mojej strony było bieganie na obozie w Zieleńcu praktycznie codziennie w II lub III zakresie. Nie to żeby szybko, bo od chłopaków dostawałem na treningach i tak straszne baty, serce i tętno mówiło jednak co innego. Organizm się zbuntował, a ja już tak mam, że bez przynajmniej przywoitej formy biegowej, nie można też mówić o przyzwoitej formie technicznej. Właśnie z tego wzięło się chyba z 8 minut błędu na eliminacjach do klaska na MŚ. Skandal, szczególnie że w pierwszej połowie roku zdarzały mi się praktycznie bezbłedne biegi w znacznie trudniejszym terenie. Jedyne co wyniosłem z wyjazdu na MŚ to że od 2004 (wtedy byłem pierwszy raz na MŚ) poziom trochę się podniósł. Aha, no i mam jeszcze dres, buty, kompas i trochę odżywek. Może jednek opłacało się jechać? :/ Fajnie, że Jahu do samego końca we mnie wierzył, chyba tylko z powodu niezłych startów w pierwszej połowie roku... Nastepnym razem (jeśli taki będzie) obędzie się już bez zawodu. Oby.
Nie mogę powiedzieć że na treningach nic nie robiłem, przygotowywałem się dobrze, a że mnie GastroEsophageal Reflux za gardło i płuca chwycił...tego już nie mogłem przewidzieć.Chociaż mogłem szybciej zareagować, a nie jak było juz po sezonie. W dzienniczku brakuje 4 tygodni treningu, czyli jakiś 40h. Bardz mnie cieszy 130h spędzonych z orientacją, mam nadzieję, że w 2009 będzie ich jeszcze więcej i wkońcu dadzą owoce na najważniejszej imprezie i nie tylko. W sumie odejmując godziny spędzone na rozciąganiu, wyszło około 420h różnych aktywności. Bardziej ciekawskich i wnikliwych odsyłam do swojego dzienniczka na attackpoint.org
| |
| Mapy do analizy | 2008-11-02 |
|---|---|
| W końcu zmierzyłem się z mapą z kwalifikacji do klasyka na Mistrzostwach Świata z Czech. Trochę to trwało i sama analiza dużo mnie zdrowia kosztowała. Jak można było na najważniejszej imprezie w roku mieć najgorszy start w sezonie. Pomijając fakt, że kiepsko sie czułem, to i tak skąd te 8 min blędu (jesli nie więcej). Trasa prosta, wystarczyło w paru miejscach delikatnie zwolnić i się bardziej skoncentrować. A tu taka plama. No nic, za rok będzie znacznie lepiej. Mam nadzieję, że tym razem nie będę musiał walczyć z dodatkowym przeciwnikiem (czyli sobą).
Dodałem też kupę innych map. Wszystkie są z przebiegami i znajdują się w zakładce 'mapy'. Ogólnie nadrabiam zaległości mapowe z paru miesięcy. Jest dowód, że Nybro to nie dziura zabita dechami gdzieś w środku lasu. Premiera nowego Bonda w Polsce - 7.11.2008. U mnie - 31.10.2008, tak jak w reszcie cywilizowanego świata:) | |
| No i rok za mną. | 2008-10-31 |
|---|---|
| Już ponad rok temu sprowadziłem się do Nybro. Podejrzewam, że gdyby tak policzyć wszystkie zagraniczne wypady, szczególnie te w wakacje, to wyszłoby że w Szwecji siedzę jakieś 8-9 miesięcy. No a teraz przede mną długi okres bez ruszania się. Następne zawody dopiero w marcu, a do Polski wybieram się dopiero na Święta. No chyba że zdecyduję się na kandydowanie na prezesa PZOS, to polecę do Warszawy na początku grudnia. Żart taki oczywiście:) W ten weekend odbyły się ostatnie zawody. Tym razem los rzucił mnie do Miskolca na Węgrzech. Zresztą nie tylko mnie, bo prawie cały orientacyjny świat tam się zjawił. Chyba z liczących się państw tylko Rosjan nie było. Dotarcie do Madziarów zajęło mi calutką środę. Zacząłem o 8.22 wsiadając do pociągu w kierunku Skavsty. Tam o 14.10 miałem 2godzinny lot do Bratysławy. Tam na pociąg do Popradu, gdzie po godzinie czekania między przemykającymi niedaleko Cyganami, zabrała mnie ekipa. Na miejscu, w szkole policyjnej (tam spaliśmy), byliśmy przed 1 w nocy. Oczywiście pociąg z Bratysławy do Popradu (IC) był dużo tanszy, wygodniejszy, bardziej cichy, czystszy niż te w PKP. Ale to chyba nic nowego. Wyjazd był dość intensywny. W czwartek z rana mieliśmy dwa middle po około 4 km, a po południu jeszcze 4km warstwicówki. W piątek odbyly się eliminacje do biegu klasycznego Mistrzostw Węgier. Z każdego koszyka do finału A przechodziło 10 najlepszych. Ja skonczyłem na 11 miejscu ze stratą 1'21 do załapania się na gratisowe 2km w finale. Tyle bowiem różniły się trasy między finałami A i B1. Te 2km mniej dobrze mi zrobiły, bo i tak 15km w finale B1 trochę poczułem. Na tyle poczułem, że w niedzielę na middlu moje nogi odmówiły współpracy. Po niedzielnych zawodach na brudasa prosto w samochód i na północ. Pod Łodzią odebrał mnie tato bo zaplanowałem jeszcze krótki wypad do Kalisza do rodziny. W czwartek o 15.45 miałem lot z Gdańska do Malmö, a z Malmö pezpośrednio pociągiem do Nybro. Tutaj znowu ponarzekam na PKP. Bo bilet kosztował mnie jakieś 40zł. Pociąg zrobił 280km w 2h i 50 minut, a zatrzymywał się na 10 stacjach (co zajęło mu 32 minuty). Także nie żaden ekspres, chociaż maksymalną prędkość jaką miał to 190km/h. Wszystko wyczytane z GPSu. Jedyny ból to to, że jak wysiadłem, zastał mnie śnieg i dość silny wiatr. Niby mam ferie, a jednak cały czas intensywnie. Latam, biegam, skaczę i załatwiam. Mam nadzieję, że teraz znajdę trochę więcej czasu na pozałatwiania niepozałatwianych jeszcze spraw. W listopadzie planuję totalne roztrenowanie, czyli bieganie 1-2razy w tygodniu. Za to unihokej w poniedziałki, basen i rower ile wlezie. Później trzeba naprawic to co popsuło się w maju. | |
| Kolejny tytuł Mistrza Europy (w Radioorientacji) | 2008-10-15 |
|---|---|
| No i przedostatni wypad na zawody w tym sezonie za mną. Tym razem obstawiałem Mistrzostwa Europy w Radioorientacji. Jak to zwykle bywa ME w Radio odbywają się w Polsce,a dokładniej w Podlesicach.Więc w piątek po szkole w pociąg i do Skavsty. Na Skavście, o dziwo, spotkałem Monike Depte, jechała na 25manne gdzieś pod Sztokholmem i trochę ponarzekaliśmy. Ze Skavsty miły pilot zabrał mnie do Katowic-Pyrzowice, gdzie świeże kominowe powietrze od razu połechtało moje płuca. Może jestem przewrażliwiony, ale odczuwam straszną różnicę, ciekawe ile jeszcze... W każdym razie tylko dzięki Szymkowi dostałem się do Podlesic przed startem, bo komunikacja lokalna po zmroku tam nie funkcjonuje.
W sobote nie poszło. Skończyłem na 6. miejscu, przegrywając 13! minut z Kubą Omą z Czech. Chyba nie mogę biegać dzień po podróży, do tego już po pierwszym punkcie odechciało mi sie biegać. Za to sobotnie popołudnie było bardzo ciekawe. Połaziliśmy po okolicznych skałkach i co najfajniejsze poprzeciskaliśmy się przez jaskinię Berkową (Kalesonową). Mnie tak się spodobało, że przecisnąłem się 2 razy. Między wejściem a wyjściem są 53 metry, 3 komnaty po drodze. W pierwszej można stanąć, w dwóch pozostalych tylko kucnąć, a tak to czołganie. Ogólnie przesadnie grube osoby, lub te z klaustrofobią nie mają szans. Następnego dnia obudziłem się delikatnie zmęczony poprzednim wieczorem i popołudniową wycieczką. Nic nie zapowiadało tak dobrego biegu. Praktycznie bez błędu, no może 30 sekund przy punktach, a tak to pełny gaz. No i skończyło się na złocie, ale drugi Siergiej Stanko stracił tylko 20 sekund, więc jak na radio, to było ciasno. Na temat organizacji zawodów, mapy, podniosłej mistrzowskiej atmosfery nie będę sie wypowiadał, bo szkoda moich klawiszy w klawiaturze. Ale na temat PKP z wielką chęcią się wypowiem, choć tez skoda klawiszy. Za tzw. ekspress z Zawiercia do Gdyni zapłciłem ponad 100 zł, czyli jakieś 300 koron. 103 zł za syf, brud i niewygode przez 8 godzin. Skandal. Fakt, że szwedzkie koleje czasem są droższe, ale wtedy gdy bilet zamawia się późno i podróżnemu zależy na konkretnej godzinie. A jak się człowiek wcześnie zdecyduje, to może zapłacić jakąś połowe ceny w porównaniu z PKP. Do Nybro wróciłem we wtorkowy wieczór. Znowu w drodze powrotnej chciała mnie zaskoczyć dziczyzna. Tym razem miałem łosia niebezpiecznie blisko mojej nowej maski samochodu. W zasadzie tylko dzieki temu że jechałem bardzo uważnie (70-80km/h) i większą uwagę zwracałem na pobocze i skraj lasu niż na środek drogi (bo tam po zmroku w Szwecji nic nie jeździ), uniknąłem zderzenia. A tym razem to łoś mógłby być górą, lub przynajmniej zremisować w tej konfrontacji. Jednak dotarłem szczęśliwie i juz wiem, że jazda po ciemku w Szwecji nie jest zbyt biezpieczna. Albo drogi z siatkami na poboczach, albo 70 km/h i pełna koncentracja. W każdym razie dojechałem z zapasami na kolejne 2 miesiące. Mięcho, wędliny, ryby i mrożone warzywa idealnie wypełniły spory zamrażalnik. A słoików z dżemami, sokami i kompotami mam więcej niż w sierpniu. Także zima mi nie straszna. | |
| Obiecanki cacanki... | 2008-10-09 |
|---|---|
| Obiecywałem, że będę pisać, analizować, wrzucać mapy. A tu co? Znowu kupa czasu bez żadnego tekstu. Jest to niesamowite - że przy 40% etacie nie mam zbyt dużo czasu. Ciągle sporo zajmuje mi przygotowanie do każdych zajęć. Ciagle jakieś wyjazdy. W zeszły weekend byłem na weselu Koperników i przednio się ubawiłem (wytańczyłem, wypiłem i najadłem). A w tym tygodniu ME w Radioorientacji w Podlesicach i znowu nic nie zrobię przez weekend. A ze szwedzkiego jestem już 2 prace pisemne w plecy i ogólnie wszystko mi się nawarstwia. No i pod koniec października czeka mnie jeszcze wypad na Węgry. Wierzcie lub nie, z utęsknieniem czekam na koniec sezonu. Trochę wolnego czasu, wolne weekendy, tego właśnie potrzbuję. A do zrobienia jest sporo: Przygotować się do narodowego testu ze szwedzkiego, na którym nie będę miał możliwość korzystać ze słownika:( Dwie mapy parkowe do zrobienia. W zasadzie do poprawienia, ale muszę przejrzeć wszystkie zasady i symbole dotyczące map do sprintu. Niekonczaca się opowieść, czyli strona związku do korekty, a nad tym mogę siedzieć do 2012 roku:) Przygotowanie planu na 2009 Także sporo do zrobienia mnie czeka i wygląda na to, że cały listopad i grudzień będę miał zajęty. A w Nybro OK mamy nową polską zawodniczkę, Darię Lajn. Ciekawie wszystko odbyło się bez mojej pomocy. Zresztą sam o niczym nie wiedziałem do zeszłego poniedziałku. W sumie fajnie. | |
| Jeszcze nie umarłem... | 2008-09-20 |
|---|---|
| Zapisków ciąg dalszy. W ten weekend nie pojechałem na żadne zawody. I w sumie dobrze, bo trzeba sobie czasem odpocząć. Wydaję mi się, że wcześniej zbyt dużo się scigałem, no i wypaliłem się. Wczoraj bardzo dobrze mi się pływało, a to dobry znak, że wszystko wraca do normy. Pamiętam, że kiedy podczes obozu przed MŚ w Zieleńcu, wybraliśmy się na basen, to nie mogłem za bardzo przepłynąć 1 (słownie: jednego) basenu kraulem. Po prostu po paru chwilach brakowało mi powietrza. Teraz nie ma juz z tym problemów. W okresie roztrenowania będę chyba sporo czasu spędzał w wodzie. W okolicach Warszawy odbywają się właśnie MP w nocnym i klasyku. Głupio tak obserwować wszystko z daleka, szczególnie zawody, na których powinienem być. Zawodach, na których powinienem walczyć. No ale co zrobić. Dopiero się składam i klasyka chyba bym nie przebiegł. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni i za rok wszytko inaczej będzie wyglądać. Sezon nie skończy się dla mnie w kwietniu, tak jak w tym roku. W końcu Telii udało się naprawić TV i Internet. Oczywiście szwankowało to, co podejrzewałem. A w następny piątem Mistrzostwa Szwecji w middlu i sztafetach. Do biegu średniodystansowego se eliminacje w piatek, finał w sobotę. Moze i tym razem uda mi się powalczyć (jak 1 maja na MSz w sprincie). Na sztafetach biegam ostatnią zmianę i mam 12 km! Zastanawiam się czy nie będzie ciężej (i dłużej) niż na polskim klasyku. | |
| To pisanie mi słabo idzie... | 2008-09-17 |
|---|---|
| Coś wypadałoby napisać. Tyle rzeczy się dzieję, a ja nic...i nic. Tyle stron możnaby zapisać. Trochę mnie pare innych spraw goni, no i nie starcza czasu by coś sklecić. Więc w skrócie: 1. Nie wyrzucili mnie z pracy. 2. Ciągle staram się nauczać programowania w Delphi, Photoshopa, matematyki (chociaż to bardziej dodawanie i odejmowanie niż prawdziwa matematyka), no i orientacji:). 3. Nauczyłem się robić naleśniki. 4. Nauczyłem się piec pierwsze ciasto - murzynka. Dzisiejszy jednak za bardzo się nie udał. 5. Biega mi się fatalnie. Ciągle dręczy mnie ten refluks. Coś tam łykam codziennie rano, ale chyba aż tak nie pomaga. Do tego próbuję co chwile odkaszleć jakąś zalegającą maź w płucach:). 6. Mam swój pokój (kanciapa z kiepskim widokiem i buczacym komputerem) w szkole. Ale zawsze coś, jakiś prestiż. 7. Już myślę co by tu zrobić żeby strona PZOSu była lepsza. Na razie jestm zadziwiony jak dobrze działa Ranking, tego się nie spodziawałem. Większość wyników z dużych zawodów jest wprowadzana juz tego samego dnia lub nazajutrz. Tego nawet w Szwecji nie ma. 8. Walczę z Telią (dostarczyciel neta, TV i telefonu), bo sobie w ch... lecą z jakością dostarczanych usług. 9. Nadal uczę się szwedzkiego, stanowczo za mało, ale to z powodu braku czasu. | |
| Koniec wakacji, czas pracę zacząc. | 2008-08-27 |
|---|---|
| No i zaczęło się. Pierwsza lekcja poprowadzona po szwedzku z programowania za mną (czy aby na pewno w tym języku a nie jakimś mieszańcem szwedzko-polsko-angielskim?) w każdym razie grupa przyszła, coś porobiła i poszła. Żyję. Problem w tym, że do każdych zajęć muszę przygotowywać się pół dnia. No ale skończe już z tym mało przyjemnym tematem jakim jest praca. A w poniedziałek pojechaliśmy z Karoliną do parku łosiowego, który oddalony jest od Nybro jakieś 30km. Oprócz zagrodzonego wysokim płotem lasu o obwodzie 1300m, jest tam też mniejsza zagroda z łosiami (które zawsze widać) i ogromny sklep z łosiowymi gadżetami. Za pierwszym podejściem nie udało nam sie wypatrzyć żadnego zwierzaka, przy drugim obejściu mieliśmy dużo więcej szczęścia i spotkaliśmy aż 6! łosi. Chociaż taki prawdziwy (z ogromnymi rogami) schował się głęboko w lesie i nie można mu było zdjęcia nawet zrobić, to łosice z małymi były jakoś bardziej ufne i podchodziły prawie do samego płotu. W całym parku praktycznie sami Niemcy (no i paru Polaków), Szwedów chyba łosie nie interesują. A w sklepie można było nie tylko ubrać się (koszulki, czapki, skórzane kurtki), ale również wyposażyć kuchnie i sypialnie we wszytko co związane z tymi poczciwymi zwierzakami. Oprócz tego można kupić kiełbaskę i hamburgera z łosia (chyba nawet mi by to przez gardło nie przeszło). ![]() A we wtorek kolejny "wtorkowysprint". Tym razem na mapce oddalonej o jakieś 10km od Nybro, głeboko w lesie. Teren ciężki, jak nie kamienie, to mchy, bagna i większe kamienie:) Trasę 5km udało mi sie pokonać w niespelna 35 minut:/ Cały czas brakuje mi przyjemności z szybkiego biegania. Szybko się męczę i mam wysokie tętno. Po treningu, nawet bez kąpieli, zawiozłem Karoline na lotnisko w Sturup (Malmö) i wróciłem. Więc pobiłem swój rekord w dotychczasowej jeździe jednego dnia - 550km (jakieś niecałe 7h odliczając przerwy). Smutne jest to, że znowu skrzynia biegów zaczęła nawalać:/ | |
| A może coś drgnęło? | 2008-08-24 |
|---|---|
| Podobnie jak wczoraj zrobiłem dziś 2 (nie 0, nie 1, tylko aż 2!) treninig. Od czwartku w Nybro siedzi grupa (13 sztuk) orientalistów z Dolnego Śląska, więc mam do kogo podczepić się na treningach. W sobote wybraliśmy się na Andekulle na \'klasyk\', czyli jak dla mnie przedłużony middle. 53 minuty w jak zwykle świetnym i wymagającym terenie, na trasie, z dobiegiem do startu, 7 km. W sumie zamierzałem pobiegać troche spokojnie, ale wyszedł drugi zakres (co w tym terenie zdarza mi się niezwykle często). Póżniej jeszcze delikatny trucht, a wieczorem godzina na rowerze w deszczu. Padało z góry, z boku, z dołu, z ukosu, ale w sumie było przyjemnie. No a dziś, w niedzielę, trening liniowy na Målerås. Dawno na takim hamulcu nie biegałem - spokojnie i długo. Chyba częściej patrzyłem na sportester niż na mapę. I dobrze, bo długie i wole treningi na tętnie 130-145 to chyba to, czego najbardziej teraz potrzebuję na odbudowę. W maju i czerwcu za dużo było ścigań, zmęczenie sie nawarstwiało i było coraz mniej przyjemnie. Po mapie potruchtałem jeszcze po lesie i uzbierałem wiadereczko kurek. Kurki wykorzystałem do wykwintnej poledwicy na cebulce, sam byłem w szoku. | |
| Powrót do pisania tych ZaPiSków, trenowania (oby z przyjemnością), nauki szwedzkiego i braku lenia (oby) | 2008-08-22 |
|---|---|
| Trochę długo się nie wypowiadałem tutaj... nie wiem nawet czy ktoś zauważył. Kiedyś pisałem przecież codziennie, a teraz tyle czasu minęło. No ale kiedyś trzeba zaczać, wziąć się w garść i do przodu, do przodu ze wszystkim. W przeciągu paru dni postaram się wrócić do wydarzeń z lipca (MŚ), dodać jakieś mapy (jeśli chodzi o MŚ to niesty na zbyt wielu nie pobiegałem), wórcić do w miarę udanych MP w Radioorientacji, troche się potłumaczyć i ponarzekać. Zacznijmy jednak od wydarzeń najbardziej aktualnych. 1. W szkole zrobili świetny tartan. Jeszcze przed wakacjami była tam nierówna mączka, dołki, górki. A teraz coś pięknego. Mam więc gdzie porobić jakieś zakresy i sprawdziany biegowe. Mam nadzieje, że zdrowie na to pozwoli. 2. Z pracy mnie jeszcze nie wyrzucili. A czemu mieliby niby wyrzucić?! A to dlatego, że nie przyszedłem na pierwsze zajęcia. A czemu nie przeszedłem na pierwsze zajęcia?! Ano dlatego, że mi się plan popieprzył, jakoś dziwnie w głowie czwartek ze środą w głowie zamieniły. Szkoda, że nie środa z czwartkiem, bo wtedy bym przyszedł do pracy dzień wcześniej, a nie dzień później. No trudno. 3. A jakie to ja prowadzę zajęcia? W tym roku, a kontrakt mam podpisany do czerwca roku nastepnego, mam między innymi uczyć biegu na orientację. Problem w tym, że została mi jedna uczennica (dwójka chłopaków skonczyła szkołę). Więc to, żebym był zatrudniony na pół etatu i miał zajęcia z jedna osobą już nie przeszło, nawet w Szwecji. Więc dodali mi 2 dodatkowe kursy i to nie byle jakie. Mam mianowicie prowadzić zajęcia z podstaw programowania (język Delphi, 12 uczniów) oraz zajęcia w Photoshopie. Wszystko byłoby super gdybym lekcje te mógł prowadzić w języku angielskim (a jeszcze lepiej w polskim), to niestety też za bardzo nie przejdzie. Oczywiście bedę musiał posilkować się angielszczyzną, bo inaczej tego sobie na razie nie wyobrażam. Więc od jakis 2 tygodni uczę się tego co sam mam uczyć. Zabawne, ale prawdziwe. Czuję że na każde zajęcia będę musiał przygotowywać sie po pół dnia (nie z uwagi na nieznajomość materiału, tylko z uwagi na nieznajomość materiału w języku szwedzkim). Start Delphi już w nastepną środę (tym razem chyba przyjdę na zajęcia, nie zapomnę). A od 6.09 lekcje Photoshopa. Jak na razie analiza materiału nie idzie tak źle. | |
| Ostatnie przygotowania do MŚ w Czechach | 2008-07-09 |
|---|---|
| Sporo ostatnio się działo. Szkoda, że nic nie pisałem, teraz muszę to naprawić. Zacznijmy może od obozu kondycyjno-technicznego w Zieleńcu. Na zgrupowanie dotarłem prosto z z Finlandii ze sztafet Jukola. Biegałem tam ostatnią zmianę. Niestety zamiast poprawić wynik drużyny, spadłem 18 pozycji na 152. miejsce. Wszystko spowodowane dość nieprzyjemną grypą, która swoje działanie objawiła już w piątek. W sumie, gdybyśmy mieli rezerwę, nie wychodziłbym nawet do lasu, a tak mus to mus. Trzeba być twardym. Później całe zgrupowanie w Zieleńcu upłynęło nad oczekiwaniem na jakieś przebłyski nadchodzącej formy. W końcu ile można czekać! Ostatni w miarę poprawny bieg pod względem samopoczucia miałem na początku maja, na Mistrzostwach Szwecji w sprincie. Później już tylko dołowanie. No ale jak to śpiewa poeta Kazik Staszewski: "trzeba być gorszym, by potem stać się lepszym, trzeba być głupim by móc stać się mądrzejszym (...) być na dnie by móc sięgnąć nieba". Tak więc ciągle cierpliwie czekam i mam nadzieję, że forma i jej szczyt przyjdzie na 15.07.2008 i 19.07.2008, bo wtedy właśnie rozgrywane są eliminacje i finał do biegu klasycznego, w którym startuję. Wracając do Zieleńca to uważam, że wykonałem tam sporo dobrej roboty. Główny nacisk położony został na siłę i wytrzymałość. Prawie co drugi dzień biegaliśmy klasyki, na ogól ze sporymi przewyższeniami. Mimo dość ciężkiego treningu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jako junior mogłem trenować znacznie więcej. Zgrupowanie zakończyłem 2 startami w Czechach w piątek 27.06.2008. Tam z pewnością osiągnąłem dno, głównie z powodu sporego zmęczenia. Na porannym sprincie przegrałem ponad 2 minuty z Dlabają, chociaż zrobiłem może z 25 sekund błędu. Z kolei na popołudniowym middlu popełniałem błąd na błędzie i zamiast 42 minut biegałem 51. Fakt, że teren był trudny, ale nie po to siedzę pół roku w Szwecji, żeby czeski las sprawiał mi, aż takie problemy. Po zawodach wracałem w końcu na północ do Gdyni, tam parę dni spokoju na "wsi" z rodzicami. Codziennie ryby, zielenina i ogólny luz. W czwartek 03.07.2008 przyszedł dzień wyjazdu na MŚ. Ostatni etap przygotowań obejmował trzydniowe zawody Cena Stredni Morave ze sprintem w piątek, klasykiem w sobotę i middlem w niedzielę.
SPRINT Jak wszystko co związane z orientacją w Czechach bieg był ciekawy. Trochę jakość druku mapy pozostawiła wiele do życzenia. Dało się to we znaki przy długim przebiegu na 11PK, gdzie zaznaczone schody zlewały się w całość i wyglądały jak gruby mur lub jakiś budynek. Jeśli zaś chodzi o błędy to największy popełniłem na 6 PK na jakieś 25 sekund, głównie przez to że na tym przebiegu wpatrywałem się w mapę i analizowałem wariant na 11PK. Skończyłem 1\'25 sekund za Fabianem Hertnerem Mapa sprintu z przebiegami
KLASYK
10,6km, więc w porównaniu w tym co (mam nadzieję), że czekać mnie będzie na finale MŚ, pestka. Pogoda bardzo fajna na bieganie długich dystansów, więc w końcu czułem się w miarę dobrze. Biorąc pod uwagę samopoczucie z ostatnich 2 miesięcy, nie wiedziałem na co stać mój organizm, więc biegłem dość ostrożnie i jak się okazało po skończeniu biegu z dość sporą rezerwą. W końcu praktycznie wszystkie zbocza podbiegałem, spokojnie, ale podbiegałem. Trochę się wkurzałem z powodu lekkiego pecha, bo tam gdzie wybierałem wariant przy kresce po "białym" i "przebieżnym" lesie trafiałem na trawy po szyję. Tam gdzie wybierałem warianty obiegowe z powodu "gęstwinek" okazywało się, że nie było tam tak źle. Do tego doszły 2 błędy, w sumie na 3 minuty, moim zdaniem z powodu słabej aktualizacji mapy - 7 i 10 PK. Skończyło się na 68 minutach i 8 minutowej stracie do Daniela Hubmanna. Zadowolenia oczywiście nie ma, ale nadzieja na finał ciągle jest, nadzieja umiera ostatnia:)
Mapa klasyka z przebiegami
MIDDLE
Na tych zawodach dystanse, których nie biegamy na MŚ, mieliśmy potraktować lżej. Tak też zrobiłem, chociaż po klasyku i tak czułem się lekko zmęczony. Trochę ponad 3 minuty błędu nie mogą cieszyć, ale i tak jest lepiej niż było. Wszystko idzie więc w dobrym kierunku. Tylko w górę!
Mapa middla z przebiegami
| |
| Obóz przygotowawczy do MŚ | 2008-06-20 |
|---|---|
| Wypadałoby w końcu napisać coś, co się dzieje. Obecnie przebywam na zgrupowaniu kadry w Zieleńcu. Pogoda super, jedzenie też, tylko biegać trzeba. Zacznijmy od tego że na ten obóz przyjechałem po niemiłych przejściach. W zeszły weekend w fińskim Tampere odbyły się chyba najbardziej prestiżowe sztafety na świecie - Jukola. Z klubem wyjeżdżaliśmy w piątek rano. Już dzień wcześniej na treningu czułem, że coś jest nie tak. Następnego dnia po wejściu do autobusu z godziny na godzinę było coraz gorzej. Czułem, że temperatura rośnie, a brzuch bolał coraz bardziej. Po wejściu na prom aspiryna i do łóżka. W nocy niesamowite bóle brzucha i temperatura taka jakbym płonął. Po takiej nocy nie byłem nawet w stanie śniadania zjeść, miałem problemy z ustaniem, a w końcu następnego dnia miałem do pokonania 14km i to w nieprostym fińskim lesie. Po nocy w namiocie, mocno osłabiony, podjąłem wyzwanie startując z 134 miejsca. Skończyłem na 152, co i tak uważam za sukces biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Na trasie docierało do mnie może 30% bodźców z zewnątrz, więc i tak świetnie, że udało mi się ukończyć trasę. Tak więc mocno osłabiony dojechałem na zgrupowanie. W poniedziałek delikatne 25 minut wybiegania i nic więcej. Dopiero od wtorku zacząłem biegać coś dłuższego. Głowa i brzuch jednak cały czas bolą, z biegania więc zero przyjemności. | |
| Dzień 216. | 2008-05-29 |
|---|---|
| Motywacja wraca. Dziś 2 treningi w lesie. Nic bardzo szybkiego i sporo na rowerze, ale nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłem ponad 3h jednego dnia na treningach. Do tego, tak jak się spodziewałem, 4 Polaków pobiega w Nybro na Jukoli (wcześniej miało być 3). Powoli szefostwo dojrzewa do tego, że im więcej nas, tym lepiej dla klubu. | |
| Dzień 215. | 2008-05-28 |
|---|---|
| Kolejny kurs szwedzkiego zaliczony! Do tego z ostatniego wypracowania dostałem 'dobry' :) Cały czas trochę słabo z mówieniem, widocznie potrzebuję więcej czasu by sie przełamać.
No i znowu zacząłem porządnie trenować. Noga już praktycznie nie boli i wczoraj popływałem i pobiegałem (całkiem fajną intensywną siłę zrobiłem). A dziś interwały, 8x3'na przerwach 2minutowych. W porównaniu do tego jak czułem się 2, 3 tygodnie temu, to jest nieźle. Każdy interwał wychodził po jakieś 950m. Mam nadzieję, że teraz forma będzie szła tylko w górę.
Miło zobaczyć w TV relację z ME na Łotwie. | |
| Dzień 204. | 2008-05-17 |
|---|---|
| No nawet nie zauważyłem, że już ponad 200 dni minęło na północy. Ostatnio coś nie miałem ochoty na pisanie czegokolwiek, bo jeszcze kogoś bym obraził. W każdym razie nie lubię jak mi się wypomina, że za mało się staram, że nie zależy mi na kadrze Polski, że sobie olewam i takie tam dalsze wypociny. Ci co mnie znają, wiedzą, że nie po to studiowałem 5 lat na ciężkim kierunku (podobno UE daje teraz KAŻDEMU stypendium 1000 zł za same studiowanie na ETI; szkoda że sie nie załapałem) żeby teraz pracować na pól etatu w szkole średniej. Nie to żebym nie doceniał pracę nauczycieli, czy było mi tu źle. Ale jako inżynier z jako taką znajomością szwedzkiego mógłbym zarabiać tak z 5 razy więcej. No ale nie o pieniądze przecież chodzi (chociaż to może być jedyny argument, który dotarłby do pewnych osób) tylko o frajdę, adrenalinę, ból, blizny, krew i pot. Także ostatnie 10 dni spędziłem na słabszym treningu, głównie z powodu gorszego samopoczucia i spadku motywacji. Nie to żebym nie trenował, ale jakoś tak bez celu i bez głębszego sensu. Trochę na odwal. W zasadzie wczoraj już mi przeszło i jest już dobrze, a w zasadzie było. Dziś wybrałem się na fajny trening, 15km od Nybro. Kamieniste zbocza, coś jako przygotowanie pod MP i MŚ. Niestety po 45 min biegu ze zmienną prędkością wywróciłem się, na tyle niefortunnie, że na jakimś ostrej skałce zostawiłem kawałek skóry i elastików. Z początku zbytnio sie nie przejąłem i kontynuowałem trening, do czasu kiedy poczułem, że krew sie delikatnie sączy. Tak więc lewa noga po raz drugi (kolano na ElitSerien) w przeciągu 2 tygodni dostała zdrowo popalić. Zapowiada się kolejna blizna na piszczelu, gdzie powoli zaczyna brakować miejsca. Teraz boli okropnie, ale mam nadzieję, że przejdzie za parę dni.
Odpuszczając trochę trening zająłem się rankingiem dla Polskiego Związku. Dobrze to wygląda, wszystko ładnie zautomatyzowane, szybko się liczy i poprawia lub uzupełnia dane gdzie trzeba. Teraz pozostaję przekonać organizatorów, że jeśli nie będą przesyłać wyników w odpowiednim formacie, to wyniki z ich zawodów po prostu nie będą liczone w rankingu. W tym roku ranking za 2007 pojawił się w kwietniu (2008 oczywiście:). Do tego wyniki opublikowane w rankingu budzą spore zastrzeżenia. Teraz mamy szansę by to zmienić. Ciekawe tylko czy środowisko podoła temu zadaniu i przestrzegać będzie paru prostych zasad. | |
| Dzień 198. | 2008-05-11 |
|---|---|
Dziś bieg średniodystansowy- 5,3km w Hallaryd. Temperatura podobna jak wczoraj, ale samopoczucie na trasie znacznie lepsze. Mapę robił koleś o nie najlepszej opinii (ten sam co 3 tygodnie temu), ale tym razem nie miałem większych zastrzeżeń. Trasę przebiegłem w 33'04 przegrywając tylko z Andersem Kleistem z OK Denseln 55 sekund. Mniej więcej tyle właśnie zrobiłem błędu. W sumie najwięcej straciłem biegnąc na 13PK. Przestraszyłem się płotu i chciałem go ominąć, później się okazało, że ten "płot" to nawet dziecko by przeskoczyło. Trochę za szybko wczoraj pochwaliłem kolano, bo delikatnie się odzywało na trasie, więc też musiałem dodatkowo uważać. Muszę trochę pobiegać w takiej ciepłej pogodzie, żeby się przyzwyczaić do temperatury i będzie dobrze.
Mapa z przebiegami
Wyniki i międzyczasy tutaj
| |
| Dzień 195. | 2008-05-08 |
|---|---|
| Kolejny Tisdagssprinten (znaczy to tyle co wtorkowy sprint), chociaż dziś mamy czwartek. Tak będzie co tydzień przez cały maj, bo we wtorki mamy jakieś tam zawody uczniowskie. Kolejny raz udało mi się przebiec trasę praktycznie bez błędu, no i wygrałem po raz 6ty z rzędu. W lesie biega się ciężej niż jeszcze parę dni temu, bo niesamowicie szybko rozwinęła się roślinność. Kolano po upadku na ElitSerien już praktycznie w porządku. Dobrze na treningu spisali się moi zawodnicy, cały czas brakuje im szybkości w lesie i jakby bali się mocno zmęczyć, ale jest lepiej.
W zdjęciach dodałem nową galerię z ostatnimi zdjęciami. | |
| Dzień 190. | 2008-05-03 |
|---|---|
| Czas na EliteSerien, tym razem bieg klasyczny 15 km w Ulricehamn. Dzięki dobremu występowi na Mistrzostwach Szwecji, zostałem dopuszczony do grona 40 najmocniejszych zawodników. Mimo sporego prestiżu zawodów, od początku wystartowałem z założeniem spokojnego ukończenia trasy, bez szarpania i bez popełniania błędów. Niestety zdarzają się takie dni,w których nic się nie klei. Teren był rzeczywiście trudny i techniczny, tak jak obiecali organizatorzy, ale spokojnie powinienem sobie w nim poradzić. Zresztą popełniałem błędy na najprostszych punktach, warianty realizowałem bez pomysłu. I to w sumie kolejny bieg zaliczany do rankingu światowego w którym kompletnie mi nie poszło, zaczynam się zastanawiać czy to nie przypadkiem jakieś fatum wiszące nad WRE. Przed końcem pierwszej pętli przewróciłem się i niefortunnie zahaczyłem lewym kolanem o jakiś kamień, pozwijałem się trochę z bólu, poleżałem na mchu i grzecznie zszedłem z trasy. Jak nie idzie, to już wszystko. Mam nadzieję, że kontuzja nie jest poważna. | |
| Dzień 183. | 2008-04-26 |
|---|---|
| Tiomila. Wyjazd mieliśmy o 10.00 z Nybro. Po drodze po chlopaków na Skavste zabieramy jeszcze Pontusa i Mattiasa. Pogoda klasa - słońce i ciepło. Oczywiście, po przyjeździe na miejsce zawodów swoje pierwsze kroki kierujemy do sklepu, tam jak zwykle spotykamy Polaków z innych klubów szwedzkich. Start o 22.00. Klub załatwił nowe lampy, mocne i pewne, więc Mały i Włodar nie mają na co narzekać i na co zwalić winy w razie czego. W sztafecie Nybro na pierwszej zmianie leci Mały, później Oscar, Michael, długa nocną obstawia Włodar, później idzie Jakob, Mattias, Jacek, Pontus i David. Ja będę kończyć. Oczekiwany czas pierwszej zmiany to 83 minuty, ale chłopaki pojawiają się już po 69! W czubie Kowalek, ale niestety trochę zabrakło do zwycięstwa i przybiega 5. Chwilę za nim na 19. pozycji niezawodny Dwojadzer i co mnie ogromnie cieszy na 31 miejscu Mały, który w ten sposób spłaca kredyt zaufania i zapewnia sobie start na pierwszej zmianie za rok:) 2 sekundy za nim wpada Rychu, chwile później Bigos na 39. miejscu. Można więc powiedzieć, że Polacy spisali się lepiej niż dobrze. Godne wzmianki jest również to, że Banan, robiąc świetny czas na 3ciej zmianie, wyprowadza Orion na drugie miejsce oraz to, że Wozikowi z Kalmaru gaśnie lampa po kilkuset metrach długiej nocnej, także leci jakieś 16km bez świateł. Ma trochę szczęście, dobrze oświetlony tramwaj nocny i robi dobry czas. Niestety nie można tego powiedzieć o Włodarze, który nie spłaca kredytu zaufania (a w zasadzie go nadwyrężą) i następnym razem do Szwecji popłynie pontonem. Włodar tłumaczy się słabą ekipą i brakiem szczęścia, ja jednak wiem swoje i następnym razem władze klubu będą musiały zakazać rozmów z Marleną 2 dni przed ważnym startem. Jakob, Mattias i Kobi muszą nadrabiać wcześniejsze niepowodzenia kolegi z klubu i wyprowadzają sztafetę z 125 na 79. miejsce. Kobi robi do tego bardzo dobry 35. czas zmiany! | |
| Dzień 181. | 2008-04-24 |
|---|---|
| Wybieramy się z Małym na trening nocny na Andekulle. Odblaski na punktach świetnie widać (jak się juz je znajdzie:). Trzeba powiedzieć, że w nocy jest tam nieporównywalnie trudniej biegać niż w dzień - wszystko wygląda tak samo. W sumie siedzę 80 minut w lesie i posiedziałbym dłużej ale po 60 minutach padła mi lampa i trochę po omacku musiałem wrócić. Muszę częściej robić takie treningi! | |
| Dzień 179. | 2008-04-22 |
|---|---|
| Kolejny Tisdagssprinten. Przyjeżdża coraz więcej osób i ten trening coraz bardziej odstaje od polskich standardów (m.in. wyniki w necie 1h po zakończeniu biegu, dobre mapy, ciekawe trasy itp.). Tym razem godnym przeciwnikiem okazał się Mały, który spisał się całkiem całkiem. Już po raz 4ty udało mi się wygrać tę zabawę, tym razem z czasem 29'16 na 5.6km. Teren znacznie prostszy niż na poprzednich startach. Tak poza tym to na ostatnich zawodach w weekend udało mi się zebrać całkiem niezłe punkty do rankingu szwedzkiego. W klasyfikacji miesiąca (2 najlepsze wyniki z ostatniego miesiąca) sklasyfikowali mnie na 34. miejscu w H21. Trochę więcej startów, trochę szczęścia i będzie lepiej. | |
| Dzień 176. | 2008-04-19 |
|---|---|
Klasyk w Ålem, 50km od Nybro. Spodziewałem się prostego i łatwego terenu. Dostałem to co najlepsze - skałki, bagienka i gęstwinki.Szczególnie na końcu - czysta dzicz. Teren super. Mapa dobra z delikatnym zastrzeżeniem przy punkcie 6, gdzie zrobiłem z 30 sekund błędu. Tak to jeszcze na długim przebiegu pewnie z 1'30 mógłbym urwać. Z biegu zadowolony. Stałe tempo, praktycznie ciągła kontrola co robie. Trochę inni zawodnicy nie dopisali, bo 12kilometrową trasę ukończyło tylko 4! Łatwo więc nie było. Wygrałem z czasem 77'19, 2'30 minuty przed z Rikardem Gunnarssonem z OK Orion. W sumie sie opłacało, bo dostałem całkiem fajny plecak:)
Trasa z przebiegami tutaj
Dzięki ostatnim zmianom w przepisach startuję w Mistrzostwach Szwecji w Sprincie 1 maja. Wcześniej mówili, że zmiany wprowadzą od przyszłego roku. Dobrze jednak się stało, że już teraz można biegać i w Polsce i tutaj. | |
| Dzień 174. | 2008-04-17 |
|---|---|
| Pojechałem dziś na Andekullę parę punktów rozstawić. Później zaledwie 5km od mapy, a w sumie 50km od Nybro "pozwiedzałem" chyba najbardziej górzysty teren w okolicy. W sumie jest fajnie, bo solidne podbiegi 2minutowe da się robić. A gdyby to brakowało można przedłużyć sobie wbiegając na wieżę widokową. Problem braku siły się rozwiązuje, teraz trzeba tam od czasu jeździć! | |
| Dzień 173. | 2008-04-16 |
|---|---|
| Niestety na Nocnych Mistrzostwach Szwecji nie wystartuję. Zostałem na 1. miejscu listy rezerwowej:( Dziś bardzo kiepski trening, bardziej wypoczynek niż jakaś aktywność.Za to zabrałem się znowu za stronę PZOSu, co pochłonęło mi pół dnia. Drugie pół dnia upłynęło na skanowaniu map, lekcji matematyki i treningu z sauną. | |
| Dzień 172. | 2008-04-15 |
|---|---|
| Powrót do Nybrowic. W sumie wszystko w planie. Pobudka o 7.20, dentysta, samolot do Skavsty, dostanie się do samochodu, który grzecznie stał sobie przez tydzień na parkingu w Nykoping. Później 335km w 3,5h, żeby zdążyć na trening. Wysiadka z samochodu, 5min na przebranie, 10min na rozgrzewkę, wyczyszczenie chipa, mapa, start. No i kolejny Tisdagssprinten . Tym razem 5,2km w niecałe 30minut. Teren bardzo dobrze mi znany, ale chyba głównie przez zmęczenie, zrobiłem trochę błędu. Zresztą nie wysilałem się za bardzo. Tym razem zjechali się kolesie z paru klubów i było ciekawiej. Wygrałem 1 sekundą z jakimś typem z OK Tisaren. No i podobno na Nocne Mistrzostwa Szwecji jestem jako 1. w rezerwowej liście. Teraz czas na odpoczynek. | |
| Dzień 171. | 2008-04-14 |
|---|---|
| Kolejny dzień bez treningu:( Chociaż w sumie tak się nabiagałem, że nie był potrzebny. Odebrałem w końcu dokumenty ukończenia studiów i udało się zrobić badania sportowo-lekarskie. Wszystko przy kiepsko działającej SKMce. A wieczorem bardzo dobry placek u Lembiczów zjadłem. | |
| Dzień 170. | 2008-04-13 |
|---|---|
| Sztafety. Dziś już lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Biegałem trzecią zmianę razem z Lubkiem na pierwszej i Sokalem na trzeciej. W sumie natrafiłem na trasę 7,8km z przewyższeniem 455m. Las i trasa technicznie prosta, mapa miała parę niedociągnięć. W sumie z 2 minutki błędu. Czekam na dzień kiedy się przełamie i pobiegam tak, że będę zadowolony. Na razie, dokładnie na 3 miesiące przed pierwszym startem na MŚ, wygląda to średnio. Nie tragicznie, ale średnio. W końcu trzeba przestać statystować na zawodach rangi międzynarodowej! | |
| Dzień 169. | 2008-04-12 |
|---|---|
Spacer, a nie ściganie! Czułem się jak leśny dziadek, więc zacząłem sobie spokojnie i skoczyłem jeszcze spokojniej. Do tego dorzuciłem 3'30 błędów (w tym wariantowych). Zero werwy, przyspieszenia, chęci, równie dobrze mogłem zabrać kijki do nordic walking. Nawet orientacja zawodziła. W końcu mapa trochę bardziej czeska, ale szkoda, że nie chciało mi się biegać. Skończyło się na 90 minutach i 10 sekundach, 11'27 za Emilem Wingstedem. Ah, szkoda gadać. Trasa 16,5 km, w sumie przewyższenie byłoby miłe, gdyby nie ogólna mizeria. A gwiazdy światowego formatu mijały mnie na trasie jak chciały i to jeszcze bardziej mnie dobijało. Jedynie na prawie całe dwie pętle zabrałem się z Tero Föhr.
Trasa z przebiegami tutaj ![]() | |
| Dzień 167. | 2008-04-10 |
|---|---|
| Trening z Kowalkiem we Wrocławiu - czyli sporo asfaltu i świeżego powietrza. Później wyjazd do Prostejowa w Czechach. Humor dopisuje. | |
| Dzień 166. | 2008-04-09 |
|---|---|
| Podróż już za mną. Nawet nie było tak źle. Samochód sprawował się świetnie i stoi sabie teraz gdzieś w Nykoping. No i zostałem ugoszczony odpowiednio przez Kowalka. Pierwszy dzień od 10go lutego bez treningu i pierwsza wizyta w Macu w tym roku. Nie wiem czy to dobrze rokuje przed bieganiem. | |
| Dzień 165. | 2008-04-08 |
|---|---|
| Kolejny Tisdagssprinten. Trasa 4.4km w dość ciężkim terenie, w zasadzie oprócz pierwszych 2 punktów to skakanie po gałęziach, kamieniach, bagienkach i przedzieranie się w gęstwinkach. Czas 27'12, co daje średnią 6'11/km. Może nie za szybko jak na middle, ale zrobiłem tylko 30 sekund błędu. Mapa oczywiście bez zastrzeżeń. Mapę z trasą zeskanuje jak będzie więcej czasu
Jutro długa podróż przede mną. Najpierw samochodem na Skavste, później samolotem do Warszawy i pociągiem do Wrocławia. Mam nadzieję że w 15h (czyli do 21.30 się uwinę). No i zawody w Czechach - dość kluczowe. | |
| Dzień 164. | 2008-04-07 |
|---|---|
| Po nie najlepszym starcie na crossie w Podlesicach zmieniłem trochę trening siłowy i nie robie już tylko samych podbiegów z delikatnym truchtem w dół. Teraz robie trochę wolniej podbiegi, za to staram się zbiegać szybko. I tak zaliczyłem najpierw 4 razy górkę (10') później po 4minutowej przerwie 5 razy (13') i na koniec 3 razy (7'30). Trochę się zmęczyłem. W sumie prawie 500m przewyższenia. Oprócz tego znalazłem znacznie wyższą górkę na podbiegi "zaledwie" 45km od Nybro. Po Czechach muszę się tam przejechać. | |
| Dzień 163. | 2008-04-06 |
|---|---|
| Tym razem musiałem wstać o 6.15! W lesie z punktami byłem o 7.15. Zawody, jak to zwykle bywa w Nybro, ocenione bardzo dobrze. Pojawiła się nawet opinia, że nie wiadomo było czy to były SM (czyli Mistrzostwa Szwecji),czy zwykłe nieduże zawody. Rokuje to bardzo dobrze przed organizowanym przez nas Baltic Junior Cup. Jak już wspominałem, Kalmar organizuje bieg indywidualny, my sztafety. Nie wspominałem jednak, że całe centrum zawodów jest w Nybro, a uczestnicy spać będą w "mojej" szkole. W sumie przewidywanych jest 7 ekip - Polska, Estonia, Finlandia, Łotw, Litwa i 2 reprezentacje dystryktów szwedzkich: Smaland i Skane. | |
| Dzień 162. | 2008-04-05 |
|---|---|
| Dziś musiałem wstać o 7.00 żeby o 8.00 zacząć rozstawiać punkty na dzisiejsze zawody. W godzinkę się uwinąłem i pojechałem na basen - popływałem 1,5km. Później pojechałem zebrać punkty. Trochę mało osób przyjechało, bo około 300. Spodziewaliśmy się trochę więcej, ale co zrobić.
W końcu poważnie zabrałem się za lekturę, którą mam do przeczytania. Na szczęście nie jest jakaś bardzo trudna, ale i tak rozumiem połowę. | |
| Dzień 161. | 2008-04-04 |
|---|---|
| Ciekawy trening dziś zrobiłem. Pobiegałem na nowej mapie z zmienną prędkością i intensywnością. To trochę trudne, bo są miejsca gdzie ciężko jest przyspieszyć i są takie gdzie nie można sobie dać spokojnie, bo trzeba skakać po różnych kamieniach, mchach i gałęziach. Po 50 minutach takiego dość męczącego biegu dobiłem się 5ma podbiegami po syfiastym zboczu (20m w górę i 100m długości), szybko zarówno w górę i w dół. Oczywiście na tyle szybko, żeby sobie nóg nie połamać. Przyszły też nowe dresy klubowe. Niestety, na mój gust wyglądają gorzej niż poprzednie, nie z winy klubu oczywiście. Niby ten sam krój, ale firma Noname jakby pojechała po kosztach i przycięła w paru miejscach (a może zaczęli produkować w Chinach?) | |
| Dzień 160. | 2008-04-03 |
|---|---|
| Oddałem samochód do warsztatu, odebrałem popołudniu. Nie zbankrutowałem! A samochód nie wydaje już niepokojących dźwięków! Na szczęście obyło się bez wymiany skrzyni biegów:) Na treningu znowu bez koncepcji - chwyciłem więc mapę z trasą dla H21L na tę sobotę i poszedłem do lasu na 11km spokojnego biegania. | |
| Dzień 159. | 2008-04-02 |
|---|---|
| W sumie nic ciekawego. Oprócz tego, że szwedzki się nie odbył, a trening zrobiłem jakiś taki bez sensu, nie ma o czym pisać. Aha, pojechałem z samochodem do warsztatu, bo cały czas słychać niefajny dźwięk i powiedzieli mi, że nie wiedzą co jest nie tak. | |
| Dzień 158. | 2008-04-01 |
|---|---|
| Dziś po raz pierwszy odbył się Tisdagssprinten. Trening organizowany przez Nybro na SportIdencie. Trasy mają być o długości mniej więcej 4-5km. Także co tydzień mam jedno treningowe ściganie na dobrych mapach. Sam mam przygotować dwa takie treningi w maju. Organizacja była lepsza niż na niejednych zawodach w Polsce. Na razie biegali sami Nybrowcy, bo korzystaliśmy z mapy i punktów, które zostaną użyte na przygotowywanych przez nas zawodach w ten weekend. Przy następnych spotkaniach spodziewamy się zawodników z innych klubów. Jeśli chodzi o ten trening, to jestem bardzo zadowolony. Zrobiłem jakieś 25 sekund błędu przy niezłej prędkości, dużym zmęczeniu poprzednimi zawodami i wcale niełatwym terenie. W lesie śniegu już nie ma, ale jest dość mokro i biega się ciężko. Mimo to udało mi się pobiegać 4.4 km z średnią 5'39/km. wyniki z treningu No i bym zapomniał, że na trening pofatygował się dziennikarz z jakiejś tam lokalnej gazety. Porobił parę zdjęć, trochę pogadał. Fajnie tak jak kogoś interesuje co my w tym lesie robimy:) | |
| Dzień 157. | 2008-03-31 |
|---|---|
| Jakoś dzień przeleciał między palcami. Trening tez jakiś taki mało ciekawy, nic mi sie nie chciało. Trochę zmęczony po 10 dniach zapieprzania głównie na zawodach. Czas na podsumawanie miesiąca: Trzeba przyznać, że zdrowie dopisuję, nie opuściłem żądnego treningu. Co prawda treningu było trochę mniej niż w lutym, ale za to znacznie więcej było biegania z maksymalną intensywnością, aż 10%. Oczywiście powodem jest początek sezonu i aż 10 startów na orientacje. Do tego doszło jeszcze 5 mocnych treningów z mapą. Razem wyszło prawie 18h biegania na orientację, prawie 2h więcej niż w lutym. Dzięki temu, przy dobrych mapach i kiedy nie jestem bardzo zmęczony, udało mi się praktycznie wyeliminować robienie poważnych błędów. Na Spring Cup niestety straciłem kontakt z mapą i rzeczywistością, co kosztowało mnie ponad 4 minuty:( Zostają jeszcze 20-30 sekundowe pojedyncze błędy, których oczywiście też muszę się pozbyć. Na rowerze jeżdżę coraz mniej, to trzeba zmienić. | |
| Dzień 153. | 2008-03-27 |
|---|---|
| Mija już piaty miesiąc jak tu siedzę. W sumie najgorszy okres za mną, teraz dużo startów w planie i zobaczymy ile warte były zimowe przygotowania. Najbliższy sprawdzian już w ten weekend w Danii na Spring Cup. Startuję jako Nybro OK, wyjeżdżamy jutro. Na treningu spokojne bieganie w lesie z mapą przez 60minut. W lesie ciągle śnieg i mam nadzieję, że jak wrócę z Danii, to już go tu nie będzie. | |
| Dzień 152. | 2008-03-26 |
|---|---|
| Konkretne bieganie na Torshult. 2 middle z niedługa przerwą pomiędzy. Śniegu nawet po kolana w niektórych miejscach, dlatego zdecydowaliśmy się (ja, Jacek, Włodar, Lupek, Mały, Rychu i Grabek) na start masowy. W sumie z 1. biegu niezadowolony, na jeden punkt zachowałem się jak junior i zostawiłem 3 minuty, ale taka jest Andekulla - 5 sekund dekoncentracji i 3 minuty błędu. Na drugi middle zdecydowałem się tylko ja, Grabek i Jacek. "Juniorzy" jak zwykle znaleźli jakieś wymówki:) Tym razem obyło się praktycznie bez błędów. Kostki jednak dostały ostro popalić w tym śniegu i lodzie. Wieczorkiem delikatne roztruchtanie i trochę sprawności. | |
| Dzień 151. | 2008-03-25 |
|---|---|
| Obecnie na głowie mam 4 darmozjadów z Polski:) Uzupełnię wszystko, włącznie z analizą ostatnich zawodów, jak sobie pojadą. | |
| Dzień 145. | 2008-03-19 |
|---|---|
| Na treningu 1.5km na basenie, trochę biegania i rytmy. Dla mnie najważniejsze, że noga w jak najlepszym porządku. | |
| Dzień 144. | 2008-03-18 |
|---|---|
| Zima w końcu pojawia się w Nybro. Za oknem biało, ale w lesie da się biegać. Na treningu 2 sprinty po około 2,6km. Nogi ciągle sztywne, ale nie było tak najgorzej. Najważniejsze, że noga nie bolała. | |
| Dzień 143. | 2008-03-17 |
|---|---|
| Powrót do Nybro. Wyjazd z Gdyni przed 5 rano. Samolot o 6, a później niestety musiałem czekać na pociąg w Nykoping. Mrożonki dotarły bez problemu, a w pociągu zalatywałem kiełbachą. Po drodze w wielu miejscach było biało i ciągle padał śnieg. W mieszkaniu byłem o 15, także udało mi sie nawet zjeść i przeprowadzić trening. Na treningu czułem się trochę nieświeżo, ale co mnie ucieszyło, z nogą nie było tak źle. Podejrzewam, ze to zasługa świeżego skandynawskiego powietrza:). | |
| Dzień 142. | 2008-03-16 |
|---|---|
| Start masowy. W zasadzie już na rozgrzewce podjąłem decyzję, że odpuszczę sobie. Wystartowałem ze wszystkimi, zrobiłem fatalny błąd na 1PK i dalej się przespacerowałem parę punktów. Próbowałem zrozumieć mapę, niestety im wolniej się poruszałem tym większą zagadką dla mnie była (aktualizacja 2004).
W drodze powrotnej raz po raz przeszywał mnie nieprzyjemny ból w okolicy prawego kolana. W sumie wyjazd nie mogę zaliczyć do zupełnie nieudanych, bo udało mi się załatwić parę ważnych spraw i pogadać z paroma ważnymi osobistościami. Poza tym bardzo przeciętny bieg na sprincie pokazuje, że z moim bieganiem w lesie nie jest tak źle na tle innych (nawet Norwegów). | |
| Dzień 141. | 2008-03-15 |
|---|---|
| Cross w Podlesicach, czyli test fizyczny - ok 500m przewyższenia i 12km (chociaż moim zdaniem było mniej). Rozgrywany na wahadle o długości trochę mniej niż 1km, start interwałowy co 1 minutę. Czyli w sumie biegaliśmy razem, często się mijaliśmy, a niektórzy nawet się zderzyli. Wystartowałem stanowczo za szybko, tylko dlatego, że miałem Kowalka przed sobą i chciałem z nim pobiegać. Dla niego było to 5ty kilometr, dla mnie początek. Musiałem na dzień dobry tak się zakwasić, że później było już tylko gorzej. Najgorsze były strome zbiegi, jak sie później okazało musiałem nadwyrężyć wiązadła krzyżowe. Skończyłem z czasem 45'18, prawie 3'30 przegrywając z Kowalkiem. Dla mnie tragedia, biorąc pod uwagę jak czułem się tydzień wcześniej. Tak naprawdę to już podczas rozgrzewki czułem, ze jest coś nie tak, tętno jakieś wysokie (dlatego nie biegałem ze SportTesterem, żeby się nie przestraszyć:) i ogólnie byłem jakiś ospały. Wnioski płyną takie - jak najkrótsze podróże (np. dzielić je na 2 części) oraz co ważniejsze po raz kolejny okazało się, że najlepiej czuję się 7-14 dni po zakończeniu obozu, a 3 tygodnie po mam największego doła.
Popołudniu ściganie, sprint na mapie Brama Twardowskiego, skala 1:5000, trasa 2,9km, czas 15'49. Pomimo fatalnego samopoczucia i błędów na jakieś '45 przegrałem tylko z Dwojadzeram (19 sek) i trzema (czyli wszystkimi:) Norwegami z kadry B, ale tylko po ok '30. Oznacza to tyle, że trenuję orientację, a nie jakieś tam crossy:). | |
| Dzień 140. | 2008-03-14 |
|---|---|
| Podróż do Polski przebiegła bez problemów. Najmilsza była przejażdżka kolejami szwedzkimi - cicho, czysto, wygodnie i bezpiecznie. Tylko trochę za dużo przesiadek, bo nie było kiedy się wyspać. Dostanie się z Nykoping na lotnisko też nie dostarczyło żadnych problemów. Najmniej przyjemną częścią była podróż PKSem z Katowic Pyrzowic do Zawiercia, dokładna odwrotność podróży szwedzką koleją - głośno, brudno, niewygodnie i niebezpiecznie. No ale w ciągu 11h dostałem się z Nybro do Podlesic.
Wieczorem delikatne wybieganie z mapą i próba jej zrozumienia + parę 30sekundówek w lesie. Zmęczony po podróży. | |
| Dzień 139. | 2008-03-13 |
|---|---|
| Oprócz treningu (krótkie wybieganko, skipy na stromym zboczu i rozciąganie) i korepetycji, dzień pod znakiem jutrzejszego wyjazdu do Polski. Cała operacja jest dość skomplikowana, bo najpierw jadę pociągiem do Nykoping z 2 przesiadkami (w sumie prawie 400km, a pociąg jedzie 4h!), później autobusem na lotnisko parę minut, następnie do Katowic (Pyrzowice) i tam zaczynają się schody. Jakoś muszę dostać się do Podlesic i to nie będzie łatwe. Pożyjemy, zobaczymy. W każdym razie samopoczucie przed crossem dobre. | |
| Dzień 138. | 2008-03-12 |
|---|---|
| Dziś samopoczucie znacznie lepsze. Na treningu zabawa biegowa w na mapie. Fajnie, szybko, łatwo i bez kompasu. | |
| Dzień 137. | 2008-03-11 |
|---|---|
| Na treningu rozstawiani punktów na następny dzień i później basen. Pływało mi się nie najlepiej, ogólnie coś słabo się czuję. | |
| Dzień 136. | 2008-03-10 |
|---|---|
| Spokojny trening z wieloskokami. Oprócz tego szwedzki, czyli nic nowego. | |
| Dzień 135. | 2008-03-09 |
|---|---|
| Dziś kolejny trening na mapie. Tym razem padło na Målerås 30km od Nybro - spokojne 9k w 66 minut. Później siłownia, rozciąganie i sauna. W lesie widziałem borsuka, łosia nie. W klubie pojawił się skaner (a już chciałem swój kupować), więc mapy następnym razem powinny być w lepszej jakości. Kolejne 9km kw. mapy w okolicach Nybro jest już gotowych. Na użytkowanie trzeba poczekać do zawodów na początku kwietnia, wtedy będzie oficjalna. | |
| Dzień 134. | 2008-03-08 |
|---|---|
| Dziś tylko wycieczka rowerowa - 2h 10minut. | |
| Dzień 133. | 2008-03-07 |
|---|---|
| Ostateczny test przed crossem w Podlesicach, który odbędzie za tydzień w sobotę. W sumie 5 okrążeń, 14km, 550m przewyższenia. Chciałem wszystko zrobić w 56'30, a wyszło 55'40, w tym ostatnie kółko (2.8km) w 10'42, czyli po 3'49/km! Mogę być zadowolony. | |
| Dzień 132. | 2008-03-06 |
|---|---|
| Na treningu 108 minut biegania w lesie na mapie z 1995 roku. Teren przypominał delikatnie Czechy, największą różnicą niestety były dużo mniejsze przewyższenia. Ale co zrobić, lepszego nie znajdę. | |
| Dzień 131. | 2008-03-05 |
|---|---|
| Kolejny intensywny trening. Podobny do tego sprzed tygodnia, z tą różnicą, że teraz robiony trochę szybciej, na znacznie niższym tętnie no i do tego zamiast jednej 4minutówki, zrobiłem dwie. Czyli w sumie 3x8' + 2x4' na 3minutowych przerwach + rozciąganie i siłownia. | |
| Dzień 130. | 2008-03-04 |
|---|---|
| Zdecydowanie jestem cudotwórcą. Mój uczeń zaliczył test z matematyki! To ogromny sukces dydaktyczny.
A na szwedzkim byłem dziś jedynym facetem, z jednej strony dobrze, ale z drugiej same mężatki, albo poza zakresem wiekowym...
Na treningu basen - najpierw 2km w 51 minut (trochę był tłok) a później dorzuciłem jeszcze 500m różnych ćwiczeń. Coraz milej mi się pływa, tylko następnie przez 2-3 dni zalatuję chlorem. | |
| Dzień 129. | 2008-03-03 |
|---|---|
| Smutno tak bez zawodów:( Na treningu 30 minut biegania i zdecydowałem się na podbiegi. Pomimo 3 dni ciężkich zawodów, czułem się rewelacyjnie. Porównując podbiegi z 11go lutego, te dzisiejsze były szybsze (najlepsze 1'03, wtedy najszybsze 1'06 z wypluciem płuc na końcu), na znacznie niższym tętnie i spokojniejszym oddechu. | |
| Dzień 128. | 2008-03-02 |
|---|---|
Middle. Wieje i jest zimniej. Na szczęście nie pada deszcz. Cały czas czuję jakbym miał delikatną kolkę, muszę więc uważać na biegu, żeby mnie nie złapało. Zaczynam więc spokojnie i dokładnie. Czuję w nogach (i w boku) poprzednie dwa mocne starty. Dużo punktów, wejście wyjście na mikrorzeźbie. Jedyny poważniejszy błąd robię na 14stkę - ok. 25 sekund i na 15tkę z 5 sekund. Gdybym był Thierrym Gueorgiou znalazłbym jeszcze parę 1, 2 i 3sekundówek, ale nie jestem, więc resztę uważam za bezbłędną. Uważam, że około 10 sekund mógłbym jeszcze urwać na bardzo prostej końcówce, ale bałem się kolki. Gdy przybiegam (a startowałem pod koniec stawki) słyszę typowe dla szwedzkich komentatorów głośne "Oj, oj, oj" bo mój czas 23'21 jest lepszy o prawie 2 minuty od dotychczas prowadzącego. Obym jeszcze nie raz usłyszał taki komentarz, bo to naprawdę miłe. Całe zawody kończę jednak drugi ze stratą 1'12 do Andreasa Janssona z IK Hakarpspojkarna, który obecnie jest 7. w szwedzkim rankingu. Na 21 międzyczasów wygrywam 3, praktycznie reszta przypadła Jannsonowi. Międzyczasy na WinSplits znajdziecie tutaj tutaj.
Pierwszego czasu nawet przy idealnym biegu bym nie zrobił, a wygląda na to, że Jannson mógłby jeszcze z 30 sekund urwać. Brakuje, więc jeszcze trochę - ale to dopiero 2 miesiące dobrego szwedzkiego treningu. Będzie lepiej, musi być.
Mapa z trasą i przebiegami
.
Wyniki z zawodów | |
| Dzień 127. | 2008-03-01 |
|---|---|
Sztafety. Pierwotny skład pierwszej sztafety miał wyglądać tak: Ja, Mattias, Oskar. Niestety Mattias dzień wcześniej nadwyrężył kostkę i nie chciał ryzykować, więc na drugiej zmianie wystartował Pontus, który pierwotnie miał lecieć w drugim zespole. 40 sztafet na starcie, czuję się dobrze. Poszli... i co, i czuję się dobrze, po przebiciu się przez pierwszy rząd zaczynam się rozkręcać. Teren prosty. Czemu wszyscy się tak człapią? Wychodzę na prowadzenie i na 1 jestem pierwszy. Na dwójkę robie błąd i to spory jak na sztafety - złe odbiegnięcie od 1PK, niedoczytanie mapy. Gdzieś 40 sekund i 15 miejsc poszło w las. Z delikatną nawiązką odrabiam straty i na 3PK już prowadzę i tak do 13 PK - ja i parę sekund (dochodziło do 19) sznurek za mną. A to oznacza, że przedzieram się przez chaszcze i nikt mi nie pomaga. Na 14PK znów błąd na jakieś 20 sekund i spadam na 4tą pozycję. W sumie to dobrze, bo chowam się za plecy i tylko kontroluję co się dzieje. Na 16 PK idę trzeci, parę sekund za Jonasem Palmem, reszta kawał za nami. 16PK okazał się sporym rozbiciem i mimo idealnego wejścia na punkt spadam o dobre 12 miejsc! Zaczynam się przedzierać do przodu. Na 18PK robi się delikatna kolejka i koleś z OK Orionu prawie bije się przy puszcze, wyrywa ludziom chipy, chociaż powinien kasować ostatni. Tracę parę cennych sekund, ale dalej lecę, trochę mnie ściska w dołku, ale tak łatwo się nie poddam. Na 19PK robię prawie przebieżkę, żeby tylko znowu nie czekać w kolejce, wskakuję na 7. pozycję. Dusi mnie trochę, kolka ściska już od 14PK, ale udaję mi się przyjść na 5. miejscu, 16 sekund za pierwszym Jonasem Palmem. Mój czas to 44'03
Jestem w miarę zadowolony - w sumie dobra prędkość w lesie, 60% trasy prowadziłem sam (więc znów bieg indywidualny) i pewnie gdyby nie ostatnie rozbicie na 16PK przyszedłbym pierwszy (w sumie to z 4 rozbić 3 miałem najdalsze). Mój humor się jeszcze bardziej poprawia, gdy kończą ludzie z 2. zmiany i tylko jeden z nich robi delikatnie lepszy czas. Rozradowanie trwa do ukończenia 3 zmiany - najlepszy z chłopaków robi 5'45 lepszy czas ode mnie! Myślę: Jak to? Gdzie to? Ok - na 1'30 błędy, minimum 1 minutę na to, że nikt poza mną nie kwapił się do prowadzenia przez dłuższy czas, a oni lecieli w mocnej paczce, no i maksymalnie 1 minutę na moje dalsze rozbicia. Więc gdzie podziały się te ponad 2 minuty nawet przy teoretycznie idealnym biegu! Moja zagwostka rozwiązała się następnego dnia. W większości biegaliśmy po tym samym terenie i zrobione ścieżki niesamowicie pomagały. Tak więc chłopki na 3ciej zmianie mogli bardziej się rozpędzić.
Mapa z trasą i przebiegami
.
Wyniki z zawodów | |
| Dzień 126. | 2008-02-29 |
|---|---|
| No to zaczęło się ściganie. Pierwsze dla mnie zawody w tym roku odbywały się w Åhus, mieście gdzie w 1996 roku udało mi się wygrać. Tym razem nie było tak łatwo - 12,2km biegu nocnego przy starcie masowym. I po raz kolejny udowodniłem sobie, że nie lubię biegać w tłoku. Czułem się dobrze, więc zacząłem prowadzić i... po chwili na 1 PK prowadziłem już sam siebie, bo wywaliło mnie za bardzo w prawo. Od tego miejsca mój bieg był już indywidualny (chociaż w lesie był tłum ludzi biegających w różne strony). Później, z wyjątkiem jednego punktu, było już przyzwoicie. Kolejnego babola walnąłem na 15 PK. Podobnie jak w przypadku pierwszego PK chciałem przede wszystkim utrzymać kierunek i zwracać uwagę tylko na duże elementy. Nie wiem czy to wina kompasu, czy moja ale nie udawało mi się, do tego często nie widziałem ścieżek i dróg. Teren jak dla mnie miał zdecydowanie za mało elementów jak na Szwecję. Skończyłem 8, przegrywając z Williamem Lindem z Sävedalens AIK 4 minuty i 32 sekundy. Biorąc pod uwagę 2 niby proste błędy w sumie na 5 minut, nie było tak źle, ale spokojnie mógłbym to wygrać. Wystarczyła zimna głowa i kontrola co się dzieje wokół mnie. Wielu amatorów nocnego, długiego bieganie nie było - tylko 15 zawodników ukończyło. Wnioski: - zdecydowanie muszę popracować nad utrzymaniem kierunku przy długich przebiegach, - mogę być zadowolony z osiąganych prędkości w lesie, - mam nadzieję, że wraz z kolejnymi startami przyjdzie większa kontrola nad mapą, - nie ma mowy bym biegał pierwszą zmianę na Tiomili. Mapa z trasą wkrótce. Wyniki z zawodów Czas na podsumawanie miesiąca: Suma miesiąca mówi za wszystko - 58 godzin i 33 minuty. Od 16go do 24go zrobiłem mini obóz. Nie tak objątościowy kilometrowo jak to robiłem w Polsce, ale na pewno dość intensywny. Ogólnie od połowy miesiąca zacząłem biegać szybciej - wiącej mocnych crossów i II zakresów. 4 dni przed pierwszymi zawodami (29.02-02.03 w Kristianstad) trochę wyluzowałem, żeby odpocząć i mocno pobiegać te starty. Pomimo wiąkszego nacisku na trening intensywny robiony na drogach udało sią wykonać prawie 16h pracy w terenie z mapą. To cieszy. Również zacząłem mniej jeździć na rowerze, za to więcej (i szybciej) pływać. W ciągu 2 ostatnich miesięcy praktycznie nie odpuściłem zaplanowanego treningu. Nigdy wcześniej nie trenowałem z taką regularnością, wcześniej zawsze coś wypadało, albo sesja, albo magisterka, albo jakiś projekt. Dodając do tego brak jakichkolwiek kontuzji, jestem w pełni usatysfakcjonowany z tego co i jak robię. | |
| Dzień 125. | 2008-02-28 |
|---|---|
| Koniec lutego a ja poopalałem się i powygrzewałem na słońcu dziś trochę. Czuję się trochę jak na jakiś wakacjach. Mam dziś co prawda trening z uczniami i korepetycje z matematyki do poprowadzenia, ale w końcu muszę jakoś zarabiać. Jeśli ktoś chciałby materiały do nauki języka szwedzkiego, to mam parę audycji radiowych z czytaniem książek (jakiś 105h w sumie). | |
| Dzień 124. | 2008-02-27 |
|---|---|
| Już 4 miesiące siedzę na północy. Cały czas mam co robić (chociażby uzupełniać ten blog), no i sezon za pasem. Zaliczono mi moje pierwsze wypracowanie ze szwedzkiego. waga: 63 kg depresja: brak, w końcu pierwsze zawody za 2 dni liczba widzianych łosi: 0 (tych w telewizji nie liczę) znajomość szwedzkiego: dostateczna śnieg: w lodówce liczba postawionych punktów na Andekulli: 94 Na treningu krótko, ale intensywnie. 3x8' (wychodziło mniej więcej po 2.2km) i na koniec na zajechanie 4' (1.3km) + trochę rozciągania i siłowni. | |
| Dzień 123. | 2008-02-26 |
|---|---|
| Po prawie dwóch tygodniach powrót na zajęcia ze szwedzkiego. A później na basen i znowu będę zalatywał chlorem przez 2 dni. Forma pływacka całkiem niezła, zrobiłem bez problemu 2km w 55 minut. Do tego co parę nawrotów musiałem tracić kupę czasu na poprawianie okularków (coś przeciekają), no i w sumie nigdzie się nie spieszyłem. No i po chwili odpoczynku bez większego stresu przepłynąłem base (25m) pod wodą. Pewnie jak się sprężę i będę miał lepsze okularki to 45' na 2km złamie, czyli popłynę ponad dwa razy wolniej niż robią to zawodowcy. Ale w końcu nie to trenuję. | |
| Dzień 122. | 2008-02-25 |
|---|---|
| Bardzo spokojny trening z Edvinem i Anną. Dziewczyna znowu kiepsko się czuje i za bardzo nie może biegać. Za to Edvin chyba zrobił duże postępy. Co prawda przez ostatnie 9 dni nie trenował aż tak jak ja, ale i tak zrobił kilka niezłych treningów.
W Skogsporcie wyczytałem, że kraje nordyckie (Szwecja, Dania, Norwegia i Finlandia) zabiegają o wprowadzenie nowego dystansu na MŚ. Chodzi o start masowy, na 45-60 minut. Poza tym chcieliby zatwierdzić plan rozgrywania poszczególnych dystansów na stałe, a nie jak to jest teraz, że plan MŚ zmienia się każdego roku. Z tego co jeszcze zrozumiałem, to chcieliby, żeby każdego dnia rozdawane były medale, co oznaczałoby brak dni odpoczynkowych w czasie trwania MŚ! Także nie tylko eliminacje i finał Sprintu byłyby jednego dnia, ale podobnie byłoby z Middlem. Do tego wyniki nowej konkurencji - startu masowego, miałyby być kwalifikacjami do finału Longu. Mają walczyć o wprowadzenie zmian od MŚ w Norwegii w Trondheim w 2010 roku. Jeśli to przejdzie, szykuje się całkiem spora rewolucja. No i teraz rzeczywiście trzeba będzie się specjalizować w poszczególnych dystansach, bo nie wyobrażam sobie biegania 7 startów w 5 dni:) | |
| Dzień 121. | 2008-02-24 |
|---|---|
| Koniec! A w zasadzie to dopiero początek, bo pierwsze zawody już w piątek. 9 dni mocnego biegania za mną, 16 treningów. Nie spodziewałem się, że mi się uda. Zawsze na obozach wyjazdowych żarcie było podane pod nos, więc trzeba było tylko wstać rano, biegać i jeść (nawet o kąpaniu można było czasem zapomnieć jak się z mało wrażliwymi osobami w pokoju mieszkało). A tutaj wszystko sam, pani Marysia Kowalska obiadu nie zrobi... W sumie przez te 9 dni zrobiłem 26h i 14 minut treningu, w tym 4 treningi z mapą, 3 zakresy, 2 crossy, 2 baseny (tak dla relaksu), rytmy, wieloskoki, skipy, 2xsauna, trochę siłowni, roweru i całkiem sporo rozciągania. Na koniec żadnych poważnych zakwasów i co ważniejsze żadnej kontuzji. Bardzo cieszy niskie jak na mnie tętno i całkiem niezłe średnie na crossach i na zakresach. Szczególnie biorąc pod uwagę, częste miękkie podłoże i nakładające się zmęczenie, a miało co się nakładać - ok 40% czasu tętno powyżej 160 (I, III i III zakres). Dobrze również, że w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdzie na obozie robiłem jakieś 3 razy więcej niż w normalnym tygodniu treningowym, teraz wyszło "tylko" o jakieś 60% więcej czasu spędzonego na treningu niż normalnie, nie było więc takiego szoku dla organimu. Fakt, że było bardziej intensywnie. Teraz parę dni na odpoczynek przed startami. Powinno być dobrze, musi... | |
| Dzień 120. | 2008-02-23 |
|---|---|
| Kolejny dzień upadlania się treningiem. Tym razem dowaliłem sobie crossem. Tętno coraz lepiej, ale czuję się z dnia na dzień bardziej zmęczony, szczególnie na podbiegach. Do tego dzisiaj mocno wiało, co bardzo przeszkadzało w zmaganiach z Górką. Czasy na okrążeniach robię coraz lepsze, więc chyba jest dobrze. Po południu delikatnie rozbiegnie, skipy i rozciąganie. Jutro ostatni dzień tego mini obozu. Później trzeba zacząć wypoczywać, bo zawody się zbliżają. Wśród polskich seniorów zawsze były tak zwane mody na robienie różnych rzeczy. Najpierw mp3, później aparaty cyfrowe, laptopy, samochody, śluby i wesela. A teraz zauważyłem, że coraz więcej osób zaczęło prowadzić swojego bloga. Hmmm, ja odpuściłem na razie przedostatnią "mode". | |
| Dzień 118. | 2008-02-21 |
|---|---|
| Z dzisiejszego porannego treningu jestem bardzo zadowolony. 2x 25 minut w II zakresie (średnie tętno 165 i 170) i wyszło po 3'50. A znowu biegałem w dużej mierze po leśnych ścieżkach, czyli dodatkowo kamienie, korzenie, miękka ściółka i noga często chodzi we wszystkie strony. Później dobiłem się jeszcze 7minutówką (2.1km, czyli po 3'20/km) i 5minótówką (1.6km, czyli 3'07/km, maksymalne 183) bieganych po trochę błotnistej, miękkiej, no i fajnej trasie. Wydaje się, że jak odpocznę, to powinienem śmigać, że hoho. A jutro znowu mapa i kochana Andekulla. | |
| Dzień 117. | 2008-02-20 |
|---|---|
| Znowu dwa treningi. Rano delikatne wybieganie z bardzo ciekawymi wieloskokami. 10 razy na odcinku około 60m, ale za to 17,5m w górę (tak przynajmniej wynika z mapy:). A wieczorem, po wczorajszych niepowodzeniach, postanowiłem jeszcze raz zmierzyć się ze sprzętem, lasem i sobą. I udało się. Praktycznie żadnych błędów (lampa działała bez zarzutu), a teren ciężki jak na nocne. A w międzyczasie dalsze dodawanie medalistów do bazy (jestem już na 1997 roku) oraz praca nad stworzeniem galerii. Wyniki można podziwiać w zakładce zdjęcia. Muszę jeszcze popracować nad strzałkami, no i dodać więcej zdjęć:) | |
| Dzień 116. | 2008-02-19 |
|---|---|
| Przedpołudnie wolne od treningu. Za to zacząłem siedzieć nad wprowadzaniem medalistów MP do bazy PZOSu. Pierwsze mistrzostwa w Polsce odbyły się w 1978 roku, trochę się więc ich nazbierało. A wieczorem trening nocny. Jak zwykle bojowo nastawiony, lampy naładowane... no właśnie naładowane... Po 20 minutach akumulator siadł, a że biegaliśmy na pętlach, więc wróciłem się po drugi, który miałem w domku klubowym. Ten z kolei wytrzymał 10 minut. Wkurzyłem się niezmiernie, poprzeklinałem trochę, potruchtałem trochę, żeby ochłonąć. Po 10minutach pożyczyłem trzeci akumulator od kobiety, która już skończyła biegać. Na ostatniej, najdłuższej pętli, na 2gim punkcie, zrobiłem błąd z odbiegnięciem o 180 stopni w złą stronę, bo mi ktoś numery przy punktach nakreślił do góry nogami. Stwierdziłem, że to nie mój dzień. Walczyłem, starałem się, niestety los mnie pokonał. Ale to tylko dzisiaj, jutro już będzie dobrze. Na ukojenie obejrzałem House'a i wypiłem piwko. | |
| Dzień 115. | 2008-02-18 |
|---|---|
| Kolejny dzień obozu. Trochę tak dziwnie wszystko samemu, do tego dziś zmobilizowałem się do wstania o 8.30. Na treningu rano: 55' II zakresu (z mapy wyszło 13.8km, 190m przewyższenia). Wieczorem - 1.5km na basenie. W sumie nie wiem co mnie bardziej zmęczyło. Jutro kolejne nocne, czyli znowu szybko i intensywnie. | |
| Dzień 114. | 2008-02-17 |
|---|---|
| Drugi dzień "obozu". Rano 5 pętli crossu (każda po 2,8km, 110m przewyższenia), wszystko w 59'20. Popołudniu 30min + 10x150m rytmów + siłownia + sauna. W sumie dziś prawie 4h treningu. Na razie wszystko zgodnie z planem. | |
| Dzień 113. | 2008-02-16 |
|---|---|
| Zaczynam 9dniowy "obóz". Nigdzie nie jadę, siedzę w Nybro, będę biegać głównie sam i planuję 15 treningów. Zapasy żywności zrobiłem dość spore. Pierwszy trening na Andekull z klubem. Prawie 2h biegania po lesie. Najpierw rozstawiłem 3 nowe punkty i sprawdziłem czy 2 stare nadal stoją. Później 10kilometrowa trasa na punktach, które rozstawiłem wcześniej. Wszyscy w klubie zadowoleni, że mi się chce latać z tymi drewnianymi kołkami po lesie. W końcu po to je stawiam, żeby można było ciekawe treningi szybko organizować. | |
| Dzień 112. | 2008-02-15 |
|---|---|
| Jak widać można dodawać komentarze do moich wyczynów. Trochę się nad tym napracowałem. A od jutra zaczynam ostrzejsze trenowanie - 15 treningów w 9 dni. Pierwszy trening - mapa z klubem na Andekulli. A wszystko dzięki feriom w szkole. Praca nauczycieli ma wiele plusów:) | |
| Dzień 111. | 2008-02-14 |
|---|---|
| Sprawa Spring Cupu prawie dograna. Niestety Szwedzi nie chcą (i w sumie nie mogą)
wystawić aż 5 Polaków w sztafecie na Tiomili. Tak więc po raz pierwszy od bardzo
długiego czasu trzeba będzie się kwalifikować do pierwszego składu:). A tak to zawsze
1-2 osoby były z "łapanki" słabo przygotowane. A w tym roku - Ja, Oskar, Mattias,
David, Jackob (podobno wziął się za siebie i zaczął nieźle trenować), Daniel,
Pontus(nowy nabytek, bardzo ambitny 17latek), Edvin (będzie dobrze przygotowany na 10mile,
już moja w tym głowa), Jacek, Mały, Włodar, Lupek i ewentualnie nawet Michael jeśli nie będzie go kolano boleć.
Jeśli nie zdarzy się jakaś plaga kontuzji, będzie można powalczyć o 50tkę (2006-
88 miejsce, 2007 - 112; jednak zawsze przed Kalmarem).
Podobno Szwedzki Związek pracuję nad zmiana przepisów dotyczącą startów na ich mistrzostwach. Jest szansa, ze od 2009 będzie można biegać i w Szwecji i w swoim kraju. Chociaż z drugiej strony po co przyjeżdżać na zawody do Polski jak nie trzeba. Zobaczymy co Śląsk przygotuje w czerwcu, może zmianie zdanie. Na razie po ostatnich MP w Jeleniej jakoś mi się nie spieszy na zawody do Ojczyzny. | |
| Dzień 110. | 2008-02-13 |
|---|---|
| Nybro jedzie na Spring Cup! Nie chwaląc się, dzięki moim staraniom jedziemy
na te zawody. Po raz 10 będę więc biegał na tej samej mapie (w Danii nie ma
zbyt wielu lasów). Wstępny skład sztafety: Jacek, Lupek, Daniel Runemaln (wypada
zabrać chociaż jednego Szweda) i ja.
Trening krótki, ale intensywny. 3x8min w II zakresie. Biegało się dobrze , na średnim tętnie 172. Po powrocie ze zdumieniem stwierdziłem, że wychodziło 2,2-2,3 km na każdej ośmiominutówce. Daje to średnią 3'29-3'38 na km. Niby nic specjalnego gdybyśmy biegali po asfalcie, ale biegaliśmy na oświetlonej pętli niedaleko domku. A tam trochę błota, no i delikatne przewyższenia 25-35m na każdej 8minutowce. No i dopiero pierwszy taki trening w sezonie:) I co mnie również bardzo cieszy Edvin nie biegał wiele wolniej niż ja, tracił jakieś 100m na każdym powtórzeniu. Na szwedzkim oddałem wypracowanie - 3 strony. Następne zajęcia za 2 tygodnie:) | |
| Dzień 109. | 2008-02-12 |
|---|---|
| Jako trening basen. 2km + trochę ćwiczeń. Pływa mi się coraz lepiej,
ale jeszcze sporo brakuje.
Ładnie się zakwasiłem na podbiegach dzień wcześniej. Dawno już nie miałem
zakwasów w tych miejscach. A to znaczy, że intensywne podbiegi, to coś czego
mi brakuje.
Ze Skogsportu dowiedziałem się że Mikael Olofsson (27 lat, IFK Goteborg, parokrotny medalista Mistrzostw Szwecji w BnO) zmarł 18 stycznia. Z tego co napisali ,w czasie powrotu z treningu, nagle zaczął ciężko oddychać w samochodzie. Do szpitala dotarł chwilę później i nic nie wskazywało na tragiczny finał. Przyczyn śmierci jeszcze nie podali. | |
| Dzień 108. | 2008-02-11 |
|---|---|
| Na treningu miedzy innymi podbiegi. Miałem robić 12 30sekundowych z moimi podopiecznymi. Na zajecia przyszedł tylko jeden i go po 20min truchtu zaczęła noga boleć, więc go wysłałem do domu. Zostałem więc sam i postanowiłem zmierzyć się z GÓRKĄ (ang. The Hill:) Mierzyłem się 8 razy (to podbieg ok. 250m w poziomie i 35m w pionie). Czas: od 1'06-1'10. Nie będę kłamać - zajechałem się. I dobrze, chociaż ten tydzień miał być luźniejszy Po treningu sauna. | |
| Dzień 107. | 2008-02-10 |
|---|---|
| Oby jak najmniej takich dni. Miały byc przełaje (5km), a skończyło się na spaniu do 13. Głównie z powodu delikatnego bólu gardła, przeziębienia i ogólnego lenia. W sumie nie ma się czemu dziwić, w końcu mniej więcej co drugi dzień taplam się w jakimś bagnie, kąpię w jakimś rowie z wodą po pas. A w końcu mamy prawie środek lutego. Jutro będzie lepiej, w koncu muszę iść do pracy... | |
| Dzień 106. | 2008-02-09 |
|---|---|
Oby jak najwięcej takich dni. Wypad z klubem do Oskarshamn. Pierwszy trening
na mapie i trasach ze zeszłorocznego Smalandskavlen. Drugi trening wokół
domku klubowego SOK Viljan. W sumie jakieś 18 bezcennych kilometrów na mapie.
Mapa
| |
| Dzień 105. | 2008-02-08 |
|---|---|
| Kolejny świetny dzień na Andekulli. Tym razem zabrałem moich uczniów, o dziwo stawili sie wszyszcy. Dostawiłem kolejnych 6 punktów i sprawdziłem 4 stare. | |
| Dzień 104. | 2008-02-07 |
|---|---|
| Żadnej pracy, żadnych zajęć:( Zabrałem się więc za pisanie wypracowania po szwedzku. Ciężka sprawa, ale na szczęście mam parę dni. Na treningu 75 minut basenu. Pływa mi się coraz lepiej. Szkoda, że przez pierwsze 30 minut jakaś szkoła miała zajęcia i byłe delikatny tłok. | |
| Dzień 103. | 2008-02-06 |
|---|---|
| Po ciężkim biegu poprzedniego nie dałem rady wstać na szwedzki. Zaczął się o 8.45, a ja obudziłem się o 11. Udało mi się jednak zdążyć na zajęcia z matematyki. Nie jako nauczyciel co prawda, tylko jako obserwator. W końcu muszę się trochę zaznajomić z lokalnymi metodami edukacji. A później jeszcze zebranie nauczycielskie. Wypiłem kawkę, poudawałem, że słucham i rozumiem. Później praca. W końcu pojawiła się Anna na treningu, fajnie, tylko wszystko muszę z nią zaczynać od początku. Za to u Edvina widać konkretne postępy. | |
| Dzień 102. | 2008-02-05 |
|---|---|
Kolejny trening nocny. Tym razem w Kalmarze. Teren znacznie prostszy od tego z
zeszłego czwartku. Trasa 8,2km czas 55'48. Na wstępie zaliczyłem 3 rowy z wodą
po pas. Sama przyjemność. Niestety mam lekkie problemy z utrzymaniem kierunku biegu.
Nie wiem czy to moja, czy kompasu wina. Głównie z tego powodu jakieś 4 minuty w plecy.
W zasadzie to wszystko na jednym punkcie, reszta prawie czysto. Jednak trochę mi
jeszcze brakuje do jakiegoś przyzwoitego poziomu;) Mapa
| |
| Dzień 101. | 2008-02-04 |
|---|---|
| Dziś na treningu sporo siły - skipy i wieloskoki. Później trochę rozciągania. Od jakiegoś czasu pobolewa mnie gardło, nic poważnego, ale jednak wkurza. | |
| Dzień 99. | 2008-02-02 |
|---|---|
| Miła 2godzinna wycieczka rowerowa. Słońce, ale troche wiało. Chyba naprawdę zaprzyjaźnię się z rowerem, bo rząd szwedzki chce podnieść podatek na benzyne (o około 30gr/L). Argument - więcej kasy na ochronę środowiska. Hmmm, znając Szwedów pewnie mają rację. | |
| Dzień 98. | 2008-02-01 |
|---|---|
| Na treningu ponad godzinę liniówki. Pogoda cały czas jesienna. I przeprowadziłem pierwsze korepetycje z matematyki. W ramach pracy w szkole oczywiście. Fajnej rzeczy się dowiedziałem. Mianowicie wszyscy uczniowie wybierający matematykę mają wypożyczone ze szkoły kalkulatory TI-83. Ten sam co używałem w Stanach ładnych pare lat temu. Książek też nie muszą kupować - wszystko ze szkoły . I to się nazywa darmowa edukacja. A nie kilkaset złotych na podręczniki, które po roku i tak idą do kosza, bo "program nauczania" się zmienił. W końcu trzeba jakoś dofinansować drukarnie i księgarnie. | |
| Dzień 97. | 2008-01-31 |
|---|---|
Trening nocny 50 km od Nybro. Bardzo ciekawy teren, ale z mapy nie bylem za bardzo zadowolony. Może dlatego, że od początku biegam na mapach z cieciem warstwicowym 2,5m. Tym razem było 5m i wszystko było mało czytelne dla mnie. Zresztą niby mapa czysta, a w lesie nie było jak nogi postawić - tyle kamieni, albo trzeba było sie przez krzaczory przedzierać. W kazdym razie trase 8km przebiegłem w 65 minut. Sporo błedów, brak koncentracji i motywacji. Jeszcze pod koniec wpadłem po pas do rowu z wodą. Nie było to przyjemne. Poirytowałem się i nawet chciałem zejść z trasy, ale zebrałem się w sobie i ukończyłem. W sumie dobrze się stało, że biegalem na tym treningu, bo nabrałem trochę pokory. Mapa Czas na podsumawanie miesiąca: Suma prawie 52h. Biorąc pod uwagę 4 dni bez żadnej aktywności, to całkiem nieźle. Ogólnie im więcej jasnego zielonego na wykresie powyżej tym lepiej. Właśnie przede wszystkim cieszy te 15h (30% treningu) spędzonych z mapa w lesie, nie sądziłem, ze uda mi się tyle czasu spędzic z mapą w styczniu. Może trochę mało skipów i wieloskoków, ale w koncu robię dużo "naturalnej" siły, skacząc po tych mchach, skałach i gałęziach.Dobrze, że zacząłem chodzić na basen, zawsze to jakaś odmiana i odnowa. Chociaż muszę przyznać, że ciężko mi się pływa po tak długim czasie bez basenu. Żadnych kontuzji (całkiem sporo rozciągania), tylko parę stłuczeń- w końcu taki teren. drukarnie i księgarnie. | |
| Dzień 96. | 2008-01-30 |
|---|---|
| Na treningu bieganie + rytmy. Później 3 x obwody po 8 ćwiczeń. Trochę zmęczyłem podopiecznych. | |
| Dzień 95. | 2008-01-29 |
|---|---|
| Dziś treningowo trochę luźniej. Tylko godzina basenu. Chyba wtorek o godzinie 15.00 będzie najlepszym (najmniej ludzi) czasem na basen. Nie trzeba nikogo omijać i ogólnie jest spokój. Przykre jest to, że gdzieś zgubiłem kąpielówki:( Trudno, od teraz będę pływał bez. Na szwedzkim pan nauczyciel kazał mi się oficjalnie zapisać, bo tak chodziłem sobie od tak. Pewnie maja kasę od gminy za każdego studenta i pewnie by chciał żebym jeszcze kogoś przyprowadził No i dowiedziałem się, że gdzieś po drodze zgubiłem jeden etap kursu. Także w 3 miesiące przeskoczyłem 2 kursy (każdy po rok). Nie wiem czy to był najlepszy pomysł, ale w końcu co może się stać. Przecież mnie nie wyrzucą. | |
| Dzień 94. | 2008-01-28 |
|---|---|
| Na treningu porządny cross. 60 minut, ponad 500 m przewyższenia, na średnim tętnie 170.
Gdyby ktoś zastanawiał się jak BnO jest popularne w Szwecji, to przedstawiam zadanie w książce do matematyki (pierwsza klasa liceum). Trzeba znaleźć odległość pomiędzy punkatami 1 i 10, 12 i 13, jeśli wiadomo, że skala mapy to 1:15000. | |
![]() | |
| Dzień 93. | 2008-01-27 |
|---|---|
| Na treningu 2h 15' na mapie. Zbudowałem nawet jeden "mostek", w sumie nie wiem po co, bo przy jego budowie zamoczyłem się bardziej, niż gdybym przeskakiwał. Ale co tam, koniec stycznia i sobie człowiek brodzi po kolana w wodzie. Klasa! Wieczorem coroczne spotkanie w klubie, nawet trochę zrozumiałem co mowią. Fajnie jak znany jest cały budżet, widomo na co pieniądze idą, ile wykorzystano, a ile nie. Na rok 2008 zapisali też specjalną kasę na polskich biegaczy (i nie chodzi o mnie:). A poźniej sauna. W sumie w tym tygodniu spedziłem ponad 6h biegając na mapie. Może lepiej żeby śniegu w ogóle nie było... | |
| Dzień 92. | 2008-01-26 |
|---|---|
| No to dobiegają 3 miesiące od mojego przyjazdu...Dziś znowu sprawdzałem czy nie jestem miękki. I chyba nie jestem. Wybrałem się na rower. Padało z góry, z dołu, z boku. Do tego wszystkiego wiało. waga: 64 kg depresja: brak (chyba brak) liczba widzianych łosi: 0 (wywieźli na północ, czy co?) liczba przepuszczonych pieszych na przejściu: dawno przestałem liczyć znajomość szwedzkiego: dostatecznie mierna śnieg: brak deszcz i wiatr: w skali od 1 do 10 to 12 | |
| Dzień 91. | 2008-01-25 |
|---|---|
Dziś na treningu raczyła być jedna osoba. Wkurzałoby mnie to, gdyby mi dobrze nie płacili lub gdybym nie przygotowywał się do MŚ. A tak, to czy leje czy nie, śmigam na mapie. A od dziś moją idolką oficjalnie jest Justyna Kowalczyk. A nie tam jakiś Gołota lub Dudek, czy Małysz (Na portalach internetowych zawsze pierwszy, nie ważne czy 1. czy 11. czy 46, pózniej Klimek, Morgerstern i Małysz znowu. Dajcie czasem odpocząć!). Dla tych co nie kojarzą, zdjęcie Justyny poniżej (Fot. Jeff McIntosh AP). I nie oznacza to, że przerzucam się na narty biegowe (zresztą śniegu nie ma). | |
| Dzień 90. | 2008-01-24 |
|---|---|
| Z rana rozstawianie punktów na mapie oddalonej o 12 km od Nybro. Zrobiona w 1999 roku, ale jak to w Szwecji, wciąż nadająca się do użytku. Co ciekawe pierwszy raz na niej byłem. Dobrze, że ją w końcu "odkryłem", bo teren najbardziej podobny do tego w Czechach ze wszystkich okolicznych map. Szkoda tylko, że tak małe przewyższenia:( Później spotkanie trenerów i wuefistów w szkole. Główny temat spotkania - kiedy następne spotkania:) Swoja drogą ciekawe kiedy zorientują się, że nie zawsze rozumiem co się do mnie mówi. Może nie powinienem potakiwać i mówić "oczywiście"? | |
| Dzień 89. | 2008-01-23 |
|---|---|
| Przychodzę dziś do pracy. I co?! Nie ma jak pracować, bo nie ma z kim! Lenie. Tak więc na papierze trening się odbył, pojeździłem trochę na rowerze i poszedłem na basen. Na pływalni całkiem przyjemnie, okularki się sprawdzają, ale niestety trzeba omijać unoszące się na powierzchni kobiety. Kondycja pływacka całkiem niezła zważywszy, że tak niewiele w ostatnim czasie pływałem. A z rana szwedzki (nie był aż taki straszny) i rozmowa z Gunillą, oczywiście po szwedzku. Aha, i dostałem do przejrzenia książki do matematyki, w końcu muszę wiedzieć czego mam uczyć:) Oby zawsze być ten jeden krok przed uczniami :p | |
| Dzień 88. | 2008-01-22 |
|---|---|
| Szwedzki o 13.00 (niewiele wcześniej wstałem). Nawet przyjemny. Teraz mam tylko 4x45min tygodniowo:( Ale pracy z nim 4 razy więcej. A wieczorem konkretny nocny niedaleko domku. Trochę ludzi się zjechało z okolicznych klubów. Traska miała 9km - w większości po terenie, po którym może z raz biegałem w życiu (zresztą w nocy wszystko inaczej wygląda). Po 45 minutach lampa zaczęła wysiadać. Do tego momentu miałem może z 30 sekund błędu. Dobrze, że jeden tubylec się za mną woził, bo mi przez ostatnie kilkanaście minut świecił pod nogi:) No ale nic na mapie nie widziałem, więc 4 minutki błędu zrobiłem. Czas 63:27, więc i tak całkiem nieźle jak na styczeń, nocne i Szwecję:) | |
| Dzień 87. | 2008-01-21 |
|---|---|
| Jeśli to miał być najgorszy dzień w roku (tak pisali w internecie, że 21.01 będzie najgorszy) to przyszłość nie zapowiada się tak fatalnie. Trochę zmęczony po ciężkich 2 tygodniach - trochę odpuściłem trening. Tylko 40 min biegania, skipy i wieloskoki i pózniej trochę na siłowni. No i zacząłem przeglądać książkę do trudniejszego szwedzkiego oraz przesłuchiwać skradzione z netu płyty ze szwedzkim. Ktoś chętny, to mam około 6h szwedzkiego na mp3 i z tekstem w pdf:) Nie kłócić się, dla wszystkich starczy:))) | |
| Dzień 86. | 2008-01-20 |
|---|---|
| Znów konkretny trening. 2h z mapą, później rozciąganie, siłownia i sauna. W sumie w ciągu ostatnich 2 tygodni zrobiłem około 29h treningu, z czego 8h na mapie! Całkiem nieźle jak na styczeń. Samochód działa, nawet dziwnego metalicznego dźwięku nie ma. I tak będzie trzeba jechać do warsztatu. | |
| Dzień 85. | 2008-01-19 |
|---|---|
| Z rana charytatywna pomoc w gminie - przez ponad 3 godziny siedziałem sobie w sali sportowej i co jakiś czas dawałem ludziom mapkę z rozpiską co gdzie znaleźć. Odbywał się bowiem dzień prezentacji wszystkich klubów, kółek zainteresowań i związków z naszego okręgu. Swoją drogą gmina ma 19 680 mieszkańców, a stoisk było 29. Tak więc jest co robić u nas. Popołudniu chciałem na rower, ale tak wiało, że by mnie zwaiło. Więc tylko poszedłem pobiegać. I chyba ktoś mi dentki przebija w rowerze, chyba w końcu kupię tę kłódkę do piwnicy. | |
| Dzień 84. | 2008-01-18 |
|---|---|
| No i zainstalowałem telefon stacjonarny i co?! Obudził mnie o 9.30! Jakiś typ chciał mi sprzedać "za darmo" jakąś bieliznę. Na początku dałem się nabrać, bo w końcu chodzę na szwedzki za darmo, basen za pół darmo, więc czemu nie mieliby dać gaci gratis. Po chwili jednak podziękowałem, co chyba wkurzyło sprzedawcę, bo już myślał, że mnie ma na widelcu. A zresztą po co mi gacie. Kupiłem za to okularki i czepek do pływania. A trening przywaliłem straszny: 10 min truchtu + 65' mapa (rozstawianie punktów) + przerwa 15min + 10min truchtu + 55' mapa + 10 minut roztruchtania + 30' rower. Klasa! | |
| Dzień 83. | 2008-01-17 |
|---|---|
| Pierwszy raz na basenie od bardzo długiego czasu. W końcu kupiłem sobie roczną wejściówkę. Będę musiał teraz zainwestować z okularki, bo oczy to mi prawie wypłynęły po 40 minutach. Oprócz tego bieganie i rower. Nie, nie przerzucam sie na triathlon. I w końcu podłączyłem sobie telefon stacjonarny. Podłączony według instrukcji nie działał. Ale w koncu jestem mgr inż, więc dałem radę. | |
| Dzień 82. | 2008-01-16 |
|---|---|
| Kolejna rozmowa po szwedzku przez telefon za mną! Trwała aż 10 minut (w polskich realiach zajełaby 45 sekund, ale to nie tylko przyczyna moich problemów językowych). Uczniom dałem pierwszy crossik, 60 minut 450m przewyższenia - dla mnie luzik (ahr 152). Dla nich trochę gorzej. Jeden zrezygnował po 30 minutach, drugi dzielnie wytrzymał do końca. | |
| Dzień 81. | 2008-01-15 |
|---|---|
| Początek nowych zajęć ze szwedzkiego. Trochę mniej godzin, ale będzie znacznie ciężej. Kurs przewidziany jest dla Szwedów (którzy z jakiś powodów nie rozpoczęli nauki w szkole średniej) albo dla obcokrajowców (w większości po roku kursu, który ja zrobilem w 2 miesiące). Więc zapowiada się ciekawie. | |
| Dzień 80 | 2008-01-14 |
|---|---|
| Dowaliłem uczniom na treningu. Rzuciłem w niech 20 rytmami i obwodami. Dałem im do zrozumienia, że nie żartuję. I już powiedziałem, że w środe czeka ich miły krosik. W końcu za coś mi płacą. I nie napisałem wcześniej, że od wczoraj technicznie nie jestem już we Flocie. | |
| Dzień 79. | 2008-01-13 |
|---|---|
| Oj, dowaliłem sobie na treningu. Ponad 25km z tego ponad 15km (105 minut) na mapie. A oprócz tego dalej JS:) | |
| Dzień 78. | 2008-01-12 |
|---|---|
| Wycieczka rowerowa 1,5h. Za bardzo zacząłem siedzieć w JS, mam nadzieją, że mi się szybko znudzi, bo mine już plecy bolą od tego sterczenia przed kompem. | |
| Dzień 77. | 2008-01-11 |
|---|---|
| Kolejny ciężki trening w lesie i na rowerze. I zaczęło coś wychodzić z zabawy w JavaScript. Szwedzi udowodnili że mają poczucie smaku. Praktycznie zawsze w domku klubowym leżą jakieś ciastka do przekąszenia. Czasami leżą tak długo, że wydaje mi się, że tylko ja je podjadam. Wedlowskie Ptasie Mleczko, które przywiozłem i wystawiłem, leżało trochę ponad dzień. Trochę szkoda mi było pozbywać się tych słodkości, ale zostało mi jeszcze jedno (jedno już zjadłem). | |
| Dzień 76. | 2008-01-10 |
|---|---|
| Pierwszy trening na mapie w 2008 - liniówka. W lesie mokro i ślisko, ale co tam. Nie ma to jak pośmigać po krzaczorach i trochę sie ubrudzić. | |
| Nowy rok, praktycznie stare cele. | 2008-01-10 |
|---|---|
| No dobra, wypadałoby coś napisać. Troche czasu minęło od moich ostatnich wypociń i zdażyło się dość sporo. Zacznę może od podsumowania poprzedniego roku. Cel sportowy był dość jasny – Mistrzostwa Świata w Czechach. Na Mistrzostwa pojechałem, ale wypadłem chyba gorzej niż statysta. W końcu nie chodziło o to żeby pobiegać ponad 77 minut (czyli o kilkanaście za długo), wkurzyć się i rzucić parę przekleństw. Czemu bieg, który powinine być najlepszy okazał się chyba najgorszym w sezonie? Na usprawiedliwienie mam jedynie problemy zdrowotne, ale nie oznacza to, że nie popełniłem szeregu innych błedów. Czy mogłem ich uniknąć? Po tych kilku miesiącach, wiem że problemy ze zdrowiem wpłynęły na moją wydolność, a to z koleji przełozyło się na przetrenowanie. Bo zamiast odpuścić i odpocząć już w połowie maja, chciałem coraz więcej, szybciej i lepiej. Już kompletną głupotą z mojej strony było bieganie na obozie w Zieleńcu praktycznie codziennie w II lub III zakresie. Nie to żeby szybko, bo od chłopaków dostawałem na treningach i tak straszne baty, serce i tętno mówiło jednak co innego. Organizm się zbuntował, a ja już tak mam, że bez przynajmniej przywoitej formy biegowej, nie można też mówić o przyzwoitej formie technicznej. Właśnie z tego wzięło się chyba z 8 minut błędu na eliminacjach do klaska na MŚ. Skandal, szczególnie że w pierwszej połowie roku zdażały mi się praktycznie bezbłedne biegi w znacznie trudniejszym terenie. Jedyne co wyniosłem z wyjazdu na MŚ to że od 2004 (wtedy byłem pierwszy raz na MŚ) poziom trochę się podniósł. Aha, no i mam jeszcze dres, buty, kompas i trochę odżywek. Może jednek opłacało się jechać? :/ Fajnie, że Jahu do samego końca we mnie wierzył, chyba tylko z powodu niezłych startów w pierwszej połowie roku... Nastepnym razem (jeśli taki będzie) obędzie się już bez zawodu. Oby. Podsumowanie treningu w 2008. Nie mogę powiedzieć że na treningach nic nie robiłem, przygotowywałem się dobrze, a że mnie GastroEsophageal Reflux za gardło i płuca chwycił...tego już nie mogłem przewidzieć.Chociaż mogłem szybciej zareagować, a nie jak było juz po sezonie. W dzienniczku brakuje 4 tygodni treningu, czyli jakiś 40h. Bardz mnie cieszy 130h spędzonych z orientacją, mam nadzieję, że w 2009 będzie ich jeszcze więcej i wkońcu dadzą owoce na najważniejszej imprezie i nie tylko. W sumie odejmując godziny spędzone na rozciąganiu, wyszło około 420h różnych aktywności. | |
| Dzień 75. | 2008-01-09 |
|---|---|
| Egzamin ze szwedzkiego dla obcokrajowców zdany! | |
| Dzień 74. | 2008-01-08 |
|---|---|
| Kolejny porządny trening. 70min po leśnych ścieżkach, rytmy i sprawność. Gramatyka ze szwedzkiego powtórzona. Czy coś z tego będzie? Śniegu praktycznie już nie ma :( | |
| Dzień 73. | 2008-01-07 |
|---|---|
| Nareszcie porządny trening w tym roku. W sumie 1h na rowerze, 50min biegania, skipy i 40min rozciągania i siłowni. Już czuję się lepiej. Pogoda fatalna. Wszystko topnieje. Cholerne ocieplenie klimatu. | |
| Dzień 72. | 2008-01-06 |
|---|---|
| Leń usprawiedliwiony lekkiem przeziebieniem. Miało być 2h bieganie, było 0. Za to zabralem się za dwa języki. Szwedzki i JavaScript:) Może coś z tego będzie. | |
| Dzień 71. | 2008-01-05 |
|---|---|
| Nie ma to jak polski kret do udrażniania rur. Po dniu walki "Nornik" dał radę! Swoją drogą ciekawe co tam zalegało skoro zużyłem połowę opakowania. Na treningu 20min na rowerze + 70min biegania głównie po śniegu. Tętno dość wysokie. To chyba od tego balowania w Polsce, czas na porządny trening. Mam czas do marca na konkretne przygotowanie. A na wp.pl widomość o tym że Małysz zajął 1. miejsce była główną. Dopiero za nią notka, że Tomasz Sikora był 1. Skandal. | |
| Dzień 70. | 2008-01-04 |
|---|---|
| Powrót na północ. W telewizji mówili, że będzie mocno wiało. Faktycznie prom wypłynął 1h później niż powinien, ale w Karlskronie był na czas. Samochód stal tam gdzie powinien i niestety podczas postoju na parkingu nikt nie raczył go naprawić. 5ty bieg wyskakuje tak jak wyskakiwał. Dojechałem więc na 4ce, tak 70-80km/h. W sumie szybciej i tak bym nie jechał, bo drogi trochę zawiane, a tu nikt soli na lokalnych drogach nie używa. I tak się cieszę, że dojechałem. Wyszedłem nawet na trening o 23. | |
| Dzień 69. | 2008-01-03 |
|---|---|
| Dzień na załatwianie spraw na PG. Dowiedziałem się, że na pismo w języku angielskim, że ukończyłem studia i się obroniłem trzeba czekać 2-3 miesiące. Wspaniale. Pewnie długo będą zastanawiać się jak przetłumaczyć moje imię i nazwisko, bo przecież wszystko inne powinni mieć już przetłumaczone. Zrobiłem tez zapasy kiełbasy na ciężkie zimowe szwedzkie dni. | |
| Dzień 68. | 2008-01-02 |
|---|---|
| Powrót ze wsi. | |
| Dzień 67. | 2008-01-01 |
|---|---|
Kolejny dzień na wsi. W końcu trzeba posprzątać po gościach. A goście rano wyglądali mniej więcej tak: | |
| Dzień 66. | 2007-12-31 |
|---|---|
Sylwester na wsi. Przyjemnie, miło, zabawa do 5 nad ranem. | |
| Dzień 57. | 2007-12-22 |
|---|---|
Dzień pod znakiem przygotowań do przyjazdu do Polski. Ostatni trening w szwedzkim lesie w 2007 roku. Las teraz wygląda mniej więcej tak: Postanowienie na 2008: Będę segregował śmieci. Tutaj to nie jest wcale takie proste. W Polsce jest papier, plastik i szkło. Tutaj wygląda to tak: Czyli 11 prostych do zapamiętania kategorii. | |
| Dzień 56. | 2007-12-21 |
|---|---|
| Kolejny wyjazd do Maleras. Taki fajny trening przygotowałem, a stawiła się tylko Anna. Tak więc pobiegaliśmy sobie, poopowiadałem trochę "mądrych" rzeczy i po ponad godzinie wróciliśmy. A poza tym to dalej się obijam. Tłumaczę to sobie reakcją na obronioną pracę dyplomową. Troche czasu musi minąc zanim za coś sie zabiorę. | |
| Dzień 55. | 2007-12-20 |
|---|---|
| Wyjazd do Maleras na mape 30km od Nybro. Na mapie praktycznie same warstwice, co czyni ją unikatową. Porozstawiałem troche punktów dla uczniów na piatek. Dalej sie obijam. | |
| Dzień 54. | 2007-12-19 |
|---|---|
| I rzeczywiście z plecami znacznie lepiej. W zasadzie oprócz treningu w ramach pracy to nic nie zrobiłem. Trochę szwedzkiego, dla przyjemności oczywiście. | |
| Dzień 53. | 2007-12-18 |
|---|---|
| Dziś bardzo przyjemna rozmowa z Gunillą (może przyjemna bo po szwedzku i zrozumiałem połowę).
Od stycznia dorzucają mi jeszcze trochę zajęć wyrównawczych z matematyki. No i ogólnie wygląda na to, że
przedłużą kontrakt na kolejny rok (tzn. 2008/09). A po drugiej stronie morza wygląda na to, że Flota też chciałaby
przedłużyć kontrakt o rok, a w zasadzie nie chce się mnie pozbyć za darmo. Cóż, tego się spodziewałem. Czemu nie może być
tak jak w Szwecji, że klub można zmienić kiedy się chce i bez żadnych absurdalnych opłat? Czy ja z kimś cyrograf...
tzn. kontrakt podpisywałem?
A treningu brak z powodu bolących pleców. Jutro powinno być już dobrze. | |
| Dzień 52. | 2007-12-17 |
|---|---|
| Plecy nadal bolą jak diabli, nie mogę się zginać. Siedzenie, leżenie i stanie też nie należy do przyjemności. Z bólem, ale udało się pobiegać w czasie zajęć. W końcu nie mozna obijać się w pracy. Gunilla (pani wicedyrektor) powiedziała, że świąteczne wolne trwa do 7go stycznia. Kocham ten kraj. No gdyby jeszcze na telewizyjnej 4ce w weekend nie leciało 12 godzinnych odcinków "Bonder söker fru" (co można przetłumaczyć na "Rolnik szuka żony") to już w ogóle byłoby świetnie. | |
| Dzień 51. | 2007-12-16 |
|---|---|
| Na treningu rower + mapa ze zbieraniem punktów przez 60 minut + rower. Po 55' biegania w lesie, coś mi łupneło w krzyżu, nie mam pojęcia co to. Boli. | |
| Dzień 50. | 2007-12-15 |
|---|---|
| Jako trening wycieczka rowerowa. Ruch samochodowy wrócił do normalnego poziomu - 2 auta w ciągu 80 minut. W końcu neta naprawiłem i chodzi tak jak powinien :) Ale fajnie mieć już tego magistra inzyniera... | |
| Dzień 49. | 2007-12-14 |
|---|---|
| A więc minęło parę dni, o których nie ma co się zbytnio rozpisywać. W skrócie: ostatnie poprawki, walka z drukarką, oprawienie wspaniałej pracy, trochę gorzej przespane noce i delikatny stres na koniec. Efekt: praca dyplomowa oceniona na 5 (tak, tak Krzysiu, oceniona na taką samą ocenę jak Twoja), obrona też na 5, trochę miłych słów od oceniających, no i tytuł magistra inżyniera w kieszeni, na piśmie i na mordzie. Aha, zapomniałbym o kacu w środę, w końcu też efekt. | |
| Dzień 39. | 2007-12-04 |
|---|---|
| No więc nie jest z tą telekomunikacją aż tak źle. Trochę to trwa i nerwów kosztuje, ale wszystko jest już w porządku. Zakres tematów na egzamin już mam, nawet nie taki ciężki. Pozostało zrobić prezentacje na około 15 minut, wydrukować i oprawić pracę, no i jeszcze sie obronić. Pikuś. Dziś na treningu i w pracy nie było lekko - ok 60 min na rowarze, a później ponad godzina rozstawiania punktów. Cieżka ta robota. | |
| Dzień 38. | 2007-12-03 |
|---|---|
| Dostałem nową, trudniejszą książkę ze szwedzkiego. Nie robili mi też problemów z wyjazdem na tydzień do Polski. Czyli po tej stronie Bałtyku wszystko OK. Po drugiej stronie morza, pan profesor, który przewodniczyć ma komisji, przed którą pewnie stanę w przyszłym tygodniu, nie ma 2 minut czasu na telefoniczną rozmowę ze mną. No i nie podał mi tematów na egzamin. Najwyraźniej coś takiego jak telekomunikacja na naszym wydziale wciąż nie funkcjonuje i trzeba stawiać się osobiście. Czyli po drugiej stronie Bałtyku po staremu. | |
| Dzień 37. | 2007-12-02 |
|---|---|
Dziś trochę dłuższe bieganie, około 90 minut + rozciąganie i sauna. Mogę pochwalić się już nie tylko smacznym, ale również dobrze wyglądającym chlebem, który przedstawiam poniżej. | |
| Dzień 36. | 2007-12-01 |
|---|---|
| Wycieczka rowerowa. Padało ze wszystkich stron, szczególnie z dołu (przedniego błotnika nie mam), ale byłem twardy i jeździłem tyle ile zamierzałem, czyli 90 minut. Dziś na drogach był bardzo duży ruch, widziałem aż 10 samochodów. | |
| Dzień 35. | 2007-11-30 |
|---|---|
| Znowu zepsułem mikser, to znaczy tym razem chyba sam się zepsuł. Będę musiał iśc do sklepu i wziąć pieniądze. Mikser jest bardzo potrzebny, bo co drugi dzień piekę chleb. Jest na tyle dobry, że mrożone bułeczki, które kupiłem jeszcze przed zabawą w piekarza, leżą cały czas w zamrażarce. Skończyłem poprawki w magisterce, ale pewnie i tak przeczytam to jeszcze z dwa razy w poszukiwaniu różnych 'chochlików'. Na treningu zaaplikowałem uczniom bieganie i rytmy, czyli nic odkrywczego i specjalnego. | |
| Dzień 34. | 2007-11-29 |
|---|---|
| Powoli kończę poprawki. Jutro powinno być już ok. Młodzież wysłałem na bieg nocny. Prawie idealnie dobrałem długość rozstawionej trasy do zamierzonego czasu treningu. Jestem coraz lepszy w tym co robię. Ale czy mogło być inaczej? :) | |
| Dzień 33. | 2007-11-28 |
|---|---|
| Dalej poprawianie. Trochę jeszcze zostało. Udało się wyjść na trening, a w zasadzie do pracy. Zabrałem lampe, wrzuciłem kilkanaście punktów z odblaskami i poleciałem do lasu. Jeśli ktoś myśli, że stawianie punktów w szwedzkim lesie za dnia jest trudne, to niech spróbuje w nocy. Polecam! | |
| Dzień 32. | 2007-11-27 |
|---|---|
| Wróciły stare złe czasy. Siedzenie po nocach. Oczywiście wszystko związane z Polską i pracą magisterską. Po co tyle pisałem?! Teraz mam 113 stron do poprawienia.Treningu brak. Na szwedzki nie poszedłem. Skandal! Ale za to kablówka zaczęła działać. Teraz szwedzki atakuje mnie z wszystkich stron. | |
| Dzień 31. | 2007-11-26 |
|---|---|
| No to mija miesiąc.
waga: 63 kg
depresja: brak
liczba widzianych łosi: 0
liczba widzianych myśliwych czających się na łosia:1
liczba obiadów bez mięsa: 0
znajomość szwedzkiego: mierna plus Na treningu z młodymi (100% składu się pojawiło, co zdarzyło sie po raz drugi) bieganie plus delikatne podbiegi. Dla jasności dodam, że 100% składu oznacza 3 osoby. Porozmawialiśmy też o ich celach na przyszłość i o piątkowym treningu w lesie. W końcu za coś mi płacą. | |
| Dzień 30. | 2007-11-25 |
|---|---|
| Liczba miesiąca: 39 Do tylu spadło mi tętno spoczynkowe. Pamiętam, że kiedyś jak miałem poniżej 45, to było naprawdę dobrze. Nie sądzę, żeby to wynikało z wytrenowanie. Raczej z wyluzowania. Aż strach pomysleć do ilu zejdzie, jak już się obronie i przestanę o tym mysleć. Do 35, 34, 33... Na treningu 85 minut spokojnego biegania po ścieżkach (średnie tętno 140), pózniej 45' na stretchingu i obwodach, a na koniec dwa wejścia do sauny. | |
| Dzień 29. | 2007-11-24 |
|---|---|
| Dziś 90minutowa wycieczka rowerowa po lokalnych drogach. Widziałem 2 samochody. Pogoda bardzo przyjemna, trochę powyżej zera, słońce i bezwietrznie. | |
| Dzień 28. | 2007-11-23 |
|---|---|
| Trening wyjazdowy na niezastąpionej Andekulli. Młodym dałem trasy (4,2km dla Anny - 60' i 6,7km dla Edvina - 58'), a Oscar (obecnie w okolicach 130 miejsca w rankingu szwedzkim, najwyżej z klubu, bo ja trochę spadłem) walczył z 9kiliometrową trasą prawie 80 minut. Średnie na km jak widać ciekawe. Ja rozstawiłem kolejne 10 pk. Znowu trochę się namęczyłem z wbiciem niektórych. Chyba muszę stawiać punkty tylko na bagnach, tam wchodzą jak w masło :). Widać, że podopieczni są zadowoleni, w każdym razie narzekań jeszcze nie słyszałem (a może po prostu za słabo znam szwedzki). Net zaczął działać, ale niestety nie tak jak bym chciał. Podejrzewam, że robią to specjalnie i czekają aż zapłacę. A odnośnie płacenia, to na koncie pojawiła się suma za moją pseudopracę... "A Pan spojrzał na pracę naszą i był zadowolony, spojrzał na zarobki nasze i ... też był zadowolony." | |
| Dzień 27. | 2007-11-22 |
|---|---|
| W końcu dowiedziałem się, jakie mam miejsce na parkingu. Myślę też o wzięciu garażu, bo podobno kosztuje 'tylko' 200 SEK/miesiąc. Trzeba jednak długo czekać. Na treningu spokojne (dla mnie) wybieganko z młodymi plus rytmy i 2 leciutkie obwody ćwiczeń. Do klubu doszła zamówiona literatura do trenowania BnO, będzie co przeglądać. | |
| Dzień 26. | 2007-11-21 |
|---|---|
| 30 min na rowerze i co ciekawsze 60 minut po lesie. Nie ważne jak wolno chciałbym biec, to po krzaczorach zawsze wyjdzie podwyższone tętno (maksymalne 171). Normalnie o tej porze roku w Polsce hulałbym na jakimś zakończeniu, a tu hulam po lesie. Też fajnie. | |
| Dzień 25. | 2007-11-20 |
|---|---|
| Wydaję się, że wszystko dobrze podłączyłem. Niestety na neta muszę jeszcze poczekać, bo dopiero dziś wysłałem ostateczną zgodę. Wymieniłem mikser, który kupiłem i zepsułem w sobotę... nie robili problemów w sklepie. A pani od szwedzkiego powiedziała, że jestem jatteduktig , bo dostałem 86% z próbnego testu. Ten prawdziwy za 4 tygodnie. Już pisałem, że normalnie zalicza się go po 2 semestrach, ale może mi sie uda (trzeba mieć 70%). Problem w tym, że nie można na nim korzystać ze słownika (na próbnym mogliśmy), więc łatwo nie będzie. Chce, żebym się przeniósł do grupy wyżej. A ekspresowa przesyłka do Polski z moim dowodem doszła po 8 dniach (miała po 2) i to niestety nie z winy Szwedów. No i oczywiście nie można niczego zareklamować, bo Poczta Polska nie widzi żadnego stempla (tu korzysta się z kodów i czytników), więc według nich nie można powiedzić kiedy przesyłkę wysłano. Także równie dobrze mogliby potrzymać mój dowód przez jeszcze pare miesięcy, w końcu mają wszystko w dupie. " -Nie moge wysłac tej depeszy, nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak... -Londyn, miasto w Anglii. -To co Pan mi nic nie mówi!" A wieczorem wybrałem się na przejażdzkę rowerem (70 min). No i zima sobie poszła i jest całkiem znośnie na dworze. A tak wygląda moje stanowisko pracy: | |
| Dzień 24. | 2007-11-19 |
|---|---|
| Pokazałem młodym, co to wieloskok. Doszła też paczka od Telii z całym osprzętem potrzebnym do komunikacji ze światem. Teraz się okaże czy 5 lat polibudy się na coś zdało i czy wszystko dobrze podłączę. | |
| Dzień 23. | 2007-11-18 |
|---|---|
| 82 minuty biegu, 30 min sprawności, 30 minut na rowerze. A oprócz treningu, walka ze szwedzkim. | |
| Dzień 22. | 2007-11-17 |
|---|---|
| Od rana robota przy prezentacji biegu na orientację na tzw. 'otwartej szkole'. Zrobiłem małą trase po parterze szkoły. Czas zwycięzcy 1'39. Oczywiście wszystko na SportIdencie (jak nie trudno się domyślić, żadna puszka ani lampion nie zginęła). Zainteresowanie praktycznie żadne, śmiało można powiedzieć, że organizatorów wszystkich wystaw było znacznie więcej niż zainteresowanych przyjśiem do szkoły w sobotę 15latków. A wieczór upłynął na klubowym zakończeniu sezonu. Muszę przyznać, że jak na totalny brak alkoholu, to było całkiem zabawnie. Wygrałem w konkurencji picia oranżady przez słomkę na czas, ale nie popisałem się w znajomości szwedzkiej muzyki. No i obżarłem sie niesamowicie. | |
| Dzień 21. | 2007-11-16 |
|---|---|
Poniżej, na prośbę niedowiarka, który pewnie myśli, że nie potrafię, zamiszczam zdjęcie chlebka: Na treningu 60 min rozstawiania punktów dla podopiecznych, a poźniej jeszcze 40 min na bieganiu i przyglądaniu się jak im idzie. No i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że się zajeb..... oparzyłem się w rękę wieczorem. Na tyle poważnie, że piszę ten tekst lewą łapką. | |
| Dzień 20. | 2007-11-15 |
|---|---|
| Muszę przyznać, że miałem dość długi dzień poza domem - wyszedłem o 8.20, a wróciłem po 20. Na szwedzkim miałem próbny test, część ze słyszenia. Trzeba powiedzieć, że nie było to łatwe. Jutro reszta. Większość osób zdaje to po 2 semestrach nauki. A co tam, może mi uda się zaliczyć po 2 miesiącach. Później trening w śniegu i sauna w saunie. Władze klubu postanowiły zamówić mi najnowszą literaturę o trenowaniu orientacji (oczywiście po szwedzku). Ciekawe czy można zrobić doktorat z bno z magisterką z telekomunikacji? A teraz piekę drugi chleb, pierwszy starczył tylko na 3 posiłki, a że jeszcze żyję, to trzeba iść za ciosem. | |
| Na treningu 60 min rozstawiania punktów dla podopiecznych, a poźniej jeszcze 40 min na bieganiu i przyglądaniu się jak im idzie. No i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że się zajeb..... oparzyłem się w rękę wieczorem. Na tyle poważnie, że piszę ten tekst lewą łapką. | |
| Dzień 19. | 2007-11-14 |
|---|---|
Rano zjadłem owsiankę, słucham szwedzkiego radia i muzyki (bez obrzydzenia). Tylko czekać aż urosnę 15 centymetrów i rozjaśnieją mi włosy. A za oknem cały czas pada. Trzeba przyznać, że tutaj zima nie zaskoczyła drogowców i chociaż mój samochód wyglądał jak na zdjęciu poniżej, to drogi są elegancko odśnieżone. Rozwijam się - upiekłem dziś swój pierwszy chleb. Pachnie jak chleb, smakuje jak chleb, może jeszcze nie wygląda jak chleb, ale wszystko przede mną. Na treningu 60 min biegu w dużej części po śniegu. | |
| Dzień 18. | 2007-11-13 |
|---|---|
Chyba można powiedzieć, że zaczęła się zima. Co można obejrzeć na tym filmiku. Nie ma to jak treningi w śniegu:) Bardzo miłe jest to, że od razu zrobiło sie jaśniej i można biegać praktycznie wszędzie. No i muszę jak najszybciej kupić narty biegowe, bo warunki wydają się wspaniałe. A gdyby kogoś interesowało w jakiej okolicy mieszkam, to poniżej przedstawiam mapkę. A trening spokojny - 50 min (po powrocie wyglądałem jak bałwanek) i sprawność. | |
| Dzień 17. | 2007-11-12 |
|---|---|
| Konto bankowe założone. Teraz tylko czekać aż wpłyną pierwsze szwedzkie pieniążki. Załatwiłem też sobie nowa, szwedzką kartę SIM. Niestety muszę tu trochę popracować, żebym mógł wziąć coś na abonament. No i wysłałem do POlski przesyłką super ekspresową tymczasowy dowód rejestracyjny, żeby tato mógł go wymienić na stały. Tak więc, jak teraz gdzieś jadę, to bez dowodu. Klasa. No i mogę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie siedziałem tyle czasu w Szwecji (wcześniej najdłużej 16 dni). Zacząłem wkraczać w niezbadane dotąd rejony. | |
| Dzień 16. | 2007-11-11 |
|---|---|
| Spokojne bieganie po lesie przez 45 minut. Od razu szukałem dobrego miejsca do biegania po ostrym zboczu, no i znalazłem, nawet nie jedno. Trochę gorzej będzie z trenowaniem długich podbiegów, górka z małym wyciągiem narciarskim jest niestety trochę za niska. Później 30 min sprawności. Dowiedziałem się też, że będziemy organizować niedzielne sztafety na Baltic Junior Cup w przyszłym roku. Bieg indywidualny leży w gestii Kalmaru. | |
| Dzień 15. | 2007-11-10 |
|---|---|
| Rano trening i rozstawianie punktów na Andekulli, co zajęło 90 min. Tym razem postawiłem 13 nowych i biorąc pod uwagę te, które od dawna już stoją, można zbudować parę naprawdę ciekawych tras. Obawiam się jednak, że mogła to być moja ostatnia wizyta na Andekulli w tym roku. Już leżało trochę śniegu i żałuję, że nie zabrałem aparatu i nie zrobiłem paru zdjęć. Ciemno robi się już o 16.00, a jak będzie pod koniec grudnia? O 13.00? | |
| Dzień 14. | 2007-11-09 |
|---|---|
| Kolejny ciekawy dzień za mną. Szwedzki, później trening i praca zarazem (60min liniówki z podopieczną). A wieczorem piwko i obmyślanie planów na przyszłość. Internet, kablówka i telefon zamówiony, teraz pozostało poczekać parę dni. W poniedziałek postaram się również założyć konto w banku. Dowiedziałem się też, że w miejscowej przychodni pracuje 2 polskich lekarzy. Martwi mnie jednak coraz większy napływ emigrantów ze wszystkich krajów świata. Parę lat temu mieszkania stały puste, a dziś nie jest wcale tak łatwo coś znaleźć. Czyżbym niedługo miał zacząć krzyczeć "Szwecja dla Szwedów... i Polaków"? | |
| Dzień 13. | 2007-11-08 |
|---|---|
Od dzisiaj nie muszę już spać na samym materacu. Teraz "sypialnia" wygląda tak: Reszta większych mebli jest już na miejscu. Można więc wpadać w odwiedziny. Wpisowe: kawał polskiej kiełbachy. Minął też kolejny dzień "pracy". Wszystko jak marzenie: zero stresu i widać, że 2/3 młodzieży zależy. Mam tylko nadzieję, że nie skrzywdzę podopiecznych i nie nabawią się kontuzji po miesiącu. Aha, i dla mniej zorientowanych, jestem zatrudniony jako nauczyciel biegu na orientację w szwedzkim liceum. Wszystko fajnie, tylko jak to się ma do telekomunikacji, a ściślej rzecz ujmując do systemów i usług radiokomunikacyjnych? | |
| Dzień 12. | 2007-11-07 |
|---|---|
No to pierwsza noc w nowym mieszkaniu za mną! A rano widok za moim oknem wyglądał tak: Tak, tak, to białe to śnieg.Taka przeprowadzka okazuje się trochę kosztowna, dużo pierdół trzeba kupić. Np. takie biurko, aż 300 SEK , które zresztą kupiłem nie używając angielskiego w sklepie Second Hand. Zresztą takie tam rzeczy można znaleźć, od elektroniki (takiej sprzed paru lat) po antyki. No i nie wiem co zrobiłbym bez mojego kochanego samochodziku, którym wszystko przewożę. Pan ze sklepu był trochę zdziwiony, że chcę wrzucić biurko do VW Polo. A te bardzo duże rzeczy (konkretny stół, sofę, łoże) przewiozą mi pewnie jutro. A na obiad taki schab (o dziwo 49,90 SEK/kg) z cebulką - klasa. I dziś po raz pierwszy widziałem tu policję, dali mi nawet znaksygnał długimi, że jadę bez świateł:) Reszta większych mebli jest już na miejscu. Można więc wpadać w odwiedziny. Wpisowe: kawał polskiej kiełbachy. Minął też kolejny dzień "pracy". Wszystko jak marzenie: zero stresu i widać, że 2/3 młodzieży zależy. Mam tylko nadzieję, że nie skrzywdzę podopiecznych i nie nabawią się kontuzji po miesiącu. Aha, i dla mniej zorientowanych, jestem zatrudniony jako nauczyciel biegu na orientację w szwedzkim liceum. Wszystko fajnie, tylko jak to się ma do telekomunikacji, a ściślej rzecz ujmując do systemów i usług radiokomunikacyjnych? | |
| Dzień 11. | 2007-11-06 |
|---|---|
| Czyli przeprowadzka. Mieszkanie ma 42 metry kwadratowe i w ciągu 10 minut zrobiłem w nim delikatny nieporządek. Fajnie tak na swoim. No i mam już swój, osobisty, własny, personalny, szwedzki numer pesel! To tak jakbym się narodził w tym kraju, zaczął tu istnieć. | |
| Dzień 10. | 2007-11-05 |
|---|---|
| Pierwszy dzień w "pracy" i na szwedzkim. Znowu czuję się jak w szkole. Takiej trochę międzynarodowej szkole, bo na zajęcia, oprócz mnie, uczęszcza jeszcze Polka, Serbka, Iranka, Irakijka, Filipinka, 2 Macedonki, Macedończyk, Niemiec (później widziałem go w Lidlu) i Anglik. A praca jaką mam, to po prostu miód (przynajmniej tak na razie mi się wydaje). A jeśli chodzi o trening, to 30 minut pseudobiegu (w ramach pracy) i trochę sprawności (to już za darmo). | |
| Dzień 9. | 2007-11-04 |
|---|---|
| 50 minut na rowerze. Trasy piękne, ruch żaden, tylko wsiadać i jechać. Później 30 minut sprawności. Zdarza się Wam uczestniczyć w zebraniu, gdzie niewiele rozumiecie? Dziś takie miałem, ale w przeciwieństwie do tych 250 km i więcej na południe, na brak zrozumienia złożył sie chyba inny czynnik. znajomość szwedzkiego: wciąż mierna Ale z tego co wyniosłem jasno wynika, że lepsze czasy przed nami. Celów i planów sporo, chęci też nie brakuje. Miło, bo przynajmniej będzie przy czym pomagać. Aha, i zaczęli od słów, że od teraz wszyscy mają mówić do mnie po szwedzku. To akurat zrozumiałem.Wieczorem sauna i piwko (sztuk 1), daje dobre rezultaty. | |
| Dzień 8. | 2007-11-03 |
|---|---|
| Pogoda wciąż piękna, nie mogłem więc nie pojechać na Andekulle. To taka mapa, 40km na połnóc od Nybro, na oko ma 28km kwadratowych, najlepsze miejsce do stępienia kolców w butach. Wydana w 2001, ale przy odrobinie fantazji, aktualna przynajmniej przez kolejne 20 lat. Dostawiłem 10 nowych punktów (drewniane kołki z odblaskami) i sprawdziłem czy 8 starych wciąż stoi. Wszystko na obszarze może 2km kw, także jeszcze trochę miejsca zostało:) Zajęło mi to raptem 100 minut, z czego lwią część spędziłem na próbach wbicia kołków w ziemię. Ziemię, haha, nieściśle powiedziane. Mieszaninę skał i kamieni porośniętą 3centymetrową warstwą mchu. | |
| Dzień 7. | 2007-11-02 |
|---|---|
| Dziś godzinka na rowerze w przy pięknej, słonecznej aurze. Od dziś
promocja w Lidlu na Godies (łakocie), tylko 39.90 SEK/Kg. Jupi!!! W końcu trzeba czymś żyć. A gruszki 10 SEK/Kg.
Wczoraj był piękny dzień, pełen zadumy, refleksji. A dziś (choć pogoda prześliczna) znów jakieś odgłosy zza morza: "Szykuje się putinada.(...) Mamy do czynienia z politycznym prześladowaniem ludzi, którzy nie zgadzają się z poglądami, jakie głosi większość mediów i nowa ekipa rządowa. To jest naruszenie wolności" ~Jarosław K. (odnośnie decyzji niezawisłego sądu dotyczącą doprowadzenia dwójki dziennikarzy "GP" na następny termin procesu karnego o znieważenie) Bardzo ciekawe... A kto jest premierem do 5go listopada? O wolności mediów mówi ktoś, dla kogo wszystko było w porządku, gdy na TVP leciały 4 konferencje pisministrów z rzędu 2 tygodnie przed wyborami. | |
| Dzień 6. | 2007-11-01 |
|---|---|
| Liście lecą z drzew, liście lecą z drzew... Dalej siedzę nad różnistymi szwedzkimi papierami. Napocząłem zapasy, ale w takim tempie to do wiosny starczy. | |
| Dzień 5. | 2007-10-31 |
|---|---|
| Dziś pierwszy zaobserwowany szron. Spokojny 40 minutowy trening z mapą, a wieczorem sprawność. Jeszcze żyję. Te najważniejsze zapasy nawet nie tknięte, no bo z kim miałbym tknąć? | |
| Dzień 4. | 2007-10-30 |
|---|---|
| Dziś fajny 50 minutowy trening na mapie. Jest spora szansa na dobre przygotowanie techniki biegu pod WOC'2008. Niestety brakuje stromego 3 minutowego podbiegu.
Zapisłem się dziś na szwedzki dla obcokrajowców. 15 godzin w tygodniu, oczywiście za darmo.
Do poszukująch Lecha K, który zaszył się gdzieś po wyborach - w szwedzkim lesie go nie ma. Dziś sprawdzałem. | |
| Dzień 3. | 2007-10-29 |
|---|---|
| Zasłyszane zza morza.
Na pierwszy ogień Andrzej Urbański (Prezes Zarządu TVP S.A) dziękujący swoim podwładnym.
"Zakończyliśmy obsługę kolejnych wyborów parlamentarnych. Serdecznie dziękuję Wam za wysiłek,
zaangażowanie i umiejętności (...). W warunkach otwarcie stronniczego zaangażowania wielu mediów
komercyjnych w kampanię wyborczą, zachowanie obiektywizmu i bezstronności przez TVP było zadaniem
wyjątkowo trudnym . Z pewnością nie ułatwiały gnych wyborach
parlamentarnych TVP spełniła swoje zadania najlepiej jak mogła, udostępniając anteny dla kampanii wyborczej
i przekazując informacje w sposób ściśle określony przez obowiązujące prawo."
A dalej coś od Ojca Tadeusza R.
"Szatan się uwziął na Polskę, bo to jest najsilniejszy kraj katolicki w świecie."
Źródło: Gazeta Wyborcza i Radio Maryja
Pozdrawiam Węgorza i Kopernika.
A tak poza tym, to dziś pierwsza wizyta w nowym mieszkaniu. Lokalizacja - bajka. Widok za oknem - bajka. Wyposażenie kuchni - bajka. No i formalności z rejestracją odnośnie pracy trwały jakieś 7 minut. Roczny karnet na basen 700 SEK - bajka :) Zaraz spotkam Czerwonego Kapturka i Śpiącą Królewnę. | |
| Dzień 2. | 2007-10-28 |
|---|---|
| Przez najbliższy czas nie będzie mi dane oglądać znajomej polskiej twarzy, dziś ostatnie pożegnania. Najbardziej niepokoi mnie to, że następne poważne zawody dopiero w marcu. Końcowy wynik w Smalandskavlen nie najlepiej, dopiero 60 miejsce. Na przyszły rok szukamy wzmocnień. Jarek, Leszek i Edgar odpadają - słabo się już chłopaki orientują w nowych czasach. Wieczorem sauna. | |
| Dzień 1. |
|---|